Szukaj:Słowo(a): Marek Edelman jako lekarz
Tak, zmarła była żoną Marka Edelmana i córką dr Aleksandra
Margolisa łódzkiego lekarza, przedwojennego dyrektora Szpitala na
Radogoszczu ( Szpital im. Biegańskiego). Został aresztowany przez
gestapo w listopadzie 1939 r. Zginąl w egekucji w lasach
lućmierskich. Jej matka Anna, także była lekarką.
Najpierw jak to przeczytałam nic mi nie przyszło do głowy. Dopiero po chwili
przypomniała mi się książka Hanny Krall "Zdążyć przed Panem Bogiem". Lektura
szkolna, opowieść-reportaż Marka Edelmana, jedynego przywódcy powstania w
gettcie warszawskim,który przeżył.
Otóż niektórzy lekarze prowadzili tam badania o wpływie głodu na organizm
ludzki. O zmniejszaniu się narządów itp. I tam właśnie napisali, że zagłodzone
kobiety miewały nadmierne owłosienie, niektóre nawet miały włosy na powiekach!!
Czyli może coś w tym jest.
szprota napisała:

> abstrahuję od tego, czy Marek Edelman nadaje się na łódzki autorytet - ale
> pomysł z poborem anastezjologów nie jest szczególnie zdrowy

pomysł przerwania pracy przez lekarzy z przyczyn płacowych też nie jest
szczególnie zdrowy - moim zdaniem ta wypowiedź Edelmana jest na miejscu
Nie dziw sie!
Przecież Marek Edelman był 17-letnim lekarzem "doktorem" (a więc z doktoratem)
w getcie warszawskim! I był o tym przekonany mniej więcej aż do roku 1990.
Dopiero trzeba było policzyć mu lata, że w momencie napadu Niemiec na Polskę
miał 17 lat, żeby nagle zaczął się wypierać, że w getcie był lekarzem.
Gość portalu: mt7 napisał(a):

> Jesteś ostatni łach. Pan Edelman był przywódcą powstania w getcie
warszawskim,
> udało mu się uciec z płonącego getta. Po wojnie ratował jako lekarz ludziom
> życie i zdrowie, po to, żebyś ty wycierał nim sobie gębę?
> Kim ty jesteś, co w życiu zrobiłeś? Po prostu wstydu nie masz. Zamilknij więc.

Nie zauważyłem, zeby na tym forum ktoś napisał złe słowo o Marku Edelmanie.
Chyba, że uważasz <mt7> umieszczenie jego nazwiska w jednym wierszu z
Geremkiem, Michnikiem, Huelle za uwłaczające.
No faktycznie, trzeba nie mieć wstydu, żeby bojownika getta i szanowanego
lekarza wymieniać obok takich indywiduów jak Michnik i Geremek.
SZ.P ygrek- powtarzasz nacjonalistyczne i faszystowskie bzdury.
Marek Edelman urodził się w Polsce ,tu się wykształcił i wychował- w czasie
wojny Hitler,którego Dmowski podziwiał (dopiero póżniej otwarły mu się oczy,ale
gdyby nie było wojny to dalej by go czcił bo nienawidził Żydów tak samo jak
twój idol) uznał takich ludzi jak Edelman za podludzi i skazał go na śmierć.
Po wojnie został lekarzem ,leczył ludzi i wiele dobrego dla Polski zrobił,więc
jako obywatel tego kraju,któty uczciwie pracował ma prawo zabierać głos bo
żaden pieprzony faszysta mu głosu nie odbierze.
A teraz odpowiedz sobie na pytanie kto bardziej Polakiem- czy ten,kto nie ma do
końca polskiego pochodzenia,ale kocha ten kraj, jest uczciwy,pracowity i robi
coś dla swej ojczyzny ,czy taki genetyczny Polak,który ciągle zrzędzi na
wszystko co polskie jest bandytą i nierobem.
Przykłady są skrajne,ale celowo to zrobiłam,żeby unaocznić ,że nie kazdy kto
odmienia słowo Polak przez wszystkie przypadki jest nim w istocie.
Dachs
bronisz jej (Gini), mimo, ze wiesz czym jest to co pisze...
tylko dlatego bronisz, ze pisze, ze jest katoliczka? z ciekawosci pytam...

a... odpowiem przy okazji na twoje pytanie...
Jan Pawel II pozostanie na zawsze dla mnie kims, kto zmienil oblicze kosciola... niestety nie wszystkie jego nauki trafiaja do wiernych... a wierni tworza kosciol... ale mniejsza z tym...
byl kims, kto mowil w imieniu wszystkich wyznawcow tej religii... powinien byc dla nich autorytetem... tutaj nie ma miejsca na polemike...
moj zwiazek z Janem Pawlem II? juz napisalam... "wtracal sie" w sprawy Zydow... wiele poswiecil idei pojednania...

"Boże naszych ojców!
Ty wybrałeś Abrahama i jego potomstwo,
aby Imię Twoje zostało poniesione do narodów;
głęboko bolejemy nad postępowaniem tych,
którzy w ciągu dziejów powodowali
cierpienia tych Twoich dzieci.
A prosząc Cię o przebaczenie,
pragniemy tworzyć trwałą więź prawdziwego braterstwa
z ludem Przymierza .

Oby Jego dziedzictwo trwało wiecznie."

Marek Edelman nie byl przewodnikiem duchowym, glowa kosciola, wyrazal swoje polityczne poglady, z ktorymi sie nie zgadzalam... szanowalam Go pomimo jego pogladow...
za to jakim byl w ogole czlowiekiem... byl przede wszystkim lekarzem... lekarzem, ktory nie zapomninal, ze czlowiek chory jest nadal czlowiekiem...

Gini oprocz mowienia o sobie, ze jest antysyjonistka, nie ma nic wspolnego z Edelmanem...

a ze jest antysyjonistka... to delikatnie piszac, wyrazenie eufemistyczne na jej przypadek...
Marek Edelman [*]
Marek Edelman
Zmarł 2 października w wieku 87 lat. Był ostatnim żyjącym przywódcą
powstania w getcie warszawskim, lekarzem, działaczem politycznym i
społecznym. Pochodził z białoruskiej rodziny żydowskiej, która
przeprowadziła się do Warszawy. Uczestniczył w powstaniu w getcie i
w powstaniu warszawskim. Po wojnie pracował jako kardiolog w Łodzi.
W latach 70. działał w opozycji demokratycznej. W stanie wojennym
był internowany. Potem należał m.in. do Komitetu Obywatelskiego przy
Lechu Wałęsie, Unii Wolności i Partii Demokratycznej. Odznaczony był
m.in. Orderem Orła Białego. Zapal znicz w jego intencji
wiadomosci.wp.pl/gid,11635639,title,Odeszli-w-2009-r,gpage,15,img,11635646,galeria.html
W niedziele rano umarla niezwykla kobieta
Dr. Alina Margolis-Edelman. Lekarz pediatra, wspoltworca organizacji
ktora otrzymala nagrode Nobla, Lekarze Swiata. Byla pielegniarka u
boku swojej matki prof Margolis w szpitalu w gettcie warszawskim,
swojego pozniejszego meza Marka Edelmana wyprowadzila z Getta po
upadku Powstania. Byla Powstancem Warszawskim. Walczyla o zdrowie i
dobro kobiet i dzieci na calym swiecie a zwlaszcza w krajach
trzeciego swiat.Byla wspanialym czlowiekiem, miala charakter nie od
macochy, jaja z betonu zbrojonego i serce ze szczerego zlota.
Poczucie humoruprosto od Monty Pytona, inteligencje i jezor jak
brzytwa. Byla niesamowita.
poniedziałek
08:00 - na ulicy w Warszawie pobito 19-latka
09:00 - 19-latek doczołguje się do szpitala
10:30 - szpital przyjął 19-latka
10:45 - 19-latek zostaje wypisany ze szpitala
11:00 - 19-latek zgłasza sprawę na policję
16:00 - zakończono przesłuchanie 19-latka
16:30 - umorzono sprawę ze ze względu na niską szkodliwość społeczną

Wtorek
08:00 - na ulicy w Warszawie pobito 19-latka pochodzenia żydowskiego
08:03 - na miejscu zjawiają się dziennikarze Gazety Wyborczej
08:05 - powiadomiony zostaje Marek Edelman
08:20 - przyjeżdża karetka pogotowia i 2 patrole policji
09:00 - po opatrzeniu lekarze zalecają pozostanie tydzień na obserwacji
09:10 - policja sporządza portrety pamięciowe sprawców
09:20 - TVP prezentuje portrety
10:00 - Marek Edelman pisze esej o dyskryminacji narodu żydowskiego w Polsce
11:00 - Adam Michnik też
12:00 - ujęto neonazist... tzn. sprawców pobicia
12:30 - w przyspieszonym trybie skazano ich na 3 miesiące więzienia
13:00 - Zbigniew Ziobro zwołuje konferencję prasową na temat zaostrzenia kodeksu
karnego
15:00 - Wychodzi specjalne, popołudniowe wydanie Gazety Wyborczej
16:00 - Stowarzyszenie "Nigdy Więcej" organizuje marsz milczenia przeciw
dyskryminacji
www.wykop.pl/ramka/133666/na-czym-polega-rownosc-wszystkich-ludzi
Moze zyd a moze swiadek jehowy - kogo to obchodzi?
Byl Polakiem, walczyl przeciw niemieckiemu najezdzcy, byl znanym lekarzem i
leczyl ludzi, nie poddal sie moczarowskiej nagonce i nie wyjechal do Izraela,
kochal Polske i traktowal jako swoja ojczyzne.
Zapraszany na kongresy zydowskie opieprzal wladze Izraela za postawe wobec
Palestynczykow. Byl szanowanym w kraju autorytetem i wlasnie umarl.
Czy nie byloby piekne by Bialystok pierwszy uhonorowal gestem tego czlowieka, by
gowniarze z "Prawicowej Jagielonni" zobaczyli ze radni nie sa z nimi w ideowym
zwiazku antyzydowskim?
Bo taki milczacy zwiazek jest - jedni maluja szubienice z zawieszona gwiazda
Dawida a drudzy ich nie lapia i nie szykanuja; ba nawet miesiacami nie
zamalowuja tych haniebnych malunkow.
Prezydent Bialegostoku nie wie jak wypromowac miasto - to ja podpowiadam - ulica
Marka Edelmana.
Jak na razie nie czuję się wypalona, ale dla mnie, po pracy w
korporacji, macierzyństwo to wieczne wakacje.
Jak sobie tylko przypomnę mojego byłego szefa, tę atmosferę, strach,
mobbing, to cieszę się z każdego spaceru, z każdej śmiesznej i
filozoficznej myśli mojego kochanego dziecka, które kilkanaście razy
dziennie mówi, że mnie lubi, a jak wczoraj na pogrzebie Marka
Edelmana zaszantażowała mnie lodem, to z radości w rękę mnie
całowała
Poza tym ile ja z tymi dziećmi będę? Za rok mała będzie w
przedszkolu, z drugim będę krócej, po 2. urodzinach pewnie wrócę do
pracy. Nie mam właściwie pomocy, zostawienie dziecka, gdy idę do
lekarza to niezła łamigłówka - komu i gdzie - ostatnio była u mojej
koleżanki w pracy... Raz nie miałam jej z kim zostawić i była jazda:
nie chciała zostać z pielęgniarką, nie chciała bajek na laptopie,
weszła ze mną do ginki, nie interesowało ją, czy w łazience działają
krany, tylko była asystenką pani doktor... Mało głupawki nie
dostałam na fotelu, sytauacja jak z Allena.
Nie rozpatruję mojej obecnej sytuacji jako jakiegoś uwięzienia,
raczej jako szczęście, że mogę nie pracować. Czas tak szybko leci.
Mąż, który pracuje i pracuje, nie raz i nie dwa w tygodniu mówi, że
tak mi zazdrości, że mogę z perełką zostać i chętnie by się zamienił.
Dla mnie jest to kwestia podejścia, tylko i wyłącznie.
To trochę tak jak z karmieniem nocnym - można narzekać, że budzi się
i budzi, a można spojrzeć na to, że buduje sobie mózg
Profesor Jan Moll pierwszy w Polsce...
przeszczepił ludzkie serce.
Bodaj dwa lata po pionierskiej operacji
prof. Christiana Barnarda z RPA (1967),
pierwszy w Polsce zrobił to profesor AM w Łodzi.
Członkiem zespołu lekarzy był m.in. dr Marek Edelman,
jeden z przywódców powstania w warszawskim getcie.

Nie po raz pierwszy przypisuje się pierszeństwo
prof. Zdzisławowi Relidze.
Prof. Religa ma swoje wysokie miejsce w polskiej transplantologii,
ale proszę piszących o kardiochirurgii polskiej,
by nie zniknęła pamięć o profesorze Mollu.
Za rok minie czterdziesta rocznica tamtej operacji w łodzi.
Co do ojca braci Kaczyńskich to zadaj sobie pytanie dotyczące innych AKowców,
wielu z nich zostało profesorami, lekarzami, prawnikami i nie wszystkich zdążyli
wykończyć mordercy z UB. Patrz:Marek Edelman. O szczegóły katowania Akowców
powinieneś zapytać Stefana Michnika lub ewentualnie jego brata Adama. Stefan był
jednym z tych co wydawali wyroki wieloletniego więzienia i wyroki śmierci na
bohaterów podziemia...
Jeśli poznasz bardziej historię to dowiesz się że w Lipcu 1945r Delegat Sił
Zbrojnych wydał rozkaz opracowany wraz z K. Moczarskim(tym od "Rozmów z
Katem")wzywający byłych żołnierzy AK aby przystąpili do jawnej pracy na
wszystkich polach nad odbudową Polski.Domyślam się więc że wielu z Akowców
poszło do szkoły, na studia , do pracy podobnie było pewnie i z R.
Kaczyńskim..... Czytajcie ludzie książki o historii to nikt nie będzie Wam robił
wody z mózgu.....
zenonbombalina69 napisał:

> Co do ojca braci Kaczyńskich to zadaj sobie pytanie dotyczące
innych AKowców,
> wielu z nich zostało profesorami, lekarzami, prawnikami i nie
wszystkich zdążyl
> i
> wykończyć mordercy z UB. Patrz:Marek Edelman. O szczegóły
katowania Akowców
> powinieneś zapytać Stefana Michnika lub ewentualnie jego brata
Adama. Stefan by
> ł
> jednym z tych co wydawali wyroki wieloletniego więzienia i wyroki
śmierci na
> bohaterów podziemia...
> Jeśli poznasz bardziej historię to dowiesz się że w Lipcu 1945r
Delegat Sił
> Zbrojnych wydał rozkaz opracowany wraz z K. Moczarskim(tym
od "Rozmów z
> Katem")wzywający byłych żołnierzy AK aby przystąpili do jawnej
pracy na
> wszystkich polach nad odbudową Polski.Domyślam się więc że wielu z
Akowców
> poszło do szkoły, na studia , do pracy podobnie było pewnie i z R.
> Kaczyńskim..... Czytajcie ludzie książki o historii to nikt nie
będzie Wam robi
> ł
> wody z mózgu.....
Tak??? Tylko zastanów się ilu z tych profesorów itp było
nauczycielami marksizmu-leninzmu w szkołach partyjnych.
Czytałam książkę Marka Edelmana "Strażnik" i co on w niej pisze cytuję
"Po pierwsze nie przesadzajmy z tą tragiczną sytuacją finansową lekarzy. Nie
jest tak żle. Tak, powtórzę to jeszcze raz: gdy lekarz w imię pieniędzy odmawia
pracy, to trzeba go do niej zmusić albo zabrać mu dyplom i powiedzieć "precz".
Po drugie odmowa pomocy tylko z powodu niskiej pensji to bezszczelność. To
demoralizacja największego kalibru. Widać że ci ludzie szli na medycynę tylko
po to by zarabiać. Nie aby leczyć"....
Brawo Kaczor!
Olewaj Weimar!
Robmy swoje!
Stworzmy Unie w Unii = Wyszehrad!

P.S.Marku Edelmanie , co ty na to ze pakuja do ciupy administratorow "Blood
Honour"? Lepiej , zebys dal spokoj.Masz cos niecos z glowa porywnujac
dzisiejsza Polske do GG. Idz do lekarza , dobrze ci radze , bo to moga byc
poczatki alzhaimera.
Steven Spielberg otrzyma doktorat honoris causa
Steven Spielberg otrzyma doktorat honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego

Amerykański reżyser Steven Spielberg otrzyma doktorat honoris causa
Uniwersytetu Jagiellońskiego zdecydował senat uczelni. Na razie nie wiadomo,
kiedy autor m.in. "Szczęk", "Parku Jurajskiego" i "Listy Schindlera" odbierze
tę godność.

Jak poinformowała rzeczniczka UJ Katarzyna Pilitowska Senat uczelni rozpoczął
procedurę związaną z przyznaniem honorowych doktoratów dla: ostatniego
żyjącego przywódcy Powstania w Getcie Warszawskim Marka Edelmana oraz dla
lekarza, kierownika II Katedry Chorób Wewnętrznych CM UJ prof. Andrzeja
Szczeklika.

Władze UJ uhonorowały Spielberga doktoratem honoris causa m.in. za budzący
powszechny podziw kunszt filmowy oraz za przywiązanie do tradycji i
podstawowych wartości humanistycznych, dające o sobie znać w jego dziełach.

Autora "Listy Schindlera" doceniono także za wkład w utrwalanie pamięci o
Holokauście.

film.wp.pl/id,87397,title,Steven-Spielberg-otrzyma-doktorat-honoris-causa-Uniwersytetu-Jagiellonskiego,type,news,wiadomosc.html?ticaid=15dfd
Edelman to "Muskeljude" - zyd z muskulami.
Nie lubi, gdy sie mu przypomina te czasy.
Wiezniom Auschwitz jakos nie przeszkadza noszenie pasiakow w rocznice ale
Edelmanowi nie pasuje symbol zyda ofiary - bo Edelman uwaza sie za juz za "panisko":

W czasie strajku lekarzy w łódzkim szpitalu im. Pirogowa w 1999 r. Marek
Edelman, jako ordynator, powiedział, że personel trzeba trzymać krótko: -
Personel ma się bać. Co parę tygodni trzeba kogoś dla przykładu wyrzucić z
roboty, nieważne, czy jest winny, czy nie.
"Muskeljude"... dal glos.
Edelman zrobilby dobrze, gdyby milczal. Ktos takskompromitowany jak on nie
powinien zabierac w ogole glosu w kwestiach "trmynia za morde".

W czasie strajku lekarzy w łódzkim szpitalu im. Pirogowa w 1999 r. Marek
Edelman, jako ordynator, powiedział, że personel trzeba trzymać krótko: -
Personel ma się bać. Co parę tygodni trzeba kogoś dla przykładu wyrzucić z
roboty, nieważne, czy jest winny, czy nie.
elan13 napisał:

> A zdziwiłabyś się, gdyby zamieszkały w Niemczech od pokoleń Polak publicznie
> protestował przeciw nowemu berlińskiemu pomnikowi Otto Bismarcka (bo ten
> prowadził politykę wynaradawiania w zaborze pruskim)?

Dlaczego miałabym się dziwić? To byłoby jego prawo.

Czyżbyś miała
> watpliwości, że w Polsce narodem gospodarzy tego kraju i to od tysiąca lat są
> właśnie Polacy?

Nie tylko Polacy, także Rusini, Ukraińcy, Żydzi, Tatarzy, Litwini, Czesi, Niemcy
i wszyscy inni, którzy są obywatelami polskimi.

Fakt, że ów obywatel jest
>
> żydem, nie czyni go immunizowanym od krytyki. Krytyka postępowania żyda nie
> jest równoznaczna z antysemityzmem.

To oczywiste.

za kogo się masz wiktoriako?

Mam się za prostą kobietę, której poczucie przyzwoitości zostało mocno zranione
tym, że do Marka Edelmana ktoś powiedział "zamilcz żydzie". Edelman to człowiek
ciężko doświadczony przez ludzi, a nie przez los, żołnierz AK, walczący w
Powstaniu Warszawskim, troskliwy lekarz, który zaskarbił sobie wdzięczność wielu
pacjentów,człowiek mądry i dobry. Jeżeli taki człowiek mówi o zagrożeniach, to
należy go wysłuchać i przemyśleć jego słowa. "zamilcz żydzie"!? - pewnych rzeczy
po prostu się nie robi. To kwestia smaku.
W kwietniu 1943 roku w getcie warszawskim podnieśli bunt ludzie, którym
odmówiono prawa do człowieczeństwa i do życia; których tępiono metodą
przemysłową - jak robactwo. Chcieli móc wybrać sposób umierania - powiedział po
latach Marek Edelman. "My wiedzieliśmy, że trzeba umrzeć publicznie, na oczach
świata".

°°°°°°°°°°°°Jak widac w wybuchu powstania w getcie pan Michnik, nie ma
watpliwosci, Zydzi mieli prawo wywolac powstanie, mieli prawo do obrony swej
godnosci=Polacy juz nie.

Ten sam rodzaj śmierci wybrał Zygielbojm. Pozbawiono wszakże tej możliwości
Altera i Erlicha, wybitnych przywódców "Bundu" zgładzonych przez Stalina;
pozbawiono tej możliwości tych, których pochłonęły krematoryjne piece.

Edelman ocalał. Po wyjściu z getta był uczestnikiem polskiej konspiracji,
walczył na barykadach powstania warszawskiego. Potem był lekarzem, działaczem
opozycji demokratycznej, członkiem władz podziemnej "Solidarności". Nade
wszystko jednak - był strażnikiem grobów. Grobów zamordowanego narodu.

Powstanie w getcie było pierwszym w dziejach żydowskiej diaspory, a zarazem
ostatnim aktem tragicznego losu Żydów centralnej i wschodniej Europy. Do walki
stanęli zgodnie syjoniści, bundowcy, komuniści i zwykli ludzie, którym świat
miał już do zaofiarowania tylko komory gazowe. Czym było to powstanie wzniecone
bez żadnej kalkulacji militarnej i politycznej, pozbawione realnej pomocy z
zewnątrz bez żadnej nadziei na zwycięstwo? Był to heroiczny protest przeciw
zorganizowanej nikczemności podjęty przez ludzi, którzy nie liczyli już na
nikogo i na nic.

Getto zostało zdobyte. Adolf Hitler zwyciężył. Naród żydowski został
zamordowany. Naród, który miał swój język i literaturę w tym języku, swoją
religię i swoje świątynie, obyczajowość i życie polityczne - został zgładzony.
Ten fakt bez precedensu w dziejach ludzkości wyznaczył ramy żydowskiego
doświadczenia i żydowskiej pamięci. Żydzi wciąż pytają: dlaczego? Dlaczego
świat pozwolił, by nazistowski wyrok śmierci wydany na ich naród został
wykonany? Dlaczego milczeli sprzymierzeńcy z koalicji antyhitlerowskiej?
Dlaczego nie pomogli Polacy?

A jak mieli pomoc?Jakie mieeli mozliwosci?Dysponowali jakas armia, silami,co
mogli zrobic?A co na to powiedzialy by ich mamy panie kropka?
Keret: Izrael ma kłopot z Edelmanem
Etgar Keret jest sabra, a więc myśli i mówi jak sabra. Takie jego prawo. Można się oburzać, że pamięć o osobie Marka Edelmana jest w Izraelu inna niż w Polsce. Siłą rzeczy będzie inna z wielu względów:

1. Ludzie którzy po wojnie zdecydowali się wyjechać do powstałego decyzją ONZ po 1878 latach od zburzenia Świątyni nowego Państwa Izrael, to ludzie zazwyczaj naznaczeni traumą Zagłady. Dla wielu z nich pozostanie w Polsce oznaczało pozostanie w miejscu gdzie ziemia zmieszana jest z prochami ich najbliższych. Trudno jest chodzić po takiej ziemi i na niej wieść normalne życie. Całkowicie osieroceni ruszyli więc do Izraela otworzyć zupełnie nowy rozdział życia. To była wielka decyzja. Decyzja której Marek Edelman nie podjął,ponieważ miał inne zdanie co do swojego miejsca na ziemi. Miejsca, które wybrał mimo wszystko.

2. Ludzie, którzy urodzili się w Izraelu tak jak Etgar Keret, to zupełnie nowe pokolenie dla którego ojczyzna rodziców i dziadków to obrazki z subiektywnych wspomnien i opowieści. To obywatele wolnego państwa wychowywani i uczeni w szkołach patriotyzmu. To właśnie pokolenie które porównuje Keret do biblijnego pokolenia zrodzonego po 40-letniej tułaczce Żydów po pustyni. Pokolenie nowe o innym oglądzie świata. Im trudno jest utożsamiać się z bohaterem żyjącym o kilka tysięcy kilometrów od ich kraju.

3. Poglądy Marka Edelmana na panstwo Izrael, które były dla Izraelczyków mocno dyskusyjne. Miał do nich prawo, a Izraelczycy mają prawo się z nimi nie zgadzać i z nimi polemizować.

4. Ogląd symbolu człowieka i pokolenia jaki prezentował Marek Edelman jest dla Polaków i Izraelczyków siłą rzeczy inny. Marek Edelman był Polakiem nie Izraelczykiem i jest bohaterem Polaków, naszym bohaterem. Dlatego trzeba obiektywnie i bez żalu spojrzeć na oceny jego postaci w Izraelu. Tam wiele osób miało żal do niego, że Izraelczykiem nie chciał być. Natomiast zawsze był Żydem, Polakiem, porządnym człowiekiem, lekarzem. I o tym należy pamiętać.
dziekuje Panie Jurku,kiedys mowil jeszcze o ETYCE lekarza sp Marek Edelman.
Ala z elementarza Falskiego nie zyje juz niestety
Urodzona w 1922 roku w Łodzi w rodzinie lekarskiej pochodzenia żydowskiego Alina Margolis stała się pierwowzorem Ali z Elementarza Mariana Falskiego, zaprzyjaźnionego z jej rodzicami. W czasie wojny nastoletnia Alina była pielęgniarką w warszawskim getcie, z którego udało jej się uciec tuż przed jego likwidacją. W czasie niemieckiej okupacji uratowała życie swojemu przyszłemu mężowi, ostatniemu dowódcy powstania w warszawskim getcie, Markowi Edelmanowi.

Lata wojenne opisała we wspomnieniach "Ala z elementarza", które ukazały się w francuskim i niemieckim tłumaczeniu.

Po wojnie została lekarzem pediatrą w Łodzi, poświęcając się szczególnie opiece nad dziećmi chorymi na cukrzycę. Po wydarzeniach marca 1968 i rozpętanej przez ówczesne władze kampanii antysemickiej wyjechała wraz z dziećmi do Francji.Tam zaangażowała się w działalność organizacji humanitarnych - najpierw Lekarzy bez Granic, a po 1980 r., gdy organizację opuścił Bernard Kouchner, współtworzyła wraz z nim organizację Lekarze Świata.

Pracowała m.in. na statkach-szpitalach, wyławiających na Morzu Południowochińskim uciekinierów z komunistycznego Wietnamu (tzw. boat-people), a także w szpitalach w Salwadorze, Czadzie, Afganistanie i Bośni, gdzie podczas wojny domowej współtworzyła m.in. ośrodek wsparcia dla kobiet-ofiar gwałtów.

Była też współzałożycielką francusko-polskiego stowarzyszenia "SOS Aide aux Malades Polonais" (Pomoc Chorym w Polsce), zajmującego się m.in. leczeniem we Francji osób nieuleczalnych w Polsce, a następnie założycielką Fundacji Dzieci Niczyje. W czasach stanu wojennego w Polsce organizowała pomoc dla "Solidarności". Polskie dzieci odznaczyły ją w 1999 roku Orderem Uśmiechu.


Ależ proszę, Krisie:
Oświadczenia Komitetu Helsińskiego w Polsce:

- Oświadczenie w sprawie wojny na Kaukazie (07.01.2000):

OŚWIADCZENIE

Na Kaukazie toczy się wojna. Giną Czeczeni, giną Rosjanie.

Są podstawy, by uznać, że na oczach świata dokonuje się zbrodni ludobójstwa.

Manipulując opinią publiczną, pod pretekstem ścigania terrorystów, morduje się
naród.

Prowadzenie operacji militarnej przeciwko cywilnym obywatelom własnego kraju
stanowi zbrodnię przeciwko całej ludzkości.

Istnieje przy tym straszliwe podejrzenie, że celem tej rzezi są doraźne
interesy polityczne wąskiej grupy ludzi.

Od chwili wybuchu tej wojny Komitet Helsinski w Polsce, samodzielnie i wraz z
komitetami z 39 innych krajów, podejmował w tej sprawie rozmaite działania,
zwracając się, między innymi, do Sekretarza Generalnego Rady Europy Waltera
Schimmera, do prezydenta Clintona, do prezydenta Jelcyna.

W Czeczenii ciągle giną jednak niewinni ludzie, a udzielane Rosji kredyty
obciążają sumienia zachodnich podatników.

Będziemy szukać nadal prawnych i politycznych dróg, by jak najszybciej przerwać
tę zbrodnię.

Warszawa, 7 stycznia 2000 roku.

W imieniu członków
Komitetu Helsińskiego w Polsce

Marek Nowicki

- List otwarty do Sekretarza Generalnego Rady Europy w sprawie sytuacji w
Czeczeni (25.11.1999):

Pan WALTER SCHWIMMER
SEKRETARZ GENERALNY
RADY EUROPY
STRASBURG

LIST OTWARTY

Szanowny Panie Sekretarzu Generalny,

Informacje docierające z Czeczenii uzasadniają podejrzenia, iż prowadzone tam
przez władze Rosji działania noszą cechy ludobójstwa. Za czyny przypisywane
jednostkom karany jest cały naród.

Po zdecydowanej reakcji społeczności międzynarodowej na wydarzenia w Kosowie
trudno pogodzić się z biernością wobec tego, co dzieje się w Czeczenii.

Ma to miejsce na terenie państwa należącego do Rady Europy. Reakcja Rady Europy
będzie więc miarą jej wiarygodności.

Jednocześnie zwracamy uwagę, iż każdy z rządów państw Rady Europy ma możliwość
wniesienia skargi przeciwko Federacji Rosyjskiej do Europejskiego Trybunału
Praw Człowieka.

Z upoważnienia członków Komitetu Helsińskiego w Polsce:

Teresy Boguckiej - publicystki, współzałożycielki KOR
Haliny Bortnowskiej-Dąbrowskiej - publicystki
Marka Edelmana - lekarza, ostatniego żyjącego przywódcy Powstania w Getcie
Warszawskim
Zbigniewa Hołdy - profesora prawa Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej i
Uniwersytetu Jagiellońskiego
Jacka Kurczewskiego - profesora socjologii Uniwersytetu Warszawskiego
Ewy Łętowskiej - profesora prawa, pierwszego polskiego Rzecznika Praw
Obywatelskich
Anny Michalskiej - profesora prawa Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu
Wojciecha Maziarskiego - publicysty,
Michała Nawrockiego - profesora fizyki Uniwersytetu Warszawskiego
Marka Antoniego Nowickiego - byłego członka Europejskiej Komisji Praw Człowieka
(1993-1999)
Marka Nowickiego - Prezesa Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka
Danuty Przywary - Sekretarza Zarządu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka
Andzreja Rzeplińskiego - profesora prawa Uniwersytetu Warszawskiego,
Stefana Starczewskiego - Dyrektora Fundacji Kultury
Andrzeja Szczypiorskiego - pisarza

Marek Nowicki

Warszawa, 25 listopada 1999
Gość portalu: ABACAB napisał(a):

> Drobne uściślenie bo Edelman nie jest jak widać dobrze edukowany
historycznie:
> Niemcy wcale nie entuzjastycznie przystąpili do II Wojny. Wprost
przeciwnie,
> przemarsz przez Berlin oddziałów na front polski przebiegał w przygnębiającej
> ciszy, bez żadnego entuzjazmu tłumów.

Pan Edelman nie odbył zapewne głębokich studiów historycznych (jest przecież
lekarzem), przeżył on natomiast najbardziej brutalne wydarzenia stanowiące
niejako kanwę dyskusji. Uprawnia go to w pełni do owej wypowiedzi. Zresztą w
pełni podzielam jego pogląd. Znam Niemców z okupowanej Warszawy, znam ich także
z lat 1945-1947 (okres najintensywniejszych przesiedleń ludności niemieckiej) z
miejscowości L. na Pomorzu zachodnim (tzw. ziemie odzyskane) ale znam także
Niemców współczesnych (przebywałem służbowo w RFN przez szereg lat). Większość
Niemców zapomniała, albo nie chce przyjąć do wiadomości, że to oni winni są
wszystkich nieszczęść minionej wojny, także własnych, także i przesiedleń.
N.b. byłem świadkiem przesiedleń ludności niemieckiej z miejscowości L. na
ziemiach odzyskanych; nie było komfortu, podstawiane przesiedleńcom pociągi
złożone były z wagonów osobowych i towarowych, a załadunek trwał spokojnie,
przez kilka dni. (Nb. w o owych czasach także my Polacy podróżowaliśmy w
podobnych warunkach). Na stacji kolejowej mieścił się punkt sanitarny i
kuchnia polowa. Natomiast „przesiedlenia”, a raczej wypędzenia, jakich ja z
moją rodziną ze strony Niemców doznałem dwukrotnie w Warszawie były horrorem. O
wypędzeniach Polaków z Zamojszczyzny, czy ludności czeskiej z Sudetów (w
1938r.) nawet nie wspomnę. Tego, co doznał Marek Edelman i jego żydowscy bracia
trudno nawet określać jako wypędzenie.

Hitler był wściekły z tego powodu.
> Dopiero osiągnięte sukcesy w Polsce a potem we Francji i początkowo w ZSRR
> zmnieniły te nastroje na butne i triumfalistyczne. Trudno sie dziwić skoro
> Francja padła w jeden miesiąc...

Jak dobrze wiadomo, entuzjazm i wiara w obiecaną przez Hitlera, Goebbelsa et
consortes Wunderwaffe (czyli zagładę z jej pomocą ludności przeciwnika) trwała
niemal do żałosne końca tysiącletniej Rzeszy i to mimo zniszczeń sianych przez
alianckie lotnictwo. Entuzjazm i wiara w ostateczne zwycięstwo i w nieustający
dobrobyt po uzyskaniu obiecanego bezkresnego Lebensraumu (oczywiście po
zgładzeniu jego mieszkańców – prymitywnych Untermenschen z Żydami i Słowianami
na czele) panowały od początku i nie opuszczały Niemców nawet po klęsce pod
Stalingradem, kiedy to 18. lutego 1943 r. w hali Berliner Sportpalast zapowiedź
Goebbelsa o wszczęciu wojny totalnej wywołała frenetyczny aplauz. A zapowiedź
Goebbelsa była jednoznaczna: „[...] Chcecie jej (wojny-E.), [...] bardziej
totalnej i bardziej radykalnej, niż jesteśmy ją sobie dzisiaj w ogóle
wyobrazić? [...]”.
shoshke napisała:

> Etgar Keret jest sabra, a więc myśli i mówi jak sabra. Takie jego
prawo. Można
> się oburzać, że pamięć o osobie Marka Edelmana jest w Izraelu inna
niż w Polsce
> . Siłą rzeczy będzie inna z wielu względów:
>
> 1. Ludzie którzy po wojnie zdecydowali się wyjechać do powstałego
decyzją ONZ p
> o 1878 latach od zburzenia Świątyni nowego Państwa Izrael, to
ludzie zazwyczaj
> naznaczeni traumą Zagłady. Dla wielu z nich pozostanie w Polsce
oznaczało pozos
> tanie w miejscu gdzie ziemia zmieszana jest z prochami ich
najbliższych. Trudno
> jest chodzić po takiej ziemi i na niej wieść normalne życie.
Całkowicie osiero
> ceni ruszyli więc do Izraela otworzyć zupełnie nowy rozdział
życia. To była wie
> lka decyzja. Decyzja której Marek Edelman nie podjął,ponieważ miał
inne zdanie
> co do swojego miejsca na ziemi. Miejsca, które wybrał mimo
wszystko.
>
> 2. Ludzie, którzy urodzili się w Izraelu tak jak Etgar Keret, to
zupełnie nowe
> pokolenie dla którego ojczyzna rodziców i dziadków to obrazki z
subiektywnych w
> spomnien i opowieści. To obywatele wolnego państwa wychowywani i
uczeni w szkoł
> ach patriotyzmu. To właśnie pokolenie które porównuje Keret do
biblijnego poko
> lenia zrodzonego po 40-letniej tułaczce Żydów po pustyni.
Pokolenie nowe o inny
> m oglądzie świata. Im trudno jest utożsamiać się z bohaterem
żyjącym o kilka ty
> sięcy kilometrów od ich kraju.
>
> 3. Poglądy Marka Edelmana na panstwo Izrael, które były dla
Izraelczyków mocno
> dyskusyjne. Miał do nich prawo, a Izraelczycy mają prawo się z
nimi nie zgadzać
> i z nimi polemizować.
>
> 4. Ogląd symbolu człowieka i pokolenia jaki prezentował Marek
Edelman jest dla
> Polaków i Izraelczyków siłą rzeczy inny. Marek Edelman był
Polakiem nie Izraelc
> zykiem i jest bohaterem Polaków, naszym bohaterem. Dlatego trzeba
obiektywnie i
> bez żalu spojrzeć na oceny jego postaci w Izraelu. Tam wiele osób
miało żal do
> niego, że Izraelczykiem nie chciał być. Natomiast zawsze był
Żydem, Polakiem,
> porządnym człowiekiem, lekarzem. I o tym należy pamiętać.

panie Izaak,czy jak sie pan nazywa, w Polsce mamy i mielismy wielu
lekarzy, co jeszcze nie oznacza wielkosci.Byli tez tacy i jeszcze
zyja, ktorzy z okupantami podjeli natychmiastowa walke, a nie
grabili najpierw wspolmieszkancow getta,terroryzujac wielu.Nikt z
mojej rodziny, ktora oddala swoja krew w walce, w tym w obozie
niemieckim w Oswiecimiu, nigdy i to wiele lat po wojnie nie slyszal
o zadnym Edelmanie, natomiast dobrze wiemy o zydowskim terrorze,
okresu siermieznego socjalizmu.Zmarl starszy czlowiek i niech mu
ziemia lekka bedzie, ale nie robmy na sile bohatera, tem gdzie go
nie bylo
Edelman dla" Faktow i Mitow"
Hańba dla Kościoła
Marek Edelman 07-03-2008, ostatnia aktualizacja 07-03-2008 02:36
Kościół w Polsce zawsze współpracował z państwem. Nawet w jego
najohydniejszym wydaniu... – mówi Marek Edelman, przywódca powstania
w warszawskim getcie antyklerykalnemu pismu „Fakty i Mity”

FRAGMENTY WYWIADU DLA „FAKTÓW I MITÓW”:

Nie ustaje histeria po publikacji Jana T. Grossa. Może „Strach”
wywołał inny efekt, niż zamierzał autor, i rozpęta kolejną falę
antysemickiej nienawiści?

Marek Edelman: (...) Faktom trudno zaprzeczać, rozległy się więc
wściekłe ataki, że Gross szkaluje Polskę. A to nie jest prawda.
Skrajni nacjonaliści zawsze wynajdą powód, aby znaleźć sobie wroga.
(...)

Nacjonaliści? Przecież nie tylko oni. Równie zmasowane ataki
przypuścił też episkopat...

A czy episkopat był kiedykolwiek polski? Nigdy nie był, tak jak nie
był postępowy. Co najwyżej był kiedyś antykomunistyczny, ale
przecież widział w tym interes. Jednocześnie zawierał daleko idące
umowy z komunistami, choćby po to, żeby w jak najlepszej kondycji
przetrwać. Proszę zwrócić uwagę, że tam, gdzie cokolwiek zagrażało
jego imieniu, wycofywał się. Kościół w Polsce zawsze współpracował z
państwem. Nawet w jego najohydniejszym wydaniu...

Także stalinowsko-represyjnym?

Oczywiście! Bez tego nie mógłby istnieć i tak dobrze się miewać.
(...)

A teraz, gdy władzę przejęła Platforma, widzi pan jakieś światełko w
tunelu?

Trudno powiedzieć, bo to nie jest tylko kwestia zmiany rządu. Tu
jest potrzebna zmiana mentalności. (...)

Proszę zwrócić uwagę, że każda kolejna ekipa rządząca była mniej lub
bardziej antysemicka – od stalinizmu począwszy, poprzez Moczara aż
do panów Kaczyńskich, którzy są – delikatnie mówiąc – co najmniej
reakcyjni narodowościowo. Miazmaty faszyzmu, o których mówicie, to
nie tylko mury, to na przykład też stadiony pełne pseudokibiców, to
niektóre media. Słowo „Żyd” jest w Polsce dla wielu synonimem zła.
(...)

I jest jeszcze Giertych, jeden i drugi...

Giertych jest raczej śmieszny. To margines, szkoda nawet o nim
mówić. Daleko niebezpieczniejsza jest ta duża grupa ludzi, która
pcha społeczeństwo do nacjonalizmu, identyfikując się i przyjaźniąc
z Radiem Maryja – faszyzującą rozgłośnią reakcyjną. Przed wojną
większość awantur antyżydowskich rozpoczynała się po niedzielnym
nabożeństwie w kościele, dziś – po odejściu od głośników
radioodbiornika. Ktoś powie, że teraz w Polsce nie istnieją już
getta ławkowe. Otóż one istnieją... w ludzkiej psychice. I dotyczy
to nie tylko ludzi nieoświeconych, źle wykształconych, ale również –
co bardzo smutne i przygnębiające – części inteligencji. (...)

Na przykład mówiąc dzieciom na lekcjach religii, ustami nauczycieli,
że Żydzi są potępieni, bo zabili Pana Jezusa...

To jest hańba dla Kościoła. Nic więcej. A jakimi metodami ta
instytucja się posługuje, wiemy przecież nie od dzisiaj. Kościół w
straszny sposób przyczynił się do tego, jaka jest powszechna opinia
na temat wolności i równości; na postrzeganie, kto jest Polakiem, a
kto nim nie jest. W tym celu posługuje się wspomnianym Radiem Maryja.

Czy według pana należy tę rozgłośnię zamknąć?

Oczywiście! Bardzo się dziwię, że radio Rydzyka ma koncesję. I to
państwową.

To wolność słowa...

Bzdura! To nie jest żadna wolność słowa. Wprost przeciwnie.
Wszystko, co zagraża demokracji, jest sprzeczne z wolnością. Zabija
ją! (...) Jeśli nasze społeczeństwo będzie nacjonalistyczne,
ksenofobiczne, to samo się wyalienuje ze wspólnoty europejskiej. Pan
Kaczyński chce zaprowadzić Polskę do jakiegoś europejskiego
zaścianka i to jest tragiczne. Na szczęście on przeminie i jego
poplecznicy przeminą. Tak jak w końcu przeminie całe zło.

— rozmawiali Marek Szenborn, Ryszard Poradowski („Fakty i Mity”
29.02 – 6.03.2008)

Marek Edelman jest lekarzem kardiochirurgiem. Był ostatnim przywódcą
powstania w getcie warszawskim w 1943 roku. Opozycjonista,
internowany w stanie wojennym. Działał w Unii Demokratycznej, Unii
Wolności, dziś jest członkiem Partii Demokratycznej„Fakty i Mity” –
skrajnie lewicowy tygodnik antyklerykalny, z którym współpracował
esbek Grzegorz Piotrowski, jeden z morderców księdza Jerzego
Popiełuszki

www.rp.pl/artykul/103133.html
Była taka chwała?
Z tego co dziś wiadomo "chwałę" taką stworzyło paru cwaniaczków, którzy mieli z
tego korzyści.
Zainwestuj w siebie, nowotworze.
www.holocaustresearch.pl/zaglada1-libionka-abstrakt(pl).htm
Fragment dla smaczku:

Trzydziestego września 1963 major Banaś, starszy oficer operacyjny Wydziału V
Departamentu II MSW postawił kropkę na liczącym osiemdziesiąt cztery strony
sprawozdaniu z inwigilacji pewnego "zagorzałego nacjonalisty żydowskiego,
zdecydowanego wroga socjalizmu(..)". Była to charakterystyka ówczesnego
dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego Bernarda Marka. Sprawa nosiła
kryptonim "Kodak".(..)Kilkuletnie "wysiłki" SB dokumentują zgromadzone w IPN
materiały. (..) Zbiorowym bohaterem tego tekstu jest funkcjonująca w otoczeniu
Marka grupa Polaków, byłych członków niewielkiej i dość nieprzejrzystej
organizacji konspiracyjnej - Korpus Bezpieczeństwa. Z naszego punktu widzenia
mniej istotne jest, że niektórzy z nich byli wykorzystywani przez SB do
inwigilacji dyrektora ZIH, tym bardziej, że posłużono się nimi do manipulacji
historią stosunków polsko-żydowskich w okresie niemieckiej okupacji. (..)

(..)Wspomniana lista poległych członków ŻOB została przekazana do Londynu ,
podobnie jak liczne świadectwa dotyczące ŻOB, świadectwo Pawła (Pinii Besztymta,
żołnierza i skarbnika ŻZW) na lata pozostało w archiwum, a dzieje ŻZW i nazwiska
jego członków uległy zapomnieniu. (..)
Nic w tym dziwnego, że w tych okolicznościach dla Izraelczyków, którzy chcieli
poznać i przywrócić świadomości zbiorowej historię ŻZW, każdy przekaz był na
wagę złota. I materiały takie "odkryto" w PRL. Latem 1962 przybyła do Warszawy
dziennikarka izraelska Chaja Lazar.(..) Prowadzone przez nią śledztwo
dziennikarskie zaowocowało serią artykułów w prasie izraelskiej, a następnie
książką napisaną przez Chaima Lazara. To właśnie ta praca, choć z jednej strony
ożywiła zainteresowanie ŻZW, doprowadziła do umiędzynarodowienia i ugruntowania
fałszu historycznego, zaś źródła, na których bazowała, stały się, już nawet po
śmierci autorów i po upadku komunizmu, jeżeli nie integralną częścią dyskursu
historycznego na temat stosunków polsko-żydowskich w okresie II WŚ, to dość
istotną jego częścią.(..)

W ostatnich latach nastąpił ich wielki come back. Zasługa to w dużej mierze
najnowszej książki o ŻZW autorstwa historyka-amatora, francuskiego lekarza
Mariana Apfelbauma pt. "Dwa sztandary". (..)Również najnowsze publikacje autorów
izraelskich dotyczące ŻZW świadczą o ich bezradności wobec wytworzonych w PRL
materiałów. W Polsce w promocję tych materiałów i rozpowszechnianie wątpliwej
jakości tez zaangażowała się jedna z najpoważniejszych polskich gazet - dziennik
"Rzeczpospolita" - kilkakrotnie dopuszczając na swe łamy historyka Macieja
Kledzika, nie tylko twórczo rozwijającego historię ŻZW, lecz próbującego w
nowych warunkach wprząc organizację wojskową rewizjonistów do realizacji takich
czy innych celów politycznych. (..)Powstała, czego wymownym przykładem książka
Apfelbauma- sytuacja równie niebezpieczna co niedorzeczna: podstawowe źródła do
historii ŻZW są albo pomijane, albo w najlepszym razie marginalizowane, zaś na
pierwszy plan wysuwany jest, traktowany jak prawda objawiona, wątpliwej jakości
materiał wspomnieniowy. Moim celem jest krytyczna analiza tych materiałów
uzupełniona omówieniem dokumentów komunistycznej bezpieki pozwalających na
poznanie kontekstu ich powstania oraz dotarcie do nieznanych szczegółów
wojennych i PRL-owskich biografii.
Właściwa ocena powstałego w PRL "materiału historycznego" i dekonstrukcja
stworzonego na ich podstawie obrazu przeszłości są warunkami koniecznymi prac
badawczych nad ŻZW.(..)

forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=57960026&a=57960943
nowytor7 napisał:
Bowiem obrzydliwe jest to jak Marek Edelman i komunistyczna swołocz odarli z
chwały ŻZW.

Żydowscy "Wyklęci"
ZŻW to nie ŻOB!
Niedawno z udziałem Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego dokonano wmurowania aktu
erekcyjnego pod budowę Muzeum Historii Żydów Polskich.
================================================================
A kiedy Muzeum Rozbiorow Polski i Zdrad Niemiecko-Zydowskich?
iedy bedzie slychac o Powstaniu Wilekopolskim? Politycznie niepoprawne prawda?
Bo przeciw Niemieckim bosom Eurunii. Przypomina to - czy chca czy nie chca - o 3
rozbiorach Polski i tym co nam sa winni?! Co z Powstaniem Warszawskim? Tam sie
Hitler ze Stalinem Polska znow dzielili. Kiedy w koncu nasze dzieci uslysza
Polska historie. Nie zydowska. Ci niech se o nia sami dbaja. W Izraelu...,
~Patriota (203.23.159.210), 2008-04-19 08:51:45
Polecam książkę Ludwika Hirschfelda!!!!
Tytuł książki - Historia jednego życia. Autor jest naocznym świadkiem, lekarzem
żydowskiego pochodzenia, polskim patriotą i pisze prawdę o samych Żydach, byli
wśród nich wspaniali ludzie ale były też kanalie. Polecam jest wydanie polskie.
Rewelacja,
~Czytelnik (79.184.137.160), 2008-04-17 19:19:33
Kolejne sanktuarium dla obcych, a co z rodakami?
Pan prezydent skwapliwie wspiera swoich ziomków w upamiętanianiu ich "zasług"
dla Polski. Natomiast także dzięki niemu oraz jego rodaczce Gronkiewicz-Waltz
nie może do dziś powstać w Warszawie muzeum czy choćby pomnik ofiar KL Warschau
(nawet do 200 tys. ludzi, głównie warszawiaków-Polaków). Bezskuteczną walkę o
uczczenie naszych rodaków prowadzi od 1979 r. Pani Sędzia Trzcińska i grupa
nieugiętych patriotycznie uwrażliwionych wspołpracowników.,
~Nieswój (77.253.194.89), 2008-04-16 20:39:33
Smiac sie czy plakac ?
Kolejne MUZEUM HOLOHOAXU.... ZA POLSKIE PIENIADZE !
Dzieki zydowskiej propagandzie, strzelanina w gettcie urosla do rangi POWSTANIA.,
~Toronto (216.209.112.138), 2008-04-16 20:07:37
Marek Edelman
rabował swoich bogatych ziomków, rzekomo pieniądze szły na walkę z Niemcami.
Edelman jak większość żydów musiał być agentem niemieckim i bolszewickim.
Dowodem na to jest jego nadymanie przez antypolskie media. Mamy takie czasy, że
im większa szuja i polonofob, tym bardziej jest nadymany przez antypolskie merdia.,
~jolka (194.150.238.6), 2008-04-16 18:29:3
TROSZCZMY SIE O POLAKOW, NIE ZYDOW
re: Kto przywróci pamięć o poległych żydowskich bohaterach z ŻZW?
- Ale wlasciwie dlaczego my Polacy powinnismy sie o to troszczyc? Czy choc jeden
jedyny Zyd troszczy sie np. o prawde odnosnie ilu Zydow uratowali Polacy w czase
Drugiej Wojny, czy tez raczej woli lgac na temat 'polskiego antysemityzmu'? Czy
w Izraelu jest muzeum dla Polakow? Co nas Polakow obchodza 'zydowscy
bohatetrowie'? My Polacy troszczmy sie o pamiec naszych polskich braci, np. tych
z Armii Krajowej oczernianych przez michnikerie i Zydow za granica. To hanba ze
w czasie gdy wielu Polakow nie ma co do garnka wlozyc, rzad 'polski' wywala
gruba kase na finansowanie zydowskiego muzeum. Hanba, ze po oszczerczych atakach
propagandowych Zydow przeciwko Polakom 'polski' prezydent bierze udzial w
ceremonnii wmurowania aktu erekcyjnego pod muzeum zydowskie w Polsce. Czy w
Izraelu jest polskie muzeum? Mam nadzieje ze prawy.pl nie staje sie grupka
filozydowskich lizusow, gotowych obrzucac blotem swoich polskich rodakow, byle
tylko uniknac nazwania 'antysemita'? Czegoz bysce sie bali? Naprawde nie ma
czego i kogo. Oj, nie tacy byli dawni Polacy.,
~Marky (81.96.82.93), 2008-04-17 08:30:48
Projekt budowy
Muzeum Historii Narodu Polskiego -miał być współfinansowany ze środków UE-w
styczniu został wykreślony przez Zdrojewskiego z planów.Widać, czyja historia
jest dla rządu PO ważniejsza.,
~julka (83.9.25.159), 2008-04-16 23:27:24
indris napisał:

> O ile wykrycie zbrodni NKWD mogło wpłynąć na brutalizację wobec komunistów i
> reprezentantów państwa radzieckiego, o tyle do pogromów Żydów potrzebna była
> atmosfera antysemityzmu. Ostatecznie wśród represjonowanych przez NKWD byli
> również i Żydzi. Komuniści stosowali kryteria klasowe a nie rasowe.

W pełni się z Tobą zgadzam
Nie jest przypadkiem, że ci sami dyskutanci, którzy szukają okoliczności
łagodzących dla morderców w Jedwabnem i oskarżają Żydów o kolaborację z
sowietami, podobnie jak prof. Strzembosz, pomniejszają lub w ogóle nie
wspominają o represjach sowieckich wobec Żydów. Tymczasem wywieziono ich –
proporcjonalnie do liczby ludności – prawie dwa razy więcej niż innych.
Świadczy o tym między innymi raport delegata na kraj rządu emigracyjnego
zatytułowany „Deportacje ze wschodnich terytoriów Polski w latach 1939-1941”.
Czytamy w nim: „Deportacje dotknęły wszystkie cztery narodowości zamieszkujące
te terytoria: Polaków, Żydów, Ukraińców i Białorusinów. Politycznie aktywne
grupy ze sfer wszystkich czterech narodowości były dotknięte w podobny sposób,
ponieważ miernik stosowany do wszystkich czterech populacji był ten sam: w
stosunku do wszystkich z nich główne uderzenie było w praktyce stosowane
przeciwko lewicowym organizacjom. Ale w masowych deportacjach było pewne
zróżnicowanie. Główną grupą byli Polacy, którzy stanowili około 52%
deportowanych. Następnie szli Żydzi, których udział był około 30%. W końcu
Ukraińcy i Białorusini stanowili około 18-20%.” (Londyn, Instytut Historyczny
im. gen. Sikorskiego A.N.73/11).
Z przedwojennych natomiast statystyk wynika, że Żydzi stanowili 11% ludności
zamieszkałej przed drugą wojną światową na naszych kresach wschodnich.
Jak wiadomo, 4 tys. Żydów, należących do rzeszy deportowanych przedwojennych
obywateli RP (wśród których znalazł się Menachem Begin), zgłosiło się do
szeregów polskiej armii tworzonej na terenie ZSRR pod wodzą gen. Andersa. W
traktującej o koszmarze Gułagu literaturze (np. u Sołżenicyna) odnajdujemy
również licznych „zeków” narodowości żydowskiej. Sowieci tępili
ludzi „niesłusznych” klasowo bez względu na ich narodowość, a do nich zaliczali
właścicieli choćby nędznych kramików. Wielu z tych Żydów, którzy z gorliwością
witali sowietów w czasie inwazji w r. 1939, rychło rozczarowywało
się „wyzwolicielami”, a efektem okazywania swojej frustracji była w najlepszym
razie zsyłka. Ale ze szczególną zaciętością NKWD prześladowało wszelkiego
rodzaju aktywistów lewicowych; znane są fakty zamordowania przez NKWD m.in.
dwóch znanych polskich działaczy socjalistycznych, przywódców Bundu – Wiktora
Altera i Henryka Erlicha. Na zesłaniu, na Syberii zamęczono Szmula Halkina. W
r. 1948 stracony przez sowietów został Icyk Fefer. O prześladowaniach Żydów
przez sowietów, a także komunistyczne władze polskie piszą m.in. Icchak
Cukierman („Antek” , historyk Marian Fuchs, socjalista Bernard
Goldstein.
Uciekinierzy z gett, z transportów do miejsc zagłady. niedobitki z powstania w
getcie warszawskim (w tym i Marek Edelman) przyłączali się do oddziałów
partyzanckich zarówno do lewicowych, jak i akowskich, a niektórzy uczestniczyli
także w powstaniu warszawskim. Były także samodzielne żydowskie oddziały
partyzanckie. Historia PRL rozpowszechniała teorię o zasługach PPR i AL. w
ratowaniu Żydów. Zainteresowanie komunistów ich tragicznym losem wynikało
przede wszystkim z przewidywanych korzyści politycznych i finansowych i
niewiele miało wspólnego z odruchem solidarności z prześladowanymi. Znane są
przypadki mordowania bojowców żydowskich, a nawet całych oddziałów
partyzanckich przez komunistyczną GL/AL. Do takich morderców należał Stefan
Kilanowicz vel Grzegorz Korczyński („Grzegorz”, późniejszy generał LWP) i jego
bojówki GL Do jego ofiar należą m.in. Jankiel Skrzyl ze wsi Ludmiłówka, a także
grupa 12 żydowskich bojowców na czele z Miłkiem. Tenże „Grzegorz” i jego
oddział AL dokonali obław i morderstw na ukrywających się u okolicznych
gospodarzy i w lasach całych rodzin żydowskich. Oto fragment raportu bojowca
niepodległościowego Edwarda Bryczki („Ostoi” : „...Na rozkaz >>Grzegorza<<
placówka GL w Ludmiłówce wymordowała 76 Żydów ukrywających się w schronach, w
lesie, przeważnie kobiet i dzieci”. W następnym etapie geelowcy wymordowali w
tychże okolicach dalszych 100 Żydów. W tym samym czasie wymordowany został cały
żydowski oddział partyzancki Wolfa Bleifera (Gleichera). Powstał on z jeńców
armii wrześniowej , oddzielonych od swych współtowarzyszy – Polaków osadzonych
w specjalnym obozie na ulicy Lipowej w Lublinie.
A ponura sprawa oskarżenia przez MBP (tak, tak, właśnie m. in. przez
funkcjonariuszy narodowości żydowskiej) w roku 1952 Ariela Kubowego, szefa
Poselstwa Państwa Izrael na Polskę i Czechosłowację, a zwłaszcza katowanego
przez UB „świadka” oskarżenia – Arie Lernera. A osławiona sprawa „lekarzy-
syjonistów” w ZSRR. Te i wiele innych spraw świadczą, że Żydzi byli przez
komunistyczny aparat terroru nie inaczej traktowani, jak i inne narodowości.
Podobnie i pośród komunistycznych katów byli osobnicy różnej narodowości, jak
choćby ci najokrutniejsi – Gruzini Dżugaszwili (Stalin) i Beria. Jeden z
czołowych ubowskich katów w Polsce, Mieczysław Moczar, był Ukraińcem, byli nimi
i Żydzi. Większość z nich jednak to nasi rodzimi „aryjczycy”, czy jak kto woli –
Sarmaci.
Wbrew stereotypom

Nie jest przypadkiem, że ci sami dyskutanci, którzy szukają okoliczności
łagodzących dla morderców w Jedwabnem i oskarżają Żydów o kolaborację z
sowietami, podobnie jak prof. Strzembosz, pomniejszają lub w ogóle nie
wspominają o represjach sowieckich wobec Żydów. Tymczasem wywieziono ich –
proporcjonalnie do liczby ludności – prawie dwa razy więcej niż innych.
Świadczy o tym między innymi raport delegata na kraj rządu emigracyjnego
zatytułowany „Deportacje ze wschodnich terytoriów Polski w latach 1939-1941”.
Czytamy w nim: „Deportacje dotknęły wszystkie cztery narodowości
zamieszkujące te terytoria: Polaków, Żydów, Ukraińców i Białorusinów.
Politycznie aktywne grupy ze sfer wszystkich czterech narodowości były
dotknięte w podobny sposób, ponieważ miernik stosowany do wszystkich czterech
populacji był ten sam: w stosunku do wszystkich z nich główne uderzenie było
w praktyce stosowane przeciwko lewicowym organizacjom. Ale w masowych
deportacjach było pewne zróżnicowanie. Główną grupą byli Polacy, którzy
stanowili około 52% deportowanych. Następnie szli Żydzi, których udział był
około 30%. W końcu Ukraińcy i Białorusini stanowili około 18-20%.” (Londyn,
Instytut Historyczny im. gen. Sikorskiego A.N.73/11).
Z przedwojennych natomiast statystyk wynika, że Żydzi stanowili 11% ludności
zamieszkałej przed drugą wojną światową na naszych kresach wschodnich.
Jak wiadomo, 4 tys. Żydów, należących do rzeszy deportowanych przedwojennych
obywateli RP (wśród których znalazł się Menachem Begin), zgłosiło się do
szeregów polskiej armii tworzonej na terenie ZSRR pod wodzą gen. Andersa. W
traktującej o koszmarze Gułagu literaturze (np. u Sołżenicyna) odnajdujemy
również licznych „zeków” narodowości żydowskiej. Sowieci tępili
ludzi „niesłusznych” klasowo bez względu na ich narodowość, a do nich
zaliczali właścicieli choćby nędznych kramików. Wielu z tych Żydów, którzy z
gorliwością witali sowietów w czasie inwazji w r. 1939, rychło rozczarowywało
się „wyzwolicielami”, a efektem okazywania swojej frustracji była w
najlepszym razie zsyłka. Ale ze szczególną zaciętością NKWD prześladowało
wszelkiego rodzaju aktywistów lewicowych; znane są fakty zamordowania przez
NKWD m.in. dwóch znanych polskich działaczy socjalistycznych, przywódców
Bundu – Wiktora Altera i Henryka Erlicha. Na zesłaniu, na Syberii zamęczono
Szmula Halkina. W r. 1948 stracony przez sowietów został Icyk Fefer. O
prześladowaniach Żydów przez sowietów, a także komunistyczne władze polskie
piszą m.in. Icchak Cukierman („Antek”), historyk Marian Fuchs, socjalista
Bernard Goldstein.
Uciekinierzy z gett, z transportów do miejsc zagłady. niedobitki z powstania
w getcie warszawskim (w tym i Marek Edelman) przyłączali się do oddziałów
partyzanckich zarówno do lewicowych, jak i akowskich, a niektórzy
uczestniczyli także w powstaniu warszawskim. Były także samodzielne żydowskie
oddziały partyzanckie. Historia PRL rozpowszechniała teorię o zasługach PPR i
AL. w ratowaniu Żydów. Zainteresowanie komunistów ich tragicznym losem
wynikało przede wszystkim z przewidywanych korzyści politycznych i
finansowych i niewiele miało wspólnego z odruchem solidarności z
prześladowanymi. Znane są przypadki mordowania bojowców żydowskich, a nawet
całych oddziałów partyzanckich przez komunistyczną GL/AL. Do takich morderców
należał Stefan Kilanowicz vel Grzegorz Korczyński („Grzegorz”, późniejszy
generał LWP) i jego bojówki GL Do jego ofiar należą m.in. Jankiel Skrzyl ze
wsi Ludmiłówka, a także grupa 12 żydowskich bojowców na czele z Miłkiem.
Tenże „Grzegorz” i jego oddział AL dokonali obław i morderstw na ukrywających
się u okolicznych gospodarzy i w lasach całych rodzin żydowskich. Oto
fragment raportu bojowca niepodległościowego Edwarda Bryczki
(„Ostoi”): „...Na rozkaz >>Grzegorza<< placówka GL w Ludmiłówce wymordowała
76 Żydów ukrywających się w schronach, w lesie, przeważnie kobiet i dzieci”.
W następnym etapie geelowcy wymordowali w tychże okolicach dalszych 100
Żydów. W tym samym czasie wymordowany został cały żydowski oddział
partyzancki Wolfa Bleifera (Gleichera). Powstał on z jeńców armii
wrześniowej , oddzielonych od swych współtowarzyszy – Polaków osadzonych w
specjalnym obozie na ulicy Lipowej w Lublinie.
A ponura sprawa oskarżenia przez MBP (tak, tak, właśnie m. in. przez
funkcjonariuszy narodowości żydowskiej) w roku 1952 Ariela Kubowego, szefa
Poselstwa Państwa Izrael na Polskę i Czechosłowację, a zwłaszcza katowanego
przez UB „świadka” oskarżenia – Arie Lernera. A osławiona sprawa „lekarzy-
syjonistów” w ZSRR. Te i wiele innych spraw świadczą, że Żydzi byli przez
komunistyczny aparat terroru nie inaczej traktowani, jak i inne narodowości.
Podobnie i pośród komunistycznych katów byli osobnicy różnej narodowości, jak
choćby ci najokrutniejsi – Gruzini Dżugaszwili (Stalin) i Beria. Jeden z
czołowych ubowskich katów w Polsce, Mieczysław Moczar, był Ukraińcem, byli
nimi i Żydzi. Większość z nich jednak to nasi rodzimi „aryjczycy”, czy jak
kto woli – Sarmaci.
PiS: albo reparacje, albo zmiana rządu
Związek Wypędzonych, czyli ambasada III Rzeszy
Gdy w ubiegłym roku do wyborów na kanclerza Niemiec startował Edmund Stoi-
ber, przewodniczący CSU i premier Bawarii, na zjeździe Ziomkostwa Prus
Wschodnich oznajmił on, że po wygranych wyborach wprowadzi do oficjalnej
polityki wobec Polski i Czech kwestię powojennych wysiedleń Niemców. Innymi
słowy: Stoiber zapowiedział możliwość domagania się od Polski i Czech
odszkodowań za mienie utracone przez Niemców, których wysiedlono z obecnych
terytoriów tych krajów. Stoiber powiedział to, czego od dawna domaga się
Erika Steinbach i reprezentowany przez nią Związek Wypędzonych. Na deklarację
Stoi-bera ostro zareagował szef polskiej dyplomacji Włodzimierz Cimoszewicz.
Stwierdził on wówczas: "Polska ma rachunki z przeszłości i jak będzie trzeba,
to je przedłoży". - Nie mam wątpliwości, że trzeba Niemcom przypominać, kto
jest ofiarą, a kto agresorem, że trzeba hamować ich zapędy w relatywizowaniu
win i odpowiedzialności za zbrodnie wojenne. Niemieckie społeczeństwo nadal
nie może się otrząsnąć ze swojej buty, z megalomanii związanej z pojęciem
Herrenvolk - mówi "Wprost" dr Marek Edelman, ostatni żyjący dowódca powstania
w getcie warszawskim.
W ubiegłym roku ukazała się praca "Przejęcie majątków niemieckich przez
Polskę po II wojnie światowej" dr. Mariusza Muszyńskiego, radcy prawnego w
Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Muszyński wskazał przesłanki, jakie
musiałyby się pojawić, aby sprawa reparacji wojennych dla Polski wróciła.
Jedną z nich jest przeniesienie pretensji wypędzonych na forum oficjalnej
niemieckiej dyplomacji i jakakolwiek próba podważenia przez niemiecki rząd
federalny popoczdamskiego status quo. Czy taka próba jest realna? Na razie
Niemcy otwarcie domagają się odszkodowań od Czechów. Te żądania już kilka lat
temu poparł Klaus Kinkel, minister spraw zagranicznych w rządzie Helmuta
Kohla. Poparł je też ówczesny minister finansów Theo Weigel. Niemiecki
dziennik "Süddeutsche Zeitung" wielokrotnie pisał, że już siedem lat temu
Niemcy zaczęli się starać o zwrot majątków leżących na zachodnich i
północnych ziemiach Polski, które kiedyś należały do nich lub ich rodzin.
Głośna jest sprawa Herberta Wehry, który domaga się zwrotu należącego przed
wojną do niego majątku w Mosinach koło Człuchowa. Podobne żądania wysunęło
już wobec Czech ponad 20 tys. Niemców z Sudetów.
Niemcy są jedynym krajem, którego rząd finansuje organizację jawnie
domagającą się przewrócenia popoczdamskiego porządku w Europie. Historyk
Richard Chesnoff, autor m.in. pracy "Banda złodziei", w której opisuje
nazistowską politykę grabienia żydowskiego mienia w Europie, zauważa, że
Związek Wypędzonych pełni funkcję swego rodzaju ambasady III Rzeszy w
Republice Federalnej Niemiec. Związek powstał w 1951 r. i wszystkie rządy
Niemiec w praktyce traktowały go jako ekspozyturę Niemiec w granicach z 1937
r. W ten sposób zawsze swój podmiot miały ewentualne roszczenia do mienia
utraconego w 1945 r. Związek Wypędzonych po prostu legitymizował te
roszczenia, przez co rządy mogły demonstrować, że nie zapomniały o krzywdzie
wypędzonych, a wobec społeczności międzynarodowej twierdzić, że oficjalnie
żadne roszczenia nie wchodzą w grę, że żądania wypędzonych są ich prywatną
sprawą.

Za co Niemcy są nam winni bilion dolarów
Pod koniec lat 30. Polska była porównywana z Hiszpanią, Grecją, Włochami,
Portugalią i Japonią. Jak obliczyli Zbigniew Landau i Jerzy Tomaszewski,
autorzy publikacji "Druga Rzeczpospolita. Gospodarka - społeczeństwo -
miejsce w świecie", w 1929 r. roczna produkcja na Polaka wynosiła 610 zł, na
Hiszpana - 750 zł, zaś na Włocha - 880 zł. Po wojnie Polskę dzieliła od
tamtych krajów przepaść. Niemcom zawdzięczamy to, że straciliśmy 38 proc.
majątku narodowego. Dla porównania Francja straciła 1,5 proc. majątku, a
Wielka Brytania - 0,8 proc. Pod koniec lat 40. PKB Polski wyniósł 8 mld zł (w
cenach przedwojennych), podczas gdy w 1939 r. sięgał 18 mld zł. Strat
poniesionych podczas wojny nie nadrobiliśmy do dziś. Gdy odzyskiwaliśmy
niepodległość w 1989 r., różnice gospodarcze między Polską a krajami, z
którymi byliśmy porównywani przed 50 laty, były ogromne. Dochód narodowy na
Polaka wynosił 1400 dolarów, na Hiszpana - 8,7 tys. dolarów, na Włocha - 14,5
tys. dolarów.
Powołane po wojnie Biuro Odszkodowań Wojennych przy Radzie Ministrów na
potrzeby żądań reparacyjnych przygotowało bilans strat materialnych Polski.
Kolej straciła 84 proc. majątku, energetyka - 65 proc., poczta i
telekomunikacja - 62 proc., szkolnictwo - 60 proc., górnictwo - 42 proc.
Spośród 30 tys. fabryk ocalało 10 tys., jednak i w tych zachowanych połowa
budynków była zniszczona. Zniszczono też 30 proc. lasów. Z okupowanej Polski
Niemcy wywieźli lub wykorzystali na miejscu na potrzeby wojennej gospodarki
ponad 200 mln ton węgla kamiennego, milion ton soli potasowej, 500 tys. ton
rudy żelaza, 100 tys. ton fosforytów. Łączne straty gospodarcze wyniosły 259
mld przedwojennych złotych, czyli 49 mld przedwojennych dolarów. Biorąc pod
uwagę fakt, że ówczesny złoty i dolar oparte były na parytecie złota, po
przeliczeniu na dzisiejszy kurs Niemcy byłyby nam winne za zniszczenia w
gospodarce około 590 mld dolarów, czyli dwa razy więcej niż obecnie wynoszą
roczne przychody największych niemieckich koncernów: Volkswagena, Veby,
Emteca, Siemensa, Hoechsta i Bayera. Do tego dochodzą straty poniesione przez
poszczególnych obywateli. W 1990 r. prof. Alfons Klafkowski, nieżyjący już
specjalista prawa międzynarodowego, wyliczył, że z tego tytułu poszkodowanym
i ich spadkobiercom (straty wojenne poniosło ponad 13 mln osób) należałoby
się 285 mld dolarów odszkodowań.
Niepoliczalne są straty ludzkie oraz te, które wynikają z zapaści
cywilizacyjnej Polski przyłączonej do bloku sowieckiego, co również jest
skutkiem wywołanej przez Niemców wojny. Straciliśmy 39 proc. lekarzy, 33
proc. nauczycieli szkół zawodowych, średnich i podstawowych, 30 proc.
naukowców i profesorów wyższych uczelni, 28 proc. księży, 26 proc. prawników.
Według różnych ekspertyz, Niemcy powinni za to zapłacić od 100 mld dolarów do
300 mld dolarów odszkodowań. Łącznie zadośćuczynienie Polsce za straty
wojenne kosztowałoby Niemcy co najmniej bilion dolarów.

Polska nalezy do Polakow.
W calej Polsce sady powinny
uwlaszczyc Polakow a wywlaszczyc
Niemcow. Niemcy organizuja
"Drag nach Osten" "Marsz na Wschod"
od Ottona III, Fryderyka II, Otto
von Bismarcka, Adolfa Hitlera ,
az do Erici Steinbach.
Sejm o prawaach mniejszości narodowych
1. Niemcy nielegalnie okupuja Polskie
ziemie od Ottona III, Fryderyka II,
Bismarcka, Hitlera, a teraz to robic
probuje Steinbach i Pavelka.
2. Zadnych praw dla mniejszosci Niemieckiej
bo to oznacza ponowna okupacje Polski przez "V Kolumne"
3. Związek Wypędzonych, czyli ambasada III Rzeszy
Gdy w ubiegłym roku do wyborów na kanclerza Niemiec startował Edmund Stoi-
ber, przewodniczący CSU i premier Bawarii, na zjeździe Ziomkostwa Prus
Wschodnich oznajmił on, że po wygranych wyborach wprowadzi do oficjalnej
polityki wobec Polski i Czech kwestię powojennych wysiedleń Niemców. Innymi
słowy: Stoiber zapowiedział możliwość domagania się od Polski i Czech
odszkodowań za mienie utracone przez Niemców, których wysiedlono z obecnych
terytoriów tych krajów. Stoiber powiedział to, czego od dawna domaga się
Erika Steinbach i reprezentowany przez nią Związek Wypędzonych. Na deklarację
Stoi-bera ostro zareagował szef polskiej dyplomacji Włodzimierz Cimoszewicz.
Stwierdził on wówczas: "Polska ma rachunki z przeszłości i jak będzie trzeba,
to je przedłoży". - Nie mam wątpliwości, że trzeba Niemcom przypominać, kto
jest ofiarą, a kto agresorem, że trzeba hamować ich zapędy w relatywizowaniu
win i odpowiedzialności za zbrodnie wojenne. Niemieckie społeczeństwo nadal
nie może się otrząsnąć ze swojej buty, z megalomanii związanej z pojęciem
Herrenvolk - mówi "Wprost" dr Marek Edelman, ostatni żyjący dowódca powstania
w getcie warszawskim.
W ubiegłym roku ukazała się praca "Przejęcie majątków niemieckich przez
Polskę po II wojnie światowej" dr. Mariusza Muszyńskiego, radcy prawnego w
Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Muszyński wskazał przesłanki, jakie
musiałyby się pojawić, aby sprawa reparacji wojennych dla Polski wróciła.
Jedną z nich jest przeniesienie pretensji wypędzonych na forum oficjalnej
niemieckiej dyplomacji i jakakolwiek próba podważenia przez niemiecki rząd
federalny popoczdamskiego status quo. Czy taka próba jest realna? Na razie
Niemcy otwarcie domagają się odszkodowań od Czechów. Te żądania już kilka lat
temu poparł Klaus Kinkel, minister spraw zagranicznych w rządzie Helmuta
Kohla. Poparł je też ówczesny minister finansów Theo Weigel. Niemiecki
dziennik "Süddeutsche Zeitung" wielokrotnie pisał, że już siedem lat temu
Niemcy zaczęli się starać o zwrot majątków leżących na zachodnich i
północnych ziemiach Polski, które kiedyś należały do nich lub ich rodzin.
Głośna jest sprawa Herberta Wehry, który domaga się zwrotu należącego przed
wojną do niego majątku w Mosinach koło Człuchowa. Podobne żądania wysunęło
już wobec Czech ponad 20 tys. Niemców z Sudetów.
Niemcy są jedynym krajem, którego rząd finansuje organizację jawnie
domagającą się przewrócenia popoczdamskiego porządku w Europie. Historyk
Richard Chesnoff, autor m.in. pracy "Banda złodziei", w której opisuje
nazistowską politykę grabienia żydowskiego mienia w Europie, zauważa, że
Związek Wypędzonych pełni funkcję swego rodzaju ambasady III Rzeszy w
Republice Federalnej Niemiec. Związek powstał w 1951 r. i wszystkie rządy
Niemiec w praktyce traktowały go jako ekspozyturę Niemiec w granicach z 1937
r. W ten sposób zawsze swój podmiot miały ewentualne roszczenia do mienia
utraconego w 1945 r. Związek Wypędzonych po prostu legitymizował te
roszczenia, przez co rządy mogły demonstrować, że nie zapomniały o krzywdzie
wypędzonych, a wobec społeczności międzynarodowej twierdzić, że oficjalnie
żadne roszczenia nie wchodzą w grę, że żądania wypędzonych są ich prywatną
sprawą.

Za co Niemcy są nam winni bilion dolarów
Pod koniec lat 30. Polska była porównywana z Hiszpanią, Grecją, Włochami,
Portugalią i Japonią. Jak obliczyli Zbigniew Landau i Jerzy Tomaszewski,
autorzy publikacji "Druga Rzeczpospolita. Gospodarka - społeczeństwo -
miejsce w świecie", w 1929 r. roczna produkcja na Polaka wynosiła 610 zł, na
Hiszpana - 750 zł, zaś na Włocha - 880 zł. Po wojnie Polskę dzieliła od
tamtych krajów przepaść. Niemcom zawdzięczamy to, że straciliśmy 38 proc.
majątku narodowego. Dla porównania Francja straciła 1,5 proc. majątku, a
Wielka Brytania - 0,8 proc. Pod koniec lat 40. PKB Polski wyniósł 8 mld zł (w
cenach przedwojennych), podczas gdy w 1939 r. sięgał 18 mld zł. Strat
poniesionych podczas wojny nie nadrobiliśmy do dziś. Gdy odzyskiwaliśmy
niepodległość w 1989 r., różnice gospodarcze między Polską a krajami, z
którymi byliśmy porównywani przed 50 laty, były ogromne. Dochód narodowy na
Polaka wynosił 1400 dolarów, na Hiszpana - 8,7 tys. dolarów, na Włocha - 14,5
tys. dolarów.
Powołane po wojnie Biuro Odszkodowań Wojennych przy Radzie Ministrów na
potrzeby żądań reparacyjnych przygotowało bilans strat materialnych Polski.
Kolej straciła 84 proc. majątku, energetyka - 65 proc., poczta i
telekomunikacja - 62 proc., szkolnictwo - 60 proc., górnictwo - 42 proc.
Spośród 30 tys. fabryk ocalało 10 tys., jednak i w tych zachowanych połowa
budynków była zniszczona. Zniszczono też 30 proc. lasów. Z okupowanej Polski
Niemcy wywieźli lub wykorzystali na miejscu na potrzeby wojennej gospodarki
ponad 200 mln ton węgla kamiennego, milion ton soli potasowej, 500 tys. ton
rudy żelaza, 100 tys. ton fosforytów. Łączne straty gospodarcze wyniosły 259
mld przedwojennych złotych, czyli 49 mld przedwojennych dolarów. Biorąc pod
uwagę fakt, że ówczesny złoty i dolar oparte były na parytecie złota, po
przeliczeniu na dzisiejszy kurs Niemcy byłyby nam winne za zniszczenia w
gospodarce około 590 mld dolarów, czyli dwa razy więcej niż obecnie wynoszą
roczne przychody największych niemieckich koncernów: Volkswagena, Veby,
Emteca, Siemensa, Hoechsta i Bayera. Do tego dochodzą straty poniesione przez
poszczególnych obywateli. W 1990 r. prof. Alfons Klafkowski, nieżyjący już
specjalista prawa międzynarodowego, wyliczył, że z tego tytułu poszkodowanym
i ich spadkobiercom (straty wojenne poniosło ponad 13 mln osób) należałoby
się 285 mld dolarów odszkodowań.
Niepoliczalne są straty ludzkie oraz te, które wynikają z zapaści
cywilizacyjnej Polski przyłączonej do bloku sowieckiego, co również jest
skutkiem wywołanej przez Niemców wojny. Straciliśmy 39 proc. lekarzy, 33
proc. nauczycieli szkół zawodowych, średnich i podstawowych, 30 proc.
naukowców i profesorów wyższych uczelni, 28 proc. księży, 26 proc. prawników.
Według różnych ekspertyz, Niemcy powinni za to zapłacić od 100 mld dolarów do
300 mld dolarów odszkodowań. Łącznie zadośćuczynienie Polsce za straty
wojenne kosztowałoby Niemcy co najmniej bilion dolarów.
Maria Orwid. Przeżyć i co dalej?
25.01.2010.

Wkrótce pierwsza rocznica smierci profesor Marii Orwid. Książka –
wywiad, który poprowadzili Katarzyna Zimmerer i Krzysztof Szwajca, jest
podróżą przez czasy, których ostatni świadkowie już nas opuszczają. Jest
opowieścią o przetrwaniu, zmaganiach z traumą i pasji życia. Jest też
wspomnieniem o początkach psychiatrii humanistycznej w Polsce. Piękna opowieść
o wrażliwym człowieku, w życiu którego przeplatały się ciągle chwile słabości
i mocy. O kobiecie, która najchętniej by nie wstawała ale wstawała i
pracowała, kochała, bawiła się. O kobiecie, która łatwo mogłaby przecież
przyjąć rolę ofiary, okaleczonej przez los i na tym poprzestać a przecież żyła
życiem pełnym i bogatym.

Historia Marii Orwid pokazuje, iż można przeżyć cudem i żyć dalej bez
żadnych już cudów. Żyć, pomagać innym, znaleźć swoją drogę przez całe życie,
nie grzęznąc w bólu. Że można wspaniale łączyć tożsamość polską i żydowską i
czerpać z tego siłę. W jej opowieści nie ma śladu malkontenctwa, nie narzeka
na ustrój i czasy tylko „robi swoje”. Pracuje, jest psychiatrą.

Psychiatria, którą współtworzyłą Maria Orwid w powojennej Polsce, zmieniła
obraz pacjenta, z istoty zdewiowanej, przed którą trzeba chronić zdrowe
społeczeństwo na osobę, podmiot z przysługującą mu wolnością i godnością,
której właśnie ze strony społeczeństwa należy się troska. Patrzyła na swoich
podopiecznych z ciekawością i otwartością jaką powinno się darzyć każdego
Innego. Wydaje mi się to bardzo ciekawe i znaczące, że te zmiany w psychiatrii
zaczęły zachodzić właśnie po II Wojnie Światowej i Zagładzie, które były
przecież paroksyzmem nienawiści do Innych. Co więcej, poprzedzone wielką
popularnością eugeniki, kultem „zdrowego społeczeństwa”.

Bo Innym może okazać się każdy, w zależności od kontekstu w jaki zostanie
włożony. Innymi mogą Żydzi, Murzyni, biali, kobiety, chłopi w szlacheckiej
demokracji Rzeczypospolitej. Innymi są Palestyńczycy w Izraelu, Czeczeńcy w
Polsce, Muzułmani w Europie. Ludzie grubi, bądź chudzi, albo tacy co unikają
małżeństwa. Bycie Innym kwalifikuje do odebrania praw a w konsekwencji
człowieczeństwa albo daje specjalne przywileje. Jak rzecz się ma w przypadku
niektórych kultur z chorymi psychicznie. Albo jak to jest z unikającymi
małżeństwa kapłanami w społecznościach katolickich. Wszystko zależy od
kontekstu. Dostrzeżenie w odmienności wartości jest więc olbrzymią zasługą,
jest wspaniałą odpowiedzią na ideologię Zagłady.

Maria Orwid pracowała z Oświęcimiakami i Dziećmi Holokaustu odkrywając
traumę, która rozlewała się po całym ocalałym społeczeństwie. W tym miejscu
książki – wywiadu natknęłam się na kolejną bardzo interesującą kwestię. Maria
Orwid wspomina, że kiedy tworzyła zespół mający dawać pomoc Ocalonym z
Zagłady, jej współczucie obejmowało tylko „chrześcijańskie dzieci” –
członkinie zespołu: Maję Kamińską i Ewę Domagalską- Kurdziel. Na pytanie: jak
reagowali młodzi żydowscy członkowie zespołu: Katarzyna Prot-Klinger, Łukasz
Biedka i Krzysztof Szwajca – odpowiedziała, że nie wie. Nie poświęcała im
uwagi, bo uważała, że to jest ich sprawa, w którą uwikłani są egzystencjalnie
i sami muszą sobie z nią poradzić, a „chrześcijańskie dzieci” weszły w ten
problem dobrowolnie i cierpią niewinnie. Próbowała sama je uniewinnić, odciąć
od Zagłady choć jednocześnie twierdziła, że Zagłada nie jest problemem tylko
żydowskim, jest problemem wszystkich ludzi. Jej długoletnia praca z
Oświęcimiakami, Dziećmi Holocaustu, z młodzieżą i rodzinami dały wyraźny, jak
w soczewce obraz problemów społeczeństwa powojennego. Pokazały, że trauma
okupacji i Zagłady dotknęła wszystkich, niezależnie od religii czy
narodowości, łącznie z następnymi, pokoleniami. Tym bardziej to jej
„odsuwanie” współpracowniczek od sedna, od odpowiedzialności, pokazuje, jak
się wydaje ogrom pracy, który przez całe życie wkładała w to, by nie oskarżyć
Polaków - całego narodu o współwinę. Kosztem takiego odsunięcia byłoby
przecież pozbawienie się części tożsamości - swoista amputacja. Polska
kultura była jej kulturą, polska mitologia jej mitologią, polski język jej
językiem.

Niebawem, 9 lutego minie rok od śmierci Marii Orwid. Przed paroma
miesiącami zmarł Marek Edelman. Co łączyło te dwie wybitne postaci?
Doświadczenie traumy Zagłady, głęboki humanizm, lewicowość, pasja z jaką żyli,
którą wkładali w swoją pracę, oboje byli lekarzami. I w końcu tożsamość polsko
– żydowska, niezwykle spójna, niezwykle silna, której nie zniszczyły
doświadczenia wojenne, powojenne represje i próby zaszufladkowania. Z tych dwu
współistniejących, do czasów Zagłady, kultur potrafili wybrać to co najlepsze.
Byli żywymi dowodami na to, że takie współistnienie jest możliwe w najbardziej
szlachetnej odmianie. Być może znaczenie miał tu fakt, że oboje nie byli
religijni. Że w ich pojęciu najważniejszy był człowiek.

Prof. Maria Orwid urodziła się w 1930 roku w rodzinie asymilowanych Żydów
Adolfa Pfeffera i Klary z domu Weistock. Ukończyła Wydział Lekarski
Uniwersytetu Jagielońskiego. Była uczennicą prof. Antoniego Kępińskiego,
jednego z czołowych twórców psychiatrii humanistycznej w Polsce.

Do przeprowadzenia wywiadu Maria Orwid zaprosiła Krzysztofa Szwajcę,
swojego współpracownika w klinice przez nią stworzonej i Katarzynę Zimmerer –
autorkę książek o Żydowskich losach w czasie wojny. Proces powstawania książki
wspominała jako wielką przygodę intelektualną i psychiatryczną, podróż do
źródeł życia.

Kasia Przyborska
Nie znajduję żadnego z domów mego dzieciństwa
Prawie całe życie spędziłem w Warszawie. Historia obeszła się okrutnie z moim
miastem - najpierw naloty bombowców we wrześniu 1939; potem w maju 1943, po
powstaniu w getcie systematyczne wypalanie fragmentów miasta; w końcu spalenie
prawie całego miasta w roku 1944 po Powstaniu Warszawskim. Zachowały się
jednak nazwy ulic. Przypominają o losach miasta i jego mieszkańców, o
męczeństwie i bohaterstwie, o poniżeniu i walce.

Od Starego Miasta aż do torów Dworca Gdańskiego i do ulicy łączącej Wolę z
drugim brzegiem Wisły - co krok wracają wspomnienia. Czasami przechodzę
tamtędy. Nie znajduję żadnego z domów mojego dzieciństwa, żadnego z miejsc,
gdzie mieszkałem ja i moi bliscy. Tych miejsc już nie ma, nie ma śladów
świadczących o istnieniu tych ludzi - czasami pozostaje nam tylko suche
świadectwo statystyki.

I tak wiemy, że między 23 lipca a 21 września 1942 roku tylko w jednym z
pięciu obozów śmierci, w Treblince, zginęło 254 000 Żydów z getta
warszawskiego, że 21 września 1942 roku dostarczono ostatni transport z getta
warszawskiego do komór gazowych Treblinki, że w tym samym obozie zamordowano
dwa tysiące Romów.

W rejestrach obozu Auschwitz znajduje się zapis o transporcie z Bergen-Belsen,
w którym byli też warszawscy Żydzi. I to jest ostatnia wiadomość o ojcu, którą
posiada jego syn. Auschwitz/Birkenau stał się dziś dla świata sanktuarium
pamięci o zbrodni, ponieważ nie zdążono zniszczyć zabudowań obozu. Lecz nie
powinniśmy też zapominać o Treblince, Sobiborze, Bełżcu, Chełmnie, gdzie
postarano się dokładniej zatrzeć ślady zbrodni.

Z getta warszawskiego nie zachowały się ani mury wzniesione w roku 1940, ani
domy. Pozostały nam pomniki. Pierwszy z nich, u zbiegu ulic Stawki i Dzikiej,
jest miejscem pamięci o Umschlagplatzu, przedsionku śmierci, gdzie spędzano
Żydów na rampy kolejowe, aby ich wysłać do obozów zagłady. Spędzano tych,
którzy pozostali jeszcze przy życiu.

Gdyż samo getto było fabryką śmierci, codziennym widokiem na jego ulicach było
zbieranie zmarłych śmiercią głodową. Biuletyn Informacyjny AK melduje 30
kwietnia 1942 roku, że spośród 578 osób żyjących przy ulicy Miłej 51 w
strasznej ciasnocie 260 zmarło wskutek głodu i chorób; przy Pawiej 63 spośród
794 mieszkańców zmarło 450. Widmo głodu skłaniało ludzi nawet do dobrowolnego
udania się na Umschlagplatz w nadziei na otrzymanie kawałka chleba. Albo na
odwrót - lekarze oddawali swoją własną dawkę cyjanku potasu dzieciom. "Cyjanek
to teraz skarb najdroższy, nie odkupiony. Cyjanek oznacza cichą śmierć, ratuje
przed wagonami" - pisał Marek Edelman.

Niekiedy także świadectwo pracy w warsztatach Schulza ratowało 10-letniego
robotnika przymusowego przed Umschlagplatzem. Dla innych, prawie wszystkich,
Umschlagplatz i całe getto warszawskie były miejscem straconej nadziei.

Wiele wspomnień powraca podczas wędrówek po tych ulicach. O Januszu Korczaku,
doskonałym pedagogu i pisarzu, który 5 sierpnia 1942 roku towarzyszył
wychowankom domu sierot w drodze na Umschlagplatz. Korczak mawiał, że życie
jest dziwnym snem. Odrzucał propozycje ratunku, pragnąc pozostać do ostatniej
chwili ze swoimi wychowankami. Jeszcze rok wcześniej powiedział podczas
spotkania z małymi redaktorami gazet, że kto pragnie zostać pisarzem, musi
znać i kochać ludzi.

Dochodzimy do pomnika Szmula Zygielbojma, jednego z przywódców żydowskiej
partii socjalistycznej Bund, który jako członek polskiego parlamentu na
emigracji daremnie usiłował zapoznać społeczeństwo Zachodu z tragedią polskich
Żydów. I 13 maja 1943 roku w Londynie odebrał sobie życie. W ostatnim liście
napisał: "Śmiercią swoją pragnę wyrazić najsilniejszy protest przeciw
bierności, z którą świat przygląda się i dopuszcza do zagłady ludu żydowskiego".

Obok mógłby stanąć pomnik Jana Kozielewskiego, znanego pod pseudonimem Jan
Karski. We wrześniu 1942 roku polski ruch oporu wysłał go na Zachód z
dokumentami i wiadomościami o losie polskich Żydów. Przed wyjazdem do Londynu
przerzucono go do warszawskiego getta, by mógł na własne oczy zobaczyć warunki
życia.

Swoje świadectwo przekazał najpierw w Londynie Churchillowi, potem w USA,
gdzie został przyjęty przez Roosevelta. Usiłował wstrząsnąć amerykańskim
społeczeństwem swoimi wypowiedziami, relacjami, swoją książką, ale nie zdołał
go poruszyć. Jeden z jego rozmówców, Felix Frankfurter, sędzia Sądu
Najwyższego, syn żydowskich emigrantów z Austrii, odpowiedział wtedy, że mu
ufa, ale nie jest w stanie uwierzyć, że to, co Karski opowiada, jest prawdą.
Niedawno ukazała się biografia polskiego patrioty Jana Karskiego pod tytułem
"Jak jeden człowiek usiłował zatrzymać Zagładę" ["How one man tried to stop
the Holocaust"].

wyborcza.pl/1,76842,5476494,Bronislaw_Geremek_w_Bundestagu__Nie_znajduje_zadnego.html
Bronisław Geremek w Bundestagu. Nie znajduję żadnego z domów mojego dzieciństwa
Z dziennika Emanuela Ringelbluma, który wizytował kwaterę ŻZW tuż przed wybuchem powstania: "... oglądałem arsenał broni ŻZW. Lokal mieścił się w domu niezamieszkanym, tzw. dzikim, przy ul. Muranowskiej nr 7, w sześciopokojowym lokalu na pierwszym piętrze.(...). W dużych salach były zawieszone na wieszakach rozmaite rodzaje broni, a więc karabiny maszynowe ręczne, karabiny, rewolwery najrozmaitszego gatunku, granaty ręczne, torby z amunicją, mundury niemieckie intensywnie wyzyskane podczas akcji kwietniowej itp.(...) W czasie mojej obecności dokonano u byłego oficera armii polskiej zakupu broni na ćwierć miliona złotych, na co dano zaliczkę w wysokości 50 000 zł. Zakupiono 2 karabiny maszynowe po 40 000 zł każdy, większą ilość granatów ręcznych i broni".
Fotokopia tej strony dziennika Ringelbluma znajduje się w książce Chaima Lazara "Muranowska 7. The Warsaw Ghetto rising", wydanej w Tel Awiwie w 1966 r. Lazar przy jej opracowywaniu sięgnął do wszystkich możliwych źródeł, ŻOB-u, Organizacji Wojskowej-Korpus Bezpieczeństwa, AK i świadków. Książka, nieprzetłumaczona na język polski, jest kompendium wiedzy o organizacji ŻZW.

6 kwietnia 1943 r. ŻZW otrzymała informacje o zaplanowanym wysiedleniu Żydów z getta 19 kwietnia. Wdowiński napisał, że ŻZW zmobilizował wszystkie swoje siły i poinformował ŻOB o sytuacji. Obie organizacje podzieliły między siebie stanowiska obronne na terytorium getta. ŻOB obsadzić miała domy przy ul. Zamenhoffa, Miłej, Gęsiej i Nalewkach, ŻZW pl. Muranowski, ul. Muranowską i Nalewki od domu pod nr 38, wzmacniając także pozycje zajęte przez słabo uzbrojone oddziały ŻOB. Paweł Frenkel uzgadniał te plany z Mordechajem Anielewiczem.
Muranowską obsadziły cztery kompanie ŻZW. Dowództwo nad obroną całej ulicy objął Frenkel. Kompania 5 pod dowództwem Dawida M. Appelbauma zajęła stanowiska w domu Miła 10. Kompania 6 dowodzona przez Heńka Federbusza obsadziła dom przy Zamenhoffa. Kompania 7 z Janem Piką zajęła stanowiska wokół ulicy Miłej. Kompania 8 Leizara Staniewicza kontrolowała Nalewki, Gęsią i Franciszkańską, a 9 z Dawidem Berlińskim część Nalewek. Kompania 10 zajęła pozycje wokół Franciszkańskiej, a 11 z Romanem Winsztokiem przy Muranowskiej. Razem kompanie liczyły około 400 żołnierzy, w skład kompanii wchodziło od kilkunastu do 50 żołnierzy. W porównaniu do oddziałów ŻOB-u (podawana liczba 700 bojowców wydaje się być zawyżoną, Marek Edelman mówił Hannie Krall o 220), były one dobrze uzbrojone w karabiny i pistolety maszynowe, karabiny, granaty i butelki zapalające. Kwatera główna mieściła się przy Muranowskiej 7/9.

Ocena Iranka Osmeckiego i Bednarczyka

Płk Kazimierz Iranek Osmecki, szef wywiadu Komendy Głównej AK w książce "Kto ratuje jedno życie... Polacy i Żydzi 1939-1945", tak przedstawił pierwszy dzień walk: "- Wkraczające oddziały niemieckie ostrzelane zostały z trzech głównych punktów oporu, skrzyżowania Nalewek i Gęsiej oraz Miłej i Majzelsa obsadzonych przez ŻOB i skrzyżowania Muranowskiej i Nalewek zajmowanego przez ŻZW. W godzinach popołudniowych, około 16-tej, po opanowaniu punktu oporu przy ul. Gęsiej (bronionego przez ŻOB), Niemcy uderzyli na punkt oporu przy ul. Muranowskiej broniony przez ŻZW pod dowództwem Dawida Appelbauma, Pawła Frenkla i Leona Rodala. Kilkakrotnie ponawiane uderzenia rozbijały się o zdecydowany opór obrońców".

Płk Iranek Osmecki opisuje udział w walkach 27 kwietnia na terenie getta u boku ŻZW oddziału Korpusu Bezpieczeństwa, dowodzonego przez mjr. Henryka Iwańskiego "Bystrego", w skład którego wchodziła drużyna kpt. Władysława Zajdlera "Żarskiego" i sekcja Lejewskiego "Garbarza". Oddział przedostał się przekopem na teren walk przy Muranowskiej i poniósł duże straty. Zginął m.in. syn mjr. "Bystrego".

Prawie wszyscy dowódcy ŻZW polegli lub zmarli z odniesionych ran - Appelbaum (pośmiertnie awansowany do stopnia majora WP), Rodal, Białoskóra, Berman, Akerman, Likiernik i inni. Przeżył ciężko ranny Mendelson. Poległo około dziesięciu żołnierzy OW-KB. W kilka tygodni później, podczas wynoszenia z getta rannych powstańców żydowskich poległ drugi z synów majora "Bystrego". Wspólną walkę w powstaniu oddziału Korpusu Bezpieczeństwa, podporządkowanego taktycznie Armii Krajowej, z ŻZW szczegółowo opisał uczestnik tych wydarzeń Tadeusz Bednarczyk "Bednarz", "Tadeusz" w książkach "Życie codzienne warszawskiego getta" i "Rys historyczny Organizacji Wojskowej - Kadry Bezpieczeństwa - Armii Krajowej. OW KB - AK sikorszczycy w ruchu oporu...". Zestawienie książek płk. Iranka Osmeckiego, Wdowińskiego, Lazara, Bednarczyka i Kaczyńskiej daje obraz pomocy finansowej i uzbrojenia udzielonej przez KG AK, szkolenia i przygotowania do powstania przez OW-KB, a także udziału żołnierzy akowskiego podziemia w walce w getcie. Nie było tam żadnych oddziałów Gwardii Ludowej, które wymyślili historycy komunistyczni.

Przez 60 lat żołnierze ŻOB-u nie podjęli dialogu z żołnierzani z ŻZW. Nie ustalono jednej, prawdziwej wersji działań powstańczych między 19 kwietnia a 8 maja (walki z osamotnionymi grupkami powstańców trwały jeszcze przez cały maj) ani nawet jednolitej pisowni nazwisk dowódców (Appelbaum - Apfelbaum, Frenkel - Frenkiel, Wajnsztok - Weinsztok itd.). Kiedy jednych wymazywano z historii, z drugich robiono patronów szkół, ulic i placów.

Testament Leiba Rodala

Rok temu dr Sara Ozacky-Lazar i Chaya Lazar opublikowały w języku hebrajskim w piśmie "Ha'UMA" (Naród) w Tel Awiwie artykuł "Nowe światło na ŻZW - Żydowski Związek Wojskowy w powstaniu getta warszawskiego". Wykorzystały w nim nieznane lub mało nam znane źródła żydowskie, pokazując mechanizmy fałszowania i zacierania w Polsce udziału Żydowskiego Związku Wojskowego w powstaniu w getcie.

Autorki zacytowały fragment rozmowy w nocy z 18 na 19 kwietnia 1943 r. przeprowadzonej przez dr. Ryszarda Walewskiego, żydowskiego lekarza, który w czasie powstania w getcie walczył u boku ŻZW z Leibem Rodalem, jednym z przywódców ŻZW. Rodal mówił: "Wszyscy tu zginiemy. Niektórzy w walkach z bronią w ręku, a inni jako ofiary nadaremne. Lecz ważne jest, by pamięć o nas nie zginęła, by świat cały wiedział, jak beznadziejna była ta walka, trudna i krwawa ". (...)

Czy ten testament jednego z poległych dowódców ŻZW znajdzie się w Muzeum Historii Żydów Polskich? Za kilka miesięcy, w 60. rocznicę powstania nastąpi wmurowanie kamienia węgielnego pod budynek muzeum na terenie dawnego getta na warszawskim Muranowie. Strona polska wniosła teren i pokryje większość planowanych na budowę nakładów obliczanych na 55 mln USD. Muzeum ma być nowoczesnym centrum edukacji wykorzystującym środki audiowizualne. Jaką historię powstania w getcie będzie eksponowało?

Autor jest doktorem nauk humanistycznych, historykiem, publicystą.

polish-jewish-heritage.org/Pol/listopad_zwiazek.html

>