Szukaj:Słowo(a): Marketing ściągi
Sprzedam materiały na zarzadzanie i market w WSZiB
Wlasnie skonczylam studia z zarzadzania i marketingu w WSZiB w Poznaniu. Tryb
dzienny. Posiadam mnostwo ksiazek, wykladow, sciag itp. Nie sprzedam ich
drogo bo gl. zalezy mi aby sie ich pozbyc tak aby inni mogli z tego
korzystac , a nie zeby wywalac do kosza. Jest tu duzo wiedzy.

Wszelkie pytania prosze kierowac na mail: iskierka61@op.pl

Pozdrawiam
Nie podoba mi się zwrot "promować patriotyzm". Nie jest to produkt, impreza czy
akcja. Patriotyzmu powinna uczyć rodzina, szkoła, organizacje, media itp. Zdaje
się, że obecna metoda wpajania patriotyzmu jest nieprawidłową. Patriotyzmu nie
można rozpatrywać w kategorii wad czy zalet, a tak jest on przez młode
pokolenie postrzegany. Jego pojęcie niesłusznie łączy się z sytuacją
materialną, z praworządnością czy sprawiedliwością jednostki. Nie dodawajmy do
tego marketingu, bo gdy do tego przyzwyczaimy młodzież i gdy reklamy kiedyś
zabraknie, zjawisko patriotyzmu może zanikać. Patriotyzm powinien zostać
sposobem na życie nawet w najbardziej ekstremalnych warunkach. Brak jest
nowych, patriotycznych dzieł opartych na dzisiejszym dniu, które
byłyby "zjadliwe", a nawet interesujące dla dzieci i młodzieży. Na przykład
lektura szkolna czy kino polskie określają patriotyzm jako daleką przeszłość
opierając się na wielkiej historycznej literaturze. Młodzi ludzie nie pamiętają
tamtych czasów i traktują te pozycje jako jeszcze jedne "cegły", które z musu
edukacyjnego trzeba zmęczyć, a które poznają na zasadzie drukowania ściąg z
internetu nawet bez przejrzenia tekstu. Coś tu jest nie tak!
1) jak donosi prasa brytyjska nowy gwizdor ManUnited niejaki Roooooooney
postanowił zmienić stan cywilny. na uroczystość weselną ściąga z Irlandii boys
band (niestety nazwy nie pamiętam), którego fanką jest jego przyszła
małżonka.

2) do skandalu doszło w ubiegłym tygodniu podczas meczu na Old Trafford w
ramach rozgrywek o puchar anglii. w barze na zapleczu trybuny głównej około 60
min. meczu zabrakło oryginalnego francuskiego szampana a truskawki podawane z
bitą śmietaną były nieświeże. kibice MU zmuszeni byli pić zwykłe wino musujące!
dostawcę truskawek oddano do sądu.

3) szef marketingu Manchester United Group zaprasza do zakupów klubowych
gadżetów na stronach internetowych. w ofercie:
- kokardy i spiny do włosów w barwach klubowych,
- czerwono-białe frotki do noszenia na przegubie dłoni,
- dmuchane Rooneye, Nistelroye i Gigsy
to dla panów a dla pań:
- wyjazdy na prawdziwe mecze piłki nożnej: Millwall, WestHam, Leeds, albo
piechotką parę kroków na stadion ManchesterCity.
Tutaj to chyba rzadi wolny rynek i marketing. Innymi slowy sciaga sie tyle piniedzy ile sie da... Czyli ustala sie taka kwote zeby znalazlo sie tylu chetnych ile jest miejsc :) A koszty studiowania na medycynie? Odczynniki to sa na chemii i biochemii raz na tydzien... A poza tym to tylko lekarz, który poswieca czas i pacjent, który w szpitalu być musi... A i jeszcze raz-dwa na semestr kontakt z szefem katedry na egzaminie... Wiec koszty sa prawie zadne... Ciekawe czy sprawzdania finansowe uczelni wyzszych panstwowych sa jawne???
Szanowna Pani Diano,
Niech Pani sobie kpin z ludzi (w tym i ze mnie) nie robi!!! Mialam chec i se
maila sztuk dwa do Panstwa wyslalam i niestety laskawi Panstwo ani razu na tego
maila nie odpowiedzieli. Mowi sie ze do trzech razy sztuka. Ja nie planuje juz
3 podejscia robic bo mi szkoda pisac maile do kogos kto nie raczy odpisac i
jeszcze komentuje ze to ludzie zlosliwosci pisza. Wybralam sobie inne biuro
ktore bylo laskawe mi na maila odpisac za pierwszym razem. A Pani niech nie
opowiada bzdur ze inni opowiadaja bzdury. Zegnam Pania czule i zycze lepszego
traktowania klientow i nie obrazania ich jesli ma Pani ochote zeby z Pani
zacnego biura korzystali. Proponuje zakup ksiazeczki o marketingu zarzadzaniu i
krotka sciage z savoir-vivru.
Nie kupuje bo:
a) nie interesuje mnie utrzymywanie całego stada sekretarek, asystentek
menadżera, speców od reklamy i marketingu, wizażystki, chrakteryzatorki i
dietetyka danej gwiazdy
b)90% tego czego słucham nie ma w polskich sklepach a jesli jest to w cenach
typu 120-150 zet (patrz produkcje Zorna czy innych panów z sceny nowojorskiej)
c) jesli zaś decyduję się na zakup (co wbrew bojowemu nastwieniu tego wpisu
zdarza mi się dość często) to kupuje płyty małych niezależnych wytwórni, które
przez takie działania jak ściąg internetowy mogą zostać doprowadzone do
bankructwa
Ot i cała filozofia - aut nie kradne, ciuchy kupuję w szmateksach, jem co
popadnie - więc naloty na supermarkety i autosalony zalecane przez państwa,
również w grę nie wchodzą. A jeśli was tak boli ta kradzież muzyki, to przecież
są specjalne infolinie policyjne i nikt wam w końcu nie zabrania spełnić
obywatelskiego obowiązku i śmiało możeci zakablować 90% społeczeństwa polskiego
za naruszenie praw autorskich itp - najwyżej wyjdziecie po prostu na naiwnych...
Pozdrowienia
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=483&w=52158644&wv.x=2&a=52303624
Ja wyobrażam sobie.
Praca jest dobrowolną umową między pracownikim a pracodawcą i tak samo, jak
pracodawca ma prawo wybrać kogo tylko chce, to i pracownik ma prawo
powiedzieć swoje zdanie. Oraz oczywiście ponieść konsekwencje. Jeden i
drugi. Prawo działa w dwie strony. Odpowiedzialność też po obu stronach.
Znaczy, zapomniałam, teraz prawo _i sprawiedliwość_ wszem i wobec już mamy.

Z "Zarysu logiki" dla studentów Wyższej Szkoły Zarządzania i Marketingu w
Warszawie
www.sciaga.pl/tekst/24966-25-logika_w_calosci_i_to_w_przystepnym_jezyku
"O wartości ludzkiej myśli decyduje jej racjonalność, czyli rzetelność
logiczna."

PS. To było do neandertalskiego, ale jak już się poddałam wybiórczej i
zalogowałam, to sama wysyłam.
No ciągle wybory...
akademia podlaska - zarzadzanie i marketing . studiuje bo rzeczywiscie chce
nauczyć sie przynajmniej paru elementów zarzadzania - wiem że bedzie mi to
potrzebne już niedługo .Ale niestety jeżeli ćwiczenia prowadzi magister który
przez 2 godzin przeczyta 3 folie i od siebie nie jest w stanie nic powiedzieć,
albo jako autorytet sciąga sie profesora z Ukrainy który nie rozumie słowa po
polsku i w ciska nam prorosyjskie poglady - czy można na takich studiach
czegokolwiek nauczyć sie ?????????? żal ogarnia że studentom to podoba sie bo
maja nadzieje że lepiej bedzie oceniać.nie ważne ze taki ciołek nadal nic nie
bedzie umiał tylko aby te studia jakoś przebrnąć
Linux już od 10lat wygyrwa z Windowsem...
Linux już od 10lat wygrywa z Windowsem w głowach linuxowych fanoboyów. Na PCtach
Linux nie ma szans, co widać wyraźnie, kiedy Linux świętuje 1% userów, mówi się
że Vista to porażka przy 24% rynku. De facto pozycja linuxa jest stabilna, ale
mając 10 serverów dedykowanych na Linuxie jedno o czym marzę, to postawić w
końcu jeden na Windowsie i zobaczyć jak to jest, bo te Linuxowie to ciągle się
zawieszają i wywalają z niewiadomych przyczyn. Prawdę gdybym zamiast płacić
adminowi od Linuxa kupił licencję Windowsa to koszt wyszedł by ten sam, a
zarządzanie Windowsem to pestka przynajmniej.
Zresztą podam prosty przykład, jak na Gentoo wygląda aktualizacja - ściaga się
pakiet, po czym okazało się, że używa go 5 innych rzeczy, rozpadły się
zależności, trzeba rekompilować 25 programów i koniec końców godzinę to trwa. A
na Windowsie dostaje komunikat, czy życzę sobie zainstalować już, czy później,
klikam ok i jest gotowe.
Linux ma wady których nie uniknie. Zresztą, choćby głupi MacOSX pokazuje jak
system unixowy może być znacznie od linuxa lepszy, i że zagarnięcie więcej niż
1% rynku jest możliwe. Ale do tego potrzeba pieniędzy i marketingu, czego
darmowy linux pisany przez zapaleńców nigdy nie zdobędzie. Dopiero taki Google
Android ma szanse zawojować coś, bo ma za sobą PIENIĄDZE. Bez tego żaden system
nie może być dobry.
Zamiast sciągać naucz się na 3 a nie pisz sciagi na bdb. Pozatym piszac sciage
staraj się ja pisać z głowy nie pisz bezmyślnie z notatek siazek , przeczytaj
dział streść go sobie potem zapisz na karteczce i na drugi dzien na egzamin
sciage mozesz wyrzucić. Co do niektórych przedmiotów na uczelniach to naprawde
zal ... np. znajoma na AGH ma Na zarządzaniu i marketingu maszynoznawstwo.
Dokładnie Reserved i cała LPP ma tragiczną jakość ale czego wy się spodziewacie
jak to wszystko jest robione w Chinach! Siedzę w branży odzieżowej od początku
lat 90, znam wiele Polskich firm, które szyją i materiały kupują również w
Polsce i ich jakość jest zupełnie inna niż badziewnego Reserveta to marki -
Grawik, Logic, Lord, Blue Line i jeszcze wiele innych, te firmy szyją w Polsce
panowie i panie i zostawiają tu podatki zaś LPP wszystko ściąga z Chin nawet nie
ma swoich fabryk tylko zleca, kurtką, za która wy płacicie 200zł kosztuje ich
20-25 USD i takie są realia a mówię to gdyż znam kogoś kto tam pracował na
wysokim stanowisku. Zastawiacie się gdzie ten zysk się podziewa? Ano tu, że
płacą ogromną kase na marketing abyście wy zjadacze chleba widzieli ładne
reklamy, płacą ogromną kase na centra handlowe abyście tam widzieli ich piękne
podświetlone szyldy i płacili za towar, który ich kosztował 60zł 200zł. Polskich
firm na to nie stać gdyż operują na znacznie mniejszej marży bo tutaj uszycie
kurtki z materiału o znacznie lepszej jakości to koszt znacznie wyższy więc nie
ma już kasy na piękne reklamy, centra handlowe itp. Stad Reserved tandetą wyparł
wiele dobrych polskich firm.

Pozdrawiam wszystkich polskich przedsiębiorców i życze im wytrwałości, nie
wszyscy chcą kupować tandete z Chin.
@Thinker - ja niemieckich 20-latków nie widuję na drogach, ale może jeździmy innymi drogami. Wśród 10-15 latków może i widac najwięcej vw, bmw itp itd, ale to dlatego że wieś ściąga te graty na potęgę, będąc przekonana że są one "bezawaryjne". Twój wywód akurat w najmniejszym stopniu nie świadczy o tym że są to auta niezawodne. Najmniej zawodne są stare dobre japońce produkowane w Japonii, pogadaj z kilkoma mechanikami to dowiesz się jakie samochody najrzadziej u nich bywają.

Przykre jest to że większość osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że tzw. "niezależne raport ADAC" są elementem marketingu niemieckich marek, stworzonym wyłącznie po to żeby stwarzać przekonanie o niezawodności niemieckich aut. I o tym własnie pisałem.
Gessler ściąga obrusy i ratuje Gościniec Franz ...
Ten "galicyjczyk" nie kapuje
ani podstaw marketingu ani G.Slaska.

Albo cza nawiazac do ("prawdziwej") historii miasta
albo byc egzotycznym. Ale "Franz Josef" to totalna pomylka.
To moze zaros "Kiepura" abo "Towarzysz Edward" ?

SMIYCH.
Och...Straszne
Zastanawiam się czemu, artykuł jest napisany, tak jakby była opisywana jakaś
wielka tragedia. Psychologia zachowań ludzi jest dość dokładnie opisana.
Równie dobrze można byłoby mieć pretensję do twórców religii i wiary.
Wirtualny bóg, który oczekuje od was poświęceń, datków, budowy świątyń itd.
Na podobnej zasadzie kwestionować również można etykę wszystkich osób
zajmujących się marketingiem. Koniec końców chodzi im o przekonaniu
potencjalnego klienta to zakupu. Produkt jest drugorzędny, jak ktoś dobrze
powiedział dobrze opakowaną kupę też można sprzedać. Osobną kwestią poruszana
sms kierowane do dzieci i młodzieży trudno oczekiwać aby za wychowywania i
zachowywanie się latorośli miały odpowiadać firmy. Najbardziej bawi mnie
uzasadnianie dałem dziecku telefon aby był bardziej bezpieczny, a on ściąga
gry, czatuje... jak my przeżyliśmy do tego XXI wieku.
NO tak i to jeszcze licząc ze oni faktycznie zaoszczedza te 200 mln a to jest bzdura. Obliczanie strat przez wytwórnie jest kompletną bzdurą. To tak jak banki podając straty to nie są pieniądze które wyparowały im z kont. Znaczy nie tylko to głównie pieniądze które mogli zarobić a nie zarobili. TAk tez jest z wytwórniami 200 mln to są pieniądze, k?óre teoretycznie zarobiliby gdyby wszystkie sciagniete albumy zostaly kupione w sklepie w postaci płyt.
A jest to ogromne nadużycie. Sumę tą obniżają ludzie którzy to co ściągną kupią w sklepie. Wbrew temu co podają wytwórnie jest ich spory odsetek - ściągną, sprawdzą, kupią. Inni ludzie to ci co ściągnęli na próbę, ale się nie spodobało i na tym sie przygoda skonczyla. To jak sluchanie próbek w empiku, tylko wygodniej. Na koniec trzeba zaznaczyć, że tylko ułamek zostaje tych co by kupili coś z tego co sciagnęli. A na pewno mniej niż ściąga. Mamy taką kulturę ze ludzie czasem już ściagają bo jest w sieci. A potem nie sluchaja i leży na dysku. Strata z tego tytułu jest 0. Bo nie kupiliby tak czy siak. No i dopiero na koniec zostają ludzie którzy sciągaja bo nie chcą płacic za plyty.
Inna tez sprawa ze brak obrotu tym sposobem ograniczylby zyski ?łównie artystów. Zarabiają głównie na koncertach nie na plytach. Wielu artystów za to stało się sławnych dzieki marketingowi szpetanemu bo ludzie poelcali sobie plytke w necie (co porpoawilo sprzedaż plyty). Przykład brytyjski Arctic Monkeys, gdyby nie siec nikt pewnie by ich do dizsiaj nie znał.
Ale fakt ze toakurat nie pomaga znanym artystom, promowanym przez media.
> Nieporozumienie bierze się z nadmiernego rozciągania pojęć z
dziedziny
> marketingu, a zwłaszcza z przeoczania faktu, że miasto nie jest
> przedsiębiorstwem, nie wytwarza i nie sprzedaje towarów.
Sprzedaje "siebie", sprzedaje uslugi turystyczne (podmiotow
znajdujacych sie na jego terenie), sprzedaje ziemie pod inwestycje,
sciaga inwestorow....

> przypadku miasta jest po prostu jego nazwa, a w innym znaczeniu
> renoma, obiegowa opinia o nim.
To wlasnie marka? ;)

> W żadnym wypadku nie jakaś budowla, zakład, festiwal czy slogan.
Co do budowli, zakladu, festiwalu - zgodze sie, to sa elementy
budujace marke miasta, a nie sa one sama marka (i tak na przyklad,
gdy myslac Barlinek, myslisz o przetworstwie drewna, to jest to
marka zakladu mylnie interpretowana z marka miasta); a co do
sloganu - to takze element budujacy, silnie ulatwiajacy promocje
miasta i majacy wzbudzic pewne skojarzenia. Ale jesli myslac
Szczecin, myslisz o plywajacych ogrodach, bo taki slogan ci wbito do
glowy - to juz jest marka, to juz sa pewne skojarzenia, a nie slogan.

> Zatem "poszukiwanie" czy "tworzenie marki miasta" jest zupełnie
> pozbawione sensu.
Oczywiscie, lepiej siasc przed PUPem i plakac, ze pracy nie ma, a
jak jest, to na 3/5 etatu...
Michniewicz dla Sport.pl: Pyta o mnie Steaua!
Co za bzdety piszecie o tym Pietryszynie. To on zatrudnił
Michniewicza, Chmurę i innych którzy zdobyli tytuł dla Zagłębia. Bez
niego tego by nie było. Stworzył im warunki do pracy. Wprowadził
profesjonalne zarządzanie do klubu, pojawił się marketing, klub
współpracuje z lokalnym radiem, ściąga widzów z regionu i
NAJWAŻNIEJSZE ROZPOCZĘŁĄ SIĘ PRZEBUDOWA STADIONU!!!
Nie twierdzę że to on zdobył tytuł ale zrobił wiele. Ostatnie
wydarzenia związane z Frankowskim, co prawda oceniam negatywnie, ale
nie przekreśla to zasług prezesa. Michniewicz ma rację w tym
wywiadzie, Pietryszyn go zatrudnił, stworzył warunki ale do jego
warsztatu trenerskiego nie ma prawa się wtrącać. Popieram tu
trenera. Ale z drugiej strony skoro nie ma wyników to jakaś presja
musi być. To chyba noramalne że przełożony wymaga wyników. Inna
sprawa jak to robi. Można po cichu w gabinecie, można też poprzez
media. Pewnie chce się wykazać i ciśnienia nie wytrzymuje. Niech
Plusy nie przesłonią Minusów. Trzeba usiąść w zaciszu dać sobie po
razie i wracać do roboty.
Stworzył im warunki do pracy. Wprowadził
> profesjonalne zarządzanie do klubu, pojawił się marketing, klub
> współpracuje z lokalnym radiem, ściąga widzów z regionu i
> NAJWAŻNIEJSZE ROZPOCZĘŁĄ SIĘ PRZEBUDOWA STADIONU!!!

Tia. Bardzo ładnie. Gdyby to były prywatne pieniądze pana np. Cupiała albo
Drzymały. A to partyjny fagas, który państwowe pieniądze wydaje. A w mediach
tego gó..arza więcej niż bońka i innych michniewiczów razem wziętych. Morde
sobie dla PISu szlifuje. Ot i cała filozofia. Bo na piłce to się on nie zna
zupełniutko. Frankowskiego chce, bo to pewnie jeden z kilku polskich piłkarzy
jakich zna. Wogóle pomińmy Frankowskiego, bo to świetny piłkarz i nie ma co go
kojarzyć z tym grubasem. To PISowska kloaka jest i tyle.
Faktycznie internauci to imbecyle i nic nie rozumieją! Piszecie
ludzie, że mogła grać, wygrałaby - dostałaby kase - ale to bzdura!
Ona by zagrała i wcale nie grałaby na 100% bo ona nie miała tego
turnieju wygrać. Ona ma ważniejsze turnieje do wygrania, a w PL miala
się tylko pokazać - to ściąga mnóstwo ludzi na widownię dla
organizatorów! Dlaczego ona ma grać charytatywnie dla jakiegoś
organizatora, który nawet nie chce jej dać grosza? Ona musi liczyć
każdą grę, bo każda gra to jest prawdopodobieństwo kontuzji itd. Ona
ma wygrywać najlepsze turnieje, nie jest maszynką do odbijania
rakiety! Czy Wy serio internauci nie rozumiecie, że to co Wam mówią
organizatorzy i inne media, to najczęściej jest mydlenie oczu?
Jesteście ofiarami marketingu i nie dopuszczacie, że ktoś może mieć
smykałkę do interesów i własną godność! Bardzo dobrze robi Radwański.
On musi dbać o córki, o ich dobre imię i kondycję! Ma odwagę ujawnić
pewne sprawy, które dzieją się w kuluarach! Dobrze, że ona nie
zagrała!
dno polskiej fonografii
przeczytalem ten artykul i w sumie jest tam niewiele o kasetach jako przyczyny
upadku polskiej fonografii. Artykul jest chyba o tym, ze Polacy przestali
kupowac polska muzyke wyprodukowana przez polska fonografie, a rozmowcy szukaja
tego przyczyn ( bledy w rozpoznaniu rynku, piractwo, brak tanich nosnikow i
takie tam pierdoly)
A ja mysle, ze sprawa jest prosta. Jesli ludzie nie kupuja, to znaczy uwazaja
ze nie warto wydac na to pieniedzy ( jakosc produktu niewspolmiernie niska do
jego ceny) I kupuja cos innego ( wykonawcow z UK, USA przede wszystkim). Nawet
jasli istnieja konkurencyjni polscy wykonawcy to przewaznie sciaga sie ich z
netu. Brak jest w Polsce ludzi od profesjonalnego hajpowania, zachwycania sie i
wciskania, ze cos jest fenomenalne, unikalne, awsome, outstanding,
extraordinary, czyli marketing i rozpoznanie rynku ewidentnie kuleje.
Chciałem jeszcze co nieco dorzucić w tej materii. Sprawa konsultacji - szkoła ( prywatna ) do przedmiotów, które prowadziłem nie przewidziała konsultacji, więc sam zaproponowałem je studentom, głownie po to, by mieli szansę przyjść z pracami i wyjaśnić wątpliwości. Jak myślicie, ile osób skorzystało z tego w ciągu semestru ? Może 15 do 20. Pozostali wyobrazili sobie, że gdy przyniosą mi prace po ostatnich zajęciach, to im coś wpiszę do indeksów. Bardzo się rozczarowali, bo zapowiedziałem, że procedura będzie normalna: czyli ja przeczytam, spiszę uwagi, oni się zastosują i dopiero wtedy możemy rozmawiać o zaliczeniu. I chcieli czy nie, ale dodatkowo musieli chodzić do mnie. Nztomiast co do gotowców - znacie zapewne ściągę.pl i studenci.pl, ale na jesieni pojawił się się nowy portal tego typu - wymiennik.pl. Jeden przykład co wartości materiałów z marketingu z AE Wrocław - niektóre mają swoje lata, bo gdy robiłem podyplomowe studium marketingu 1996/97 właśnie tam, to niektóre z nich już nam wtedy prezentowano.
Co za obrzydliwy marketing
Działanie czysto marketingowe i bzdury! Mobilny internet NIGDY nie zastąpi
"kablowego" dopóki będą limity ściągania. Takie małe limity (co to jest kilka
GB), to jakiś żart. Nie należy zapominać, że ściąganie filmów nie jest
nielegalne - zwłaszcza, jeżeli ktoś ściąga w jakości blue-ray czy DVD.
Przypominam, że coraz powszechniejsze jest ściąganie (legalne) muzyki, filmów
z wirtualnych wypożyczalni i innych "ciężkich" plików.
> Tak mówił w czasie debaty z Kaczyńskim o płacy pielęgniarki z
> Pipidówka Dolnego, czy lekarza z Wąchocka oraz nauczyciela z
takiego
> a takiego miasta.
>
> kreował się na tak dobrze poinformowanego w kwestiach cen i płac.
> Tak samo w kampanii w TV PO pokazywało ile zarabia lekarz...
>
> Teraz gdy jest premierem okazuje się ze nie zna płac lekarzy...
>
> Wychodzi na to że tresowana małpa nauczyła się paru płac i cen na
> debatę a poza tym to nie wiele wie...
Pan Adam Łaszyn, specjalista od marketingu i wizerunku medialnego
PO, NIE ZDĄŻYŁ PRZYGOTOWAĆ ODPOWIEDNIEJ ŚCIĄGI....
Nie ma sprawy. Generalnie nakladki sciaga sie do posilku (w
przeciwienstwie do aparatu ruchomego-przynajmniej moi pacjenci nosza
je caly czas)i przed zalozeniem myje zeby. Z czystym sercem moge
powiedziec ze Invisalign to dopiero marketing! I nie polecilbym go
nikomu kto chce miec dobry i stabilny efekt. Generalnie Invisalign
nie akceptuje Polski jako godnego uwagi rynku i nie akceptuja
wycisków tak ze na razie nie ma problemu.
eee tam, na ustne egzaminy robi się ustne ściągawki, nie wiesz?.. ;)

wracając do ściąg - przygotować kilka kartek w kratkę na których będzie się
pisało pracę (zakładam że to nie będzie przygotowany przez psora test), dużych,
pomiędzy włożyć jedną, na której miękkim ołowkiem, malutkimi literkami zapisuje
się pożądaną treść..im ściągaka większa tym mniej budzi podejrzeń :D, stosuję z
powodzeniem, ostatnio logistykę i marketing tak załatwiłam, teraz przymierzam
się do stytystyki...na wzorkach sobie zapisuję ściagaweczki :)
Ja miałam to samo. nauka mi szła dopóki nie poszłam na studia. odechciało mi się kompletnie. Zadowalałam się trójami i tylko tyle sie uczyłam, nie miałam większych problemów bo nauka w zasadzie łątwo mi przychodzi.
Zmieniłam po 1 roku studia na inne. takie, gdzie głównie liczyła ise kreatywność i wykonastwo ręczne - czyli architektura wnętrz :)) i dobrze zrobiłam.
Wykonywanie tego co wymyśliłam, zmaganie sie z projektem okazało sie dużo bardziej wciągające niż 1500 stronicowe cegły.
Potem poszłam na licencjat z zarz i marketingu i znowu - nie chciało mi się nic.
Zakuć zdac zapomnieć i wszystko na ostatnią chwilę.
Powodem tego było u mnie właśnie dorośnięcie. Nie chciałam już dłużej siedzieć w książkach - chciałam działac, żyć , poznawać ludzi , pracować,bawić się i wracać do domu nad ranem co w czasie liceum nie było możliwe.

Tak to bywa. MOże znajdź jakąś dorywczą pracę związ. z kierunkiem studiów.
Praktyczne wykorzystanie wiedzy dużo bardziej motywuje do nauki, do zgłębiania tematu.Teraz pracuje na stanowisku gdzie np. wiedza z zarz i marketingu jest bardzo potrzebna i wracam do książek. Gdybym w czasie studiów gdzies pracowala to na pewno więcej by mi w głowie zostało i rozumiałabym lepiej czego mnie tam próbują nauczyć.
Albo studia może źle wybrałaś, albo wex dziekankę i porób coś innego , albo albo albo ... proszki, wspomagacze to kiepski pomysł
Wspólna nauka .. jak dla kogo. Ja zazwyczaj gadałam o pierdołach, jadłyśmy lody z kumpelami zamiast siedziec w księgach.
dobry sposób to pisanie ściąg. Jak je pisałam to się tyle nauczyłam ze nigdy zadnej nie wykorzystałam:))
W każdym razie powodzenia
"sama etnologia nie daje zadnych mozliwosci"... wspolczuje Ci podejscia, albo
wyboru zlych studiow, do tej pory zdawalo mi sie, ze 18-19-letni czlowiek
wybierajac kierunek stuiow ma chocby minimlne pojecie o tym ci chce studiowac, a
tym bardziej w zarysie co po studiach robic. studiuje etnologie zaocznie, bo
wczesniej trafil mi sie "pokrewny" ( nie zadzam sie z tym stierdzeniem, ale
takie losy slysze) kierunek studiow, ktory mnie nie statysfakcjonuje. otóż mlody
kolego, studia etnologcze powinny nauczyć Cię pracy we wszelkich instytucjach
kulturalnych (muzea, oslawione skanseny, organizacja imprez, marketing, reklama,
praca z obcokrajowcami, kina, teatr, kompetencje masz podobne do
kulturoznawców), fotografią, a jeśli zdobędziesz dodatkowe kompetencje nawet i
filmem. co do studiów lingwistycznych, jest ich niewiele w Polsce, dwa od
suahili itp. sa etnolingwisci, pewnie, ze fajnie jest uzupelnic studia o
anglistyke, germanistyke, romanistyke, czy kto co lubi... grunt to mimo wszystko
pasja.
polecam test na sciaga.pl (sic, wiem) m.in. A. Zadrożyńskiej tyczący się istoty
etnologii, myślę, że wyjaśnia jej postawy.

pozdrawiam
pawel jest z tpsa
te informacje moga byc przydatne, jasne. ale ja dam sobie glowe
obciac ze pawel jest z tpsa. a oznacza to ze maja w koncernie
profesjonalny marketing, tyle. a ze firma sciaga skandaliczne
pieniadze, to inna sprawa. polcam aster city (w wawie), dobra
cena- 100pln za przyzwoita predkosc. tpsa trza bojkotowac i juz.
Każdy ma prawo do własnego zdania i pewnie przy tych zdaniach zostaniemy. Ale
wypadałoby przynajmniej nie naciągać argumentów. Obrona (egzamin dyplomowy)
jest możliwa tylko po zaliczeniu wszystkich przedmiotów. Żadne warunki nie moga
więc pozostac nie zaliczone. Pięciu warunków nie może też być ze względów
regulaminowych - regulamin dopuszcza ich tylko 2. Jeżeli jest więcej
przedmiotów niezaliczonych, to jest powtarzanie roku a nie warunek. To co
piszesz jest więc kłamstwem albo nieznajomością rzeczy. Inna możliwość nie
istnieje.

A że spotkałeś wielu studentów bez ambicji? Możliwe, że jest ich więcej, niż w
uczelniach państwowych. Bardziej ambitni, z bardzo dobrym przygotowaniem, są w
stanie dostać się na studia bezpłatne. Ale to nie znaczy, że w państwowych są
tylko ambitni, a w prywatnych - tylko tej ambicji pozbawieni. Przynajmniej 3
absolwentów z Ciepłej pracuje również na Politechnice Bialostockiej (2 zrobiły
doktorat, trzecia - kończy) i uczą tych ambitnych! Im po prostu na czyms
zależało i chciały coś osiągnąć. A jeżeli ktoś chce tylko mieć "papier" -
kombinuje, ściąga, powtarza przedmioty. Być może to są ci "nietykalni" o
których piszecie. Znam takich, co studiują każdy rok po przynajmniej dwa lata.
Są tacy na Ciepłej, ale znajdziesz ich również w każdej innej uczelni, również
państwowej i renomowanej.
A przy okazji. Kilkakrotnie na tym forum była już dyskusja o zarządzaniu i
marketingu na PB. Zarzuty i oceny były podobne do tych wyżej. Zarzucano
wykładowcom, że niewiele poza swoimi notatkami umieją, dyskredytowano dyplom i
szanse jakie on tworzy, wskazywano na złą administrację.
Spróbuj wejść też na forum Edukacja lub Studia i poczytaj dyskusję o ocenach
wielu różnych szkół państwowych i prywatnych. Wyglądają podobnie.
Czy to coś oznacza? Tylko tyle, że wszystko to są oceny konkretnych osób, z
których nie wynika żadna ocena ogólna. Co najwyżej taka, że w szkolnictwie
wyższym w Polsce jest wiele do naprawienia.
Gość portalu: fack napisał(a):

> To dopiero początek wyników kontroli. Bardzo delikatnie pan przewodniczączy
> Rady Nadzorczej podsumował wyniki kontroli w MZK. Molestowana pracownica-
> zadnej reakcji pana praezesa na zachowanie dewiacyjne paana kierownika
> marketingu. TO są rządy zamordyzm , a jak sie nie podoba to za brame tanm 10
> cieka..... Jka długo? Wszyscy maj a dosyć oratorskich mów Granata bez
> pokrycia. Przeszedł dobrą szkołę partyjną. Gać potrafi i pić i to dobrze.
> Cieli wspolnie z ksiegową dokumnenty, kontroli ich brakowało , zapieerali
> się ,że dokumentów nie było. SZwindle poniszczyli. Ale jest jeszcze trochę
> dokumentów które moga posłużyć do napisania wniosku o opuszczenie Firmy przez
> komunistyczneho prezesa.
Zadręczyć nauczyciela. Uczniowie znęcali się nad anglistą
www1.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,1655725.html

Lekcja przemocy - spisane z taśmy filmowej

www2.gazeta.pl/edukacja/1,27095,1655730.html

Mówi dręczony nauczyciel: Bałem się. Nie potrafiłem sobie z tym poradzić

www2.gazeta.pl/edukacja/1,27095,1655733.html

Toruńscy uczniowie poniewierający nauczyciela staneli przed szkolną komisją

www1.gazeta.pl/wyborcza/1093892,34513,1657823.html?v=0&f=28
Mobing na Politechnice Wroclawskiej
pryzmat.pwr.wroc.pl/Pryzmat_163/?

Badania nad przemocą
galaxy.uci.agh.edu.pl/~bip_agh/archiwum_bip/_2002/_100/10_100.html

Mobbing w Akademii Rolniczej w Krakowie
www.poloniamiami.com/nades1.htm

Czarne Owce wsrod nauczycieli
www.lancut.com.pl/SamioSobie/PHP/shownews.php?&OURNEWS_ID=605&Type=S

Apel przeciwko przemocy w szkole
slimak.sciaga.pl/prace/praca/13282.htm

Mobbing w szkole
www.znp.edu.pl/prasa/art21.htm
Mobbning to przesladowanie w szkole
www.vulcan.pl/eid/archiwum/2002/03/mobbning.html

Przemoc w szkole (różne jej oblicza, przyczyny powstawania, oraz środki
zaradcze)
www.studenci.pl/ref_pedag/ref_pedag22.html#_ftnref4

Dyrektor szkoły oskarżony o mobbing
www1.gazeta.pl/warszawa/1,39250,1561559.html

www.mobbing-jwieczorek.ans.pl
materiały w sieci
znacie jakies adresy dobrych, sprawdzonych stron ze sciagami z marketingu i
dla studentow studiow menedzersich?....
Ściagi
Poszukuję stron na których są umieszczone dobe ściągi z ekonomii, prawa i
marketingu.
Proszę podajcie linki. Będę bardzo wdzieczna z góry wielki dzięki
Ściąga z odpowiedziami na pytania :)
Tak, a niedługo z Real Madryt będzie Korona Kielce grała jak równy z równym :)))

Wydaje mi się, że rozsądniej i bardziej trafnie byłoby podać przykład Wronek,
Grodziska Mazowieckiego i Ostrowca Świętokrzyskiego, tylko nasza kielecka
megalomania od razu wypchnęła nas na wyżyny i nie pozwoliła bratać się z
mniejszymi :))) Bo to właśnie te miasta są kojarzone (praktycznie tylko i
wyłącznie) z drużynami piłkarskimi. Choć nie wiem, jak ta "sława" przyczyniła
się do wzrostu jakości życia tych mieszkańców. Wątpliwe, żeby pojawiali się tam
nowi inwestorzy tylko z racji tego, że gra tam I-ligowa drużyna i będzie można z
pracownikami raz na pewien czas wyskoczyć na mecz :))) Równie wątpliwy jest
wzrost ruchu turystycznego (nie mówię o pielgrzymkach zaprzyjaźnionych i
niezaprzyjaźnionych drużyn) :)

Dlaczego nie podałeś przykładu Krakowa, Poznania czy Warszawy, mimo że grają
tam, jak na polskie warunki, świetne zespoły? Może w polskich realiach wygląda
to trochę inaczej...

Bo na takiej "stadionowej" promocji, zważywszy poziom i charakter polskiej piłki
nożnej, mogą zyskać najwięcej małe miasta, w których niewiele poza drużyną
piłkarską jest. Co wcale nie oznacza, że Kielce nie zyskają w ten sposób, bo w
Kielcach wcale dużo innych atrakcji wydaje się nie ma. Przynajmniej tak wynika z
działań speców od marketingu, którzy już od kilku lat nie potrafią wymyślić
dobrej akcji promocyjnej naszego miasta. Być może za małe pieniądze - nie wiem...

Więc nie ma po co szafować Barcelonami i Liverpoolami - akurat te dwa miasta
kojarzą mi się także z kilkoma innymi rzeczami :)
> To ja się tak niewinnie zapytam: w ktorym miejscu sęp zarabia? Na ściąganiu za
> friko (zakładając, że ktoś to ściąga)? Na sms na nr 72720 czy na przelewach na
> konto Caritas?

A Ty się na marketingu i PR nie znasz?
Port jachtowy przełamie inwestycyjny marazm?
Inwestycja oznacza sensownie wydane pieniądze tzn. tak, że ma
przynosić zyski. Ciekaw jestem czy proponowana MEGALOMAŃSKA MARINA
spełnia ten warunek? Obawiam się, że nie powstała jeszcze analiza
opłacalności budowy tej mariny. Co gorsze jestem pewien, że ta
MARINA nie będzie miała kiedykolwiek szansy nawet na zarobienie na
siebie - przecież koszty eksploatacji i konserwacji tego typu
obiektu są bardzo wysokie. A ilu żeglarzy jest w Płocku, ilu
żeglarzy spoza Płocka ściąga na sezon na tutejszy akwen, jakie w
porównaniu z Jeziorami Mazurskimi, augustowskimi, czy warmińskimi-
nie wspominjąc o nieco dalszych ale większych akwenach - atrakcje
żeglarskie oferuje nasz zalew. Wielu żeglarzy, w tym rónież z
Płocka, tam właśnie pływa latem.
Płock to również nie Lazurowe Wybrzeże, Dalmacja czy Grecja,
niestety - gdzie ludzie z Płocka żeglują.
Gdyby istniał społeczny i ekonomiczny sens istnienia
pełnoprogramowej dużej mariny w Płocku, zapewne już dawno byliby
chętni inwestorzy do wydania tych wielkich pieniędzy i zarabiania na
tym.
Dokładnie tak samo z kolejką linową.
A panowie radni Kossakowski, Maliszewski i znakomita większość rady
oraz władz miast to żadne autoryety jeśli chodzi o inwestycje,
budownictwo, turystykę, ekonomię, public relations i marketing i
najlepiej by zrobili, gdyby nie zabierali głosu w tych sprawach.

Od redakcji też oczekiwałbym trochę krytycyzmu i mniej infantylnego
entuzjazmu dla megalomańskich pomysłów czy wręcz fannebrii coby tu
jeszcze pieprznąć w Płocku; czy wasz entuzjazm dla chybionego od
samego początku pomysłu galerii Polimeni w N.Rynku nic Was jeszcze
nie nauczył? Czy już dotarło do Was, że piękna nowa nawierzchnia i
mała architektura na Tumskiej to daleko za mało, aby mieć tam salon
miasta - bo jej status wyznaczają i determinują obecne tam nader
obficie nędza, rudery, badziwie, brud występujące zawsze razem.
Co się stanie z Falą?
Nie dziwie się że ludu tam nie ma, byłem trzy razy z 6-letnim dzieckiem. Za pierwszym razem oczywiście zachwyt pięknie, ładnie, nowocześnie, kolorowo i ładnie. Dodam że było lato i otwarte baseny zewnętrzne więc także plac zabaw z piaskownicą lody i słońce. Ludzi tyle że brakło leżaków.
Następne wizyty były jesienią i tu zaczynają się problemy. Tam po prostu nie ma co robić, oczywiście patrzę przez pryzmat pójścia z dzieckiem na cały dzień, bo chyba na takich klientach powinno zależeć najbardziej. Dzieci to najlepsza siła marketingowa nikt nie potrafi lepiej wyciągać pieniędzy z kieszeni dorosłych. Najlepszy przykład Mc Donalds głupia zabawka za 3 zł ściąga tłumy. A na Fali jeden brodzik dla maksymalnie 4-5 latków i dalej dziura, baseny z głębokością 1.35m czyli już przynajmniej 10-11 lat trzeba mieć by swobodnie i BEZPIECZNIE się w nich poruszać. W tych basenach są zainstalowane zjeżdżalnie gdzie jedna na niby pontonach jest tylko dla jednej osoby, więc razem nie da się zjechać, a zwykła zjeżdżalnia to już kompletna porażka krótka i bez rewelacji. Już zwykła pływalnia Wodny raj ma ciekawszą i przede wszystkim wypada się na płytką wodę. Kolejnym wynalazkiem jest basen z falą, fajny bajer tylko szkoda że pusty bo ile można kołysać się wśród fal? W dodatku z żałosną częstotliwością. Właśnie w tym basenie powinny być jakieś dodatkowe atrakcje dla dzieci bo woda zaczyna się od poziomu zero więc każdy i w każdym wieku może tam wejść. Będzie i bezpiecznie, nad morzem to standard wchodzisz do kolan, pasa i jest dobrze.
Tak więc kończąc tą przydługą opowieść stwierdzam że w dzieciach naszych przyszłość nie tylko z resztą Fali, ale każdych obiektów dla mas. Wtedy nawet cena 55zł nie będzie zbyt wysoka. Zabawki są droższe, a niektóre z pewnością mniej zdrowe i nie dające tyle kontaktu z rodzicami.
Więc proponuje zrobić ankietę wśród klientów co bym zmienił w aquaparku. Zamknąć póki zima, przebudować i od np. maja ruszać z marketingiem w szkołach i przedszkolach. Dla wszystkich będzie to z zyskiem (dlaczego za darmo im podpowiadam?)

Jeszcze jedna mała rzecz, nazywać się największym nie znaczy najlepszym. Przestrzeń łatwo stworzyć, trudniej zapełnić ją życiem.
CO SIE LICZY - dobre studia czy dobry kierunek???

Jestem studentem 1 roku Akademii Ekonomicznej w Katowicach na kierunku
Zarzadzanie i Marketing. I wciaz mysle - czy to dobra sciezka "kariery"? Czy
warto jest zakuwac na tak renomowanej uczelni, aby miec "tylko" magistra
zarzadzania?

Plusy, ktore sam znalazlem i mam nadzieje, ze je uzupelnicie:
- renomowana uczelnia z 70-letnia tradycja
- najbardziej ceniona z AE w Polsce wsrod pracodawcow wg ostatnich badan - 90%
osob znajduje zatrudnienie w ciagu roku po ukonczeniu studiow
- na pewno moja wiedza bedzie solidna (czy tego chce czy nie chce ;) )

Minusy (ktorych juz jest wiecej)
- "zarzadzanie i marketing" - jest to wrecz przyslowiowy kierunek "debili"
ktorzy chca studiowac cokolwiek (mimo, ze nie na AE) Nawet Pudzian sam
przyznal, ze studiuje ZiM i jedzie na sciagach.
- kierunek ten jest wykladany (a raczej "produkt kierunkopodobny") nawet na
Akademiach Muzycznych, Wyzszych Szkolach Rolniczych i innych du*nych
uczelniach w Wachocku
- kazdy pracodawca powie "z zarzadzaniem to ja mam 1000 kandydatow, nie bede
sprawdzal, kto ile umie, wezme tego, ktory ma ukonczony inny, lepszy kierunek"
- po 1 roku odpada 60% studentow, pozniej jest nie latwiej - trzeba UCZYC SIE,
UCZYC SIE, UCZYC SIE, a na koniec jest "magister zarzadzania"
- wsrod znajomych/rodziny tez prestiz niewielki (w sensie kpiny z kierunku, bo
nikt nie wie, czy to dobra uczelnia czy slaba, bo co ich to obchodzi) (np.
sasiadka zasugerowala mojej matce, ze ja bede tylko "po zarzadzaniu" a jej
kochany synus bedzie "technikiem elektromechanikiem" i bedzie mial FACH W REKU)
...
...
itd, itd... :/

Licze na SZCZEROSC a nie pocieszanie, bo i tak nic nie zmienie.

A wlasciwie to mam dzis takiego dola, ze wrecz licze, ze napiszecie
"zmarnowales sobie zycie, do konca zycia bedziesz nikim, trzeba bylo napisac
mature na 8% wiecej i bys poszedl na lepszy kierunek" lub cos jeszcze bardziej
dolujacego
tyle bzdur zostało tu napisanych, że aż trudno coś komentować. W każdym bądź
razie samouwielbienie Wrocławian żle się skonczy o czym świadczą już statystyki
za 1 kwartał tego roku.
Trudno tak jak napisałem cos tu komentować (dnia by zabrakło). Napisze tylko o
dwóch z wielu nikonsekwencji w waszych wypowiedziach.
1. Śmiejecie się z Warszwiaków (nie jestem nim, zeby była jasność), że cały
kraj budował Warszawę i "ograbiał" inne regiony. Tak to smutna prawda tylko po
pierwsze Dolny Śląsk nie był regionem bardziej ograbianym niż reszta, a
statystyka wskazuje, że był raczej w grupie która miała jednak lepiej. Dzisiaj
kiedy można powiedzieć polska buduje Dolny Śląsk zamiast grzecznie podziękować
udawadniacie, że to nie zasługa Polski tylko wasza. Ciekawe kto buduje
autostrady, tworzy strefy ekonomiczne, albo daje dotacje czy też gwarancje na
tak abstrakcyjne sprawy jak Expo czy ME. Przecież to tak tak znianawidzona
przez was Warszawa. Przecież mogła wybudować autostradę A2 zamiast A4 i ciekawe
czy wtedy byście pisali o przedsiębiorczości Poznaniaków czy Łodzian czy o
układach. jak idać zresztą zaczyna to innych wkurzać ponieważ już wiadomo że S5
po za obwodnicą Wrocławia nie będzie budowana do 2013 roku tylko Via Baltica
(cóż za gospodarny naród w tym Białymstoku).
2. W końcu jak to jest jeżli do miasta wprowadzają się nowi mieszkańcy to
znaczy, że miasto się rozwija czy to zanczy jak w przypdku Warszawy, ze
ściąga 'spady" ze wschodu i kicha się tym chwalić.

Miłem na tym skończyć, ale to wywołało mój śmiach. "Wrocław stworzyła
inteligencja ze Lwowa nie to co inne miasta, bez intaligencji".
tak statystycznie po wojnie Wrocław był szalenie inteligencki czy ktoś z was to
spawdził czy to jakiś mit. Pod względem ludzi z wyższym wykształceniem Wrocław
w 1948 roku był na 9 miejscu w Polsce po Warszawie (pewnie inteligencja z
Kieleczczyzny), Krakowie (pewnie 1948 roku nikt nie wpad na to, że kulturalną
stolici ma być Wrocław), Łodzi, Poznaniu, Lublinie, Gdańsku, Szczecinie i
Toruniu. Czyli Wrocław tak naprawdę zbudowała kilkuset tysięczna emigracja ze
wschodu (z której tak się śmiejecie i do której wstydzicie się przynać) i kilka
% inteligencji (czyli nic dziwnego w Polsce po wojnie) coś co wam się wydaje
fenomenem jest czymś normalnym w tym kraju.
Jeżeli ktoś z was ma chęć popolemizować, a nie ukrywam że jak to mówił
Pawlak 'mądrego to i przyjemnie posłuchać" to proszę odnosić się do faktów np.
Poznaniaka a nie do mitów i marketingu.
tylko nie dr Koralewska
Swego czasu podpisalabym sie pod wszystkim zachwytami dot. dr Koralewskiej, ale
po tym, jak doprowadzila mojego synka (wtedy 17-miesiecznego)do ciezkiego
zapalenia pluc, mam nieco odmienne zdanie. Krotko mowiac, jak ktos chce byc od
wszystkiego, to jest od niczego. Neonatologiem moze jest dobrym, ale dalej
uwazalabym.
Moje dziecko kaszlalo, kaszlalo, kaszlalo - diagnoza - alergia. Usuwalismy z
domu najpierw dywany, kwiaty, pierze, materace, stosujemy homeopatie, kaszle
coraz gorzej, mokro, okropnie, w nocy prawie sie dusi, pomaga pozycja pionowa,
wylacznie u mnie (w siodmym miesiacu ciazy) na rekach.
Na kolejnej wizycie (nie pamietam ile ich bylo, ale w przeciagu tych dwoch
miesiecy zmagan z choroba i pania doktor bylismy czestym gosciem w gabinecie).
Pani doktor stawia rowniez ze dwa razy banki, ja prosze o skierowanie na
przeswietlenie, bo kaszel jest coraz gorszy,w odpowiedzi slysze zarzut, ze chce
dziecko niepotrzebnie naswietlac, przeciez to alergia.

Gdzies tam po drodze wdaje sie katar, ktory nie chce przejsc, w koncu ide do
laryngologa. Laryngolog leczy katar i sugeruje,zeby w koncu ktos go osluchal, ja
na to, ze jest osluchiwany prawie co drugi dzien, ale ide znowu, dostaje
homeopatie. Po tej wizycie nastepuje sadna noc: moje dziecko nie schodzi z
moich rak (ja - zrobil sie koniec 9 m-ca), kaszle i wymiotuje, nad ranem pada.
Po paru godzinach sie budzi, ale nie wstaje, tempo patrzy w sufit, nie reaguje,
a jest rezolutnym 17-miesiecznym chlopcem. Jedziemy do pediatry poleconej przez
laryngologa. Diagnoza, jak juz pisalam - ciezkie zapalenie pluc, biodacyna
domiesniowo, zinnat doustnie, po dwoch dniach jest lepiej, po dwoch tygodniach
dochodzi do siebie, odstatni tydzien beze mnie, bo na swiat przychodzi jego
braciszek.
Po dwoch latach od tamtych dni dalej robi sie goraco, jak o tym mysle.
Dr Koralewskiej nie przychodzi nawet przez moment do glowy, ze mozna poradzic
sie kogos innego (od czego do cholery sa specjalizacje!), jest tak przekonana o
swej nieomylnosci. Leczy wszystkie choroby, szczepi, sciaga napletek i robi
pewnie tysiac innych rzeczy, o ktorych nie wiem, bo sie nie zalapalam. No
wlasnie, przypomnialo mi sie, leczy poparzenia, z marnym skutekiem. Synek mojej
kolezanki poparzyl sie wrzatkiem (twarz, bark, klatka piersiowa) a ona w
pierwszym odruchu pobiegla do dr Koralewskiej, bo mieszka blisko i ta kobieta
zaczela leczyc te poparzenia, nigdzie jej nie kierujac. Na szczescie kolezanka
byla madrzejsza ode mnie, poszla w pore do chirurga, ktory za glowe sie zlapal,
widzac masci i leki zalecone przez pania doktor, zmienil diametralnie leczenie i
dziecko wyszlo z tego prawie bez szwanku. Kolezanka mowila mi o tym ku
przestrodze, ale to sie zdarzylo, jak moj maly byl malutki, a ja bylam
zachwycona dr Koralewska.
Jej przekonanie o wlasnej nieomylnosci udzielilo sie i mnie, a przy tym jest
sympatyczna, niezwykle kontaktowa, ma swietny marketing - te komputerowe
kartoteki, wszystkie akcesoria pod reka, wizyta przebiega szybko i sprawnie,
tylko to male ale...
Naprawde rozumiem Wasze zauroczenie dr Koralewska i zycze Wam, zebyscie w wyniku
pryzkrych doswiadczen nie musialy zmienic diametralnie zdania.
To tyle, nie dalo sie krocej
czyżby żona Pana Helbina robiła karierę?
miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3971082.html

Gazeta.pl > Kraków > Aktualności

Rafał Romanowski
2007-03-07, ostatnia aktualizacja 2007-03-07 20:13
- Z takim budżetem na promocję to jak gonić trabantem mercedesa - słyszę od
Izabeli Helbin, nowej szefowej promocji Krakowa, której wydział na ten rok na
wszystkie działania reklamujące miasto w świecie ma do dyspozycji... nieco
ponad 4 mln zł.
Dla porównania: tej samej wielkości Łódź przeznacza na swą promocję w 2007
roku aż... 17 mln, a dwa razy mniejszy od Krakowa Szczecin milionów dziewięć.
Porównując te dane, aż trudno uwierzyć, że miasto, które od kilku sezonów
okupuje czołowe miejsca na listach najbardziej perspektywicznych adresów
współczesnej Europy, tak łatwo rozmienia swój sukces na drobne.

Czas spojrzeć prawdzie w oczy: Kraków z czterema milionami złotych może co
najwyżej powąchać pięty uciekającemu Wrocławiowi, który na reklamowanie swych
niewątpliwych walorów przeznacza właśnie pięciokrotnie więcej pieniędzy (ponad
20 mln). A przecież nie trzeba wspominać, co odwiedzającemu stolicę Dolnego
Śląska gościowi ma do zaoferowania wrocławska branża kulturalna (z dotacjami
idącymi w miliony złotych dla festiwali Era Nowe Horyzonty i Dialog na czele).
Gdy więc na filmowy festiwal Romana Gutka ściąga do Wrocławia kilkadziesiąt
tysięcy widzów, a teatralny Dialog staje się areną spotkań najwybitniejszych
reżyserów świata, w Krakowie zdychają z braku pieniędzy kultowe Reminiscencje
Teatralne (najstarszy festiwal teatralny w Polsce), a uznana już Łaźnia Nowa
musi upominać się o niezbędną dawkę dotacji na łamach prasy, drąc kolanami
dywany przed biurkami odpowiedzialnych za podział miejskiej kasy urzędników.

Aby ściągnąć do Krakowa inteligentną publiczność i gości, o których
odpowiednio wysoki poziom nie trzeba się obawiać, należy zdecydowanie postawić
na promocję dobrze dotowanej kultury - to credo działań tych wszystkich,
którym na sercu leży przyszłość miasta nie tylko jako taniej pijalni piwa dla
Anglików, ale przede wszystkim (od)ważnego ośrodka na kulturalnej mapie Europy
i świata. Przykłady Salzburga, Bayreuth czy Edynburga, które rokrocznie
organizują kilka znakomitych festiwali muzycznych, teatralnych czy operowych
odwiedzanych przez miliony gości, mówią same za siebie.

O tym wszystkim trąbimy na łamach "Gazety" w ramach naszej akcji "Przystanek
Kraków", o skandalicznych zaniedbaniach przekonanego o swej niegasnącej
popularności Krakowa przypominają w swych artykułach liczne autorytety w
dziedzinie nie tylko kultury, PR, marketingu, socjologii, ekonomii i biznesu.
Właśnie, biznesu...

Całkiem niedawno w inwestycyjnym rankingu najatrakcyjniejszych pod względem
największej dynamiki wzrostu gospodarczego dużych miast Europy Kraków zajął
aż... 71. miejsce. Coś jest na rzeczy, kiedy władze miasta cieszyły się z tak
żałosnej pozycji, bo... po raz kolejny wyprzedziliśmy ten "przereklamowany"
Wrocław (zajął miejsce o trzy oczka niżej). Czas chyba oswoić się z myślą, że
za rok Kraków będzie daleko w tyle nie tylko za Wrocławiem, ale również za
takimi tuzami kontynentu, jak greckie Saloniki, irlandzko-brytyjski Belfast, a
nawet... Bukareszt, które już teraz pobiły nas na głowę.

Skuteczna promocja każdego miasta opiera się na pomysłowym miksie ofert:
turystycznej, edukacyjnej, kulturalnej i biznesowej. Turystyczną już mamy,
edukacyjna stoi całkiem nieźle, nad kulturalną można co najwyżej zapłakać, a
biznesowej jak na razie daleko do spektakularnych strzałów (np. warta miliony
euro inwestycja producenta komputerów osobistych Dell w Łodzi).

Na promocyjne działania (billboardy, spoty, klipy, udział w targach) potrzeba
Krakowowi grubych pieniędzy. Na pewno nie czterech milionów złotych. I
obojętne, czy tę śmieszną kwotę uradzili radni, czy wnioskowało o nią
poprzednie, znane z ostrożności, kierownictwo wydziału promocji. Kraków nie
wypromuje się sam, jak sądzą zwolennicy tezy, że miasto swej genialności
odjechało konkurencji hen, hen daleko. Nie dziwmy się więc, jeśli za rok okaże
się, że w promocyjnym wyścigu polskich miast wyprzedzi nas nawet... Bełchatów.
Skoro w piłce nożnej im się udało...
Żyjemy w czasach wszędobylskiego marketingu. Ten kto się nie promuje nie
istnieje. I lubuskie w Świecie nie istnieje. Wrocław promuje się i przy okazji
region podobnie U marszałkowski. Zielona Góra i Gorzów dają marny potencjał
intelektualny, naukowy, infrastrukturalny, kadrowy województwu i niestety też
marne zarzadzanie.
A tu masz z życia wzięte:
Wyobraź sobie że Prezydent Wrocławia jeździ po świecie i ściąga inwestorów na
DŚ.

"..Dutkiewicz (po raz kolejny) mocno zabiegał o tą inwestycję. Decyzja, że
Cadbury chce postawić nową fabrykę zapadła znacznie wcześniej, tyle, że przez
długi czas Polska miała rywali w postaci innych krajów. Tą inwestycją z branży
spożywczej, o której prezydent mówił od prawie roku przy rożnych okazjach, była
własnie owa inwestycja Cadbury..."

Fabryka powstanie albo w Kobierzycach, albo w Brzegu.

(C) Puls Biznesu
Gumy za 400 mln zł
14 grudnia 2005
Małgorzata Grzegorczyk

Cadbury Schweppes zbuduje w Polsce zakład i zatrudni 500 osób. Gdzie? O tym
poinformuje w styczniu.
Notowany w Londynie i Nowym Jorku koncern postawi fabrykę gum do żucia w
Polsce. Inwestycja sięgnie 100 mln EUR (400 mln zł. Produkcja gum w
pastylkach ma ruszyć na początku 2008 r. Początkowo w fabryce będzie pracować
300 osób, docelowo 500.

— Rynek gum do żucia rósł w latach 2001-04 w tempie 6,4 proc., podczas gdy
pozostałe słodycze notowały średnio 3 proc. wzrostu. Stąd decyzja o budowie
fabryki — wyjaśnia Peter Knauer, prezes Cadbury Wedel.

Cadbury produkuje w Europie w Rosji, Hiszpanii oraz, pośrednio, w Danii. Polska
fabryka pozwoli na rezygnację z pośredników.

Tajemnicze miejsce
— Dokładną lokalizację nowego zakładu podamy w ciągu kilku tygodni — zapewnia
Judith Pickering, dyrektor programu inwestycji w Cadbury Schweppes.

Podobno z 20 rozważanych miejsc spółka rozpatruje obecnie trzy w południowo-
zachodniej Polsce, w tym Kobierzyce, w których koncern ma już zakład słodyczy.
Według Andrzeja Zdebskiego, prezesa Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji
Zagranicznych (PAIIZ), która od kilku miesięcy prowadziła projekt, w grę
wchodzą województwa dolnośląskie i opolskie. Inwestor szuka dużej działki, z
możliwością rozbudowy w przyszłości. Jak zapewniła Teresa Korycińska z
Ministerstwa Gospodarki, koncern może ubiegać się o objęcie fabryki specjalną
strefą ekonomiczną, co oznacza zwolnienie z podatków.

— Rozpatrujemy tę możliwość — przyznaje Judith Pickering.

— To od decyzji o lokalizacji będzie zależała ostateczna konfiguracja dotycząca
pakietu zachęt inwestycyjnych dla firmy — mówi Andrzej Zdebski.

91 punktów na 100
Polska okazała się optymalną lokalizacją fabryki gum do żucia spośród nowych i
przyszłych krajów członkowskich UE. Na zlecenie Cadbury Schweppes oceny
dokonała spółka Cushman & Wakefield. Polska spełniła oczekiwania koncernu w 91
proc. Za nią uplasowały się Węgry, Słowacja, Czechy i Litwa. Ponieważ nowy
zakład ma produkować głównie na eksport, koncern szukał lokalizacji z dobrą
infrastrukturą. Chodziło też o niskie koszty. Tu Polska znalazła się na trzecim
miejscu, po Łotwie i Bułgarii. Ostatecznie Cadbury Schweppes zdecydował, że
zainwestuje w południowo-zachodniej części Polski.

Projekt Cadbury Schweppes to największa inwestycja branży spożywczej w Polsce w
tym roku. Jak poinformował PAIIZ, do końca 2004 r. inwestorzy zagraniczni
wyłożyli 6,63 mld USD. Najwięcej inwestycji napłynęło do piwowarstwa (ponad 2,2
mld USD), produkcji czekolady i wyrobów czekoladopodobnych (1,8 mld USD).

Źródło:
Archiwum Puls Biznesu
wyd. 1992 str. 11
Tytul nie jest najszczesliwszy, to prawda, ale poza "profil lacza" tez mi nic
madrego do glowy nie przychodzi.

Twoje pytanie jest proste i logiczne, ale odpowiedz juz taka prosta nie bedzie.
Generalnie wszyscy dostarczyciele "domowego" internetu stosuja asymetryczny
podzial predkosci. Wynika to z dwoch czynnikow.

1. Marketing - domowy uzytkownik wiecej sciaga niz wysyla. Zwykle w stosunku
10:1. "Odczucie" predkosci jest wiec bardziej zwiazane z download niz upload.
Latwiej wiec jest sprzedac usluge 4Mbps niz symetryczna 2/2Mbps. No i druga
sprawa zwiazana z pieniedzmi; symetryczne lacza sa skierowane bardziej ku
uzytkownikom biznesowym, a co za tym idzie mozna wiecej zadac wiec za nie
pieniedzy i wiazac je z innymi dodatkami, takimi jak np. staly adres IP.

2. Technologia -
ADSL - W tym przypadku mamy do dyspozycji pasmo 1.1MHz podzielone (zaleznie od
wersji)na ok. 256 kanalow po 4kHz. Kanal 0 to glos, 1 do 4 odstep miedzy glosem
a danymi z tym, ze kanaly 5 do 25 rowniez nie sa uzytkowane. Dane sa
transportowane na kanalach 26 do 108 - upstream, 138 do 1104 downstream. Jak
latwo zauwazyc w tej technologii wiecej kanalow jest przydzielonych dla
downstream. Na podstawie proporcji z tego schematu budowane sa "profile
uzytkownika". Podczas synchronizacji modemu z DSLAM wybierane sa tylko te
kanaly, ktore gwarantuja niezaklucona transmisje. Niestety, w rzeczywistosci
wiele z nich nie nadaje sie do wykorzystania ze wzgledu na szumy i zaklucenia.
Dotyczy to szczegolnie tych na nizszych czestotliwosciach, ktore sa bardziej
podatne na szumy. Czyli "normalnym" ADSL max to jakies 8Mbps down / 1Mbps up.

Kabel - Dzisiaj korzysta sie glownie ze standardu DOCSIS 2.0 (DOCSIS 3.0 dopiero
niedawno zaistnial na rynku). Podzial pasma wyglada mniej wiecej tak: upstream -
pasmo o szerokosci do 6,4MHz w zakresie czestotliwosci zwykle od 15 do 40 MHz.
Downstream zykle jest umiejscowione w przedziale czestotliwosci 600MHz do 750MHz
z szerokoscia pasma 8MHz (PAL). DOCSIS 2.0 ma max przepustowosc 55Mbps down i
30Mbps up. I tu tez widac, ze pasmo podzielone jest nierownomiernie.
Ograniczenia podobne jak przy ADSL - kanaly o niskich czestotliwosciach narazone
sa bardziej na znieksztalcenia i szumy oraz ze wzgledu na stosowany rodzaj
multiplexing'u TDM i inaczej sie nie da, bo dostepny jest tylko jeden kanal dla
kazdego kierunku transmisji.

Bezprzewodowo - Na tym nie znam sie najlepiej, ale ogolne zasady sa podobne do
opisanych powyzej. Z takimi roznicami, ze multiplexing nie jests dokonywane na
poziomie wylocznie czestotliwosci a raczej na poziomie kodu i czestotliwosci
(FDMA i CDMA). Problem polega rowniez na implementacji modulacji DSSS / spread
spectrum - czyli rozpoznawania klientow (komputerow/komorek) rozsianych
geograficznie i przydzielenie im odpowiedniego kanalu w czasie rzeczywistym. W
wypadku sieci typu EDGE/GPRS po prostu latwiej "rozsiewac" informacje niz ja
odbierac z urzadzen mobilnych.

Polecam bardzo przystepny wyklad na Youtube:
www.youtube.com/watch?v=QE-GmtXIKGs
Gosciu opowiada o bardzo podstawowych rzeczach dotyczacych mobilnych aplikacji -
komorek, transferu danych..

cheers
Moj brat zarabia w Niemczech 1400 euro + jego żona 2400 euro. On płaci za film
10 do 20 euro ... ile tych filmów mogą kupić za wypłatę ?
Zapewniam ze On wcale nie ściąga filmów z Internetu tylko porostu kupuje je, bo
go stać!

Średnio w Polsce ludzie zarabiają 180 do 250 euro

Co jest lepszym rozwiązaniem z według Pana? (A. Zarabiać chociaż np 1000E (B.
czy zamykać Bogu winne portale z napisami.

Na pewno odpowiedz (A) bo jest korzystniejsza - ale nierealna bo rząd nic nie
zrobi tak samo jak nierealne jest twierdzenie że zamkniecie portali napisów
zmniejszy piractwo.

A teraz kilka takich „antygutowskich” przemyśleń niektórych zwolenników
gutkopodobnych:

„Jeśli film będzie po 10zł to i tak będą ścigać z Internetu”
Tak będziemy ścigać z Internetu bo nauczyliśmy się żeby nie kupować czegoś co
pan i panu podobni zareklamują w mediach a inaczej to OSZUKA nas
Bo opisy i reklamy nie są często adekwatne do filmu.
Uważa pan nas za złodziei a sam nim pan nie jest?
Jest pan złodziejem i do tego oszustem bo kłamstwem czyli oszustwem stara się
sprzedać swój produkt. Wycinanie najlepszych scen z filmu który w
rzeczywistości jest nudny, dodawanie w tle głosu lektora, najlepszych
fragmentów ścieżki dźwiękowej z filmu no i montaż w całości upiększanie z jak
najlepszej strony jest niczym innym jak oszustwem z premedytacją!
Owszem powie pan ze musi być reklama/marketing itd. Ale ta reklama często mija
się z prawda, to tak jak oglądać w telewizji reklamę produktu, w którym to pani
jednym ruchem wyciera 1cm brudu i rdzy, a tak w praktyce to sorry ale to tylko
reklama.
Wiec może coś w tych reklamach jest nie tak? Może to gdyby nie było reklamy
cudownego środka to bym nie wydał pieniędzy na takie gó.., skoro nie działa.
Reklama jest potrzebna żeby konsumenci wiedzieli co jest na rynku ale jak już
jest to niech będzie prawdziwa i nie oszukiwała ludzi bo to jest chyba właśnie
kradzież z oszustwem.
Dlaczego kradzież? bo skoro zostałem oszukany i dałem tez swoje pieniądze
których już nie mogę odzyskać za to ze produkt nie spełnia oczekiwań mimo tych
wspaniałych reklam - cwancykiem wyciągnęliście pieniądze z mojego portfela.
Nie mam pieniędzy nie mam produktu, bo ten mogę sobie wywalić do kosza.
Przykład:
Raport mniejszości byłem na tym w kinie i strasznie wynudziłem się. Dla mnie
film średni i dla znajomych też. Ale jak widziałem reklamę najlepsze sceny
akcja non stop efekty to od razu poszedłem do kina…
A czy gdyby w tych scenach nie wybierać tylko najlepszych momentów i robić z
tego niewiadomo jakiego super hitu? Trzeba pokazać prawdę .. być może wtedy nie
poszedłbym na ten film albo przynajmniej nie rozczarowałbym się widząc co
oglądam a tak stałem się ofiara oszustwa z premedytacją za które to oszustwo
zapłaciłem oszustom.
Chociaż w kwestiach reklam nie jestem ekspertem to przynajmniej jest w tym
trochę prawdy.

Wiec jeśli nazywamy kogoś złodziejami a właściwie nie kogoś tylko prawie
większość społeczeństwa internetowego to powinniśmy być przykładem dla tego
społeczeństwa i nie kierować się chęcią zysku swojego portfela. Nie wydaje mi
się żeby pan był taka osobą.
Wiec jest pan oszustem żerującym na ludziach! który głosi ze to społeczeństwo a
przynajmniej jego cześć to złodzieje! SKANDAL!
Aha, tak BTW
Czy tylko ja nie trawię <xxx>? Czy tylko moje poczucie estetyki razi
niemiłosiernie brzydki, <dowolny przymiotnik> głos <wokalista xxx>?
Czy tylko ja mam chęć zwrócić obiad, gdy słysze zawodzenie tego zespołu?
Zawsze gdy mam tego pecha i trafię w radio, badź telewizji na ten zespół, po
prostu wyłączam źródło tego nieznośnego kwiczenia.
<xxx> i tzw,,muzyka"jaką oni prezentują rani moje poczucie estetyki.
Wokalista ma <przymiotniki> głos.
Nie potrafi <różne rzeczy, których ww. nie potrafi z głosem zrobić>,w jego
głosie nie ma za grosz ,czegoś, co sprawiłoby, że można by go
okreslić ,przynajmniej,jako znośny.
Spiew <wokalista xxx> kojarzy mi się z jakimś weselnym grajkiem, który by
dorobić sobie
dodatkowe pieniądze, chałuturzy i porykuje na wiejskich weselach.Tyle ,że
taki grajek robi to za 300zł za noc, a <wokalista xxx> za <baaaaardzo duża suma
pieniędzy>.
Zapewne gdyby dokonała sie zamiana i <wokalista xxx> stękał by tym swoim
głosikiem na
wiejskich potancówkach, a weselny grajek na wielkich stadionach, mało osób
zauważyłoby różnice.

Kwestia teskstów tego zespoliku.W zasadzie należałoby to przemilczeć.Utowry
disco-polo to przy grafomańskich popisach <xxx> ,szczyt poezji i wyrafinowanego
słowa.
Utwory typu <wielki hit zespołu xxx> <inny wielki hit zespołu xxx> ,byłyby
pewną
ujmą i wątpie ,czy przeszłyby przez weryfikacyjne sito zespołu Top One, i
odzrucone by zostały jako popis grafomaństwa, infantylizmu i doskoanale
zilustrowanie tezy, jak pisac pisoenki, gdy się tego nie umie robić, gdy się
nie ma nic do powiedzenia.

Kwestia instrumentarium, melodyki.Tu również nasuwa sie analogia do zespołu z
wiejskiej potańcówki.Ot przygrywają sobie panowie, bo muszą z czegoś życ.
Widać ,że nie chcę ,że im wstyd za to co robią, ale by miec pełne
prtfele ,pryzmykają na to oczy , i pichcą ta swoją żałosną mruczankę do
obrzydzenia.

Wielkim smutkiem napawa mnie fakt, że ładnie opakowane ,popisowo promowane,
lansowane aż do obrzydzenia, beztalencie , jakim jets zespoł <xxx>, ma tak duże
grono symaptyków.
Smutno mi z tego powodu ,ale nie pozostaje mi nic innego,jak zgodzić się ze
starym powiedzeniem, ludzi pracującyh w marketingu,,Jak zrobimy dobrą
kampanię,jak odpowiednio wypromujemy towar, jak wyłozymy na to miliony
dolarów-to ludzie będą kupować gó.. w woreczkach po 100 dolarów, wierząc że
tego potrzebują"?

Jak ktoś ,również nie trawi tego zespołu i nie daje się robić prze
marketingowców w balona i ma swoje gusta ,swoje zdanie, potrafi powiedzieć
nie temu zespolikowi, który wyskakuje nawet gdy się otwiera lodówkę, niech
się wpiszę.

Fajna ściąga wyszła, nie ? W miejsce " xxx " wstawcie nazwę dowolnego słynnego
zespołu, którego najbardziej nie lubicie, i macie gotowy " rzeczowy " i "
inteligentny " krytyczny tekst. Miłej zabawy. Pozdrawiam
dobra ja coś napiszę.

W trakcie studiów było coś takiego jak konsultacje w szkole wyższej. To jest
takie coś że się przychodzi po godzinach lekcyjnych każdy profesorek doktorek i
magisterek który wykłada/ćwiczy/laboruje ma wyznaczone godziny dyżurowania i
siedzi w swojej kanciapie a studenciaki mogą przyjść pogadać o przedmiocie,
wypytać o coś czego się nie wie/nie rozumie itd.

Zastanawiam się czemu nikt w tym ja nigdy z tego nie korzystałem i czy ludzie
korzystają z tego bo nie słyszałem. Przecież to jest bardzo dobra forma
nauczenia się/dowiedzenia czegoś konkretnie co nas interesuje a nie co jest
podane na talerzu, albo pomoc w wyjaśnieniu czegoś czego się nie kuma. Tymczasem
ludzie woleli nie wiedzieć, napisać ściągi, jakoś zakombinować albo zwyczajnie
kuć materiał niż uczyć się czegoś mądrze. Może nie byłoby wtedy problemu z
bezrobotnymi absolwentami ekonomii czy zarządzania i marketingu jakby dobrze
rozumieli swój fach i wiedzieli co po tych kierunkach można konkretnie i gdzie
robić na jakich stanowiskach. Brakuje tego nakierunkowania przez szkoły do zawodu.

Miałem sam doktorka który na jednym przedmiocie zrobił nam taką ocenę co
planujemy dalej z naszym życiem zawodowym i poopowiadał trochę jak to on robił.
Dał radę żeby się nigdy nie zamykać na dłużej w środowisku robotniczym i dał
przykład stoczni w której robił. Bo mówi ze jest fajnie tylko przeklinanie,
picie, ograniczony zasób słownictwa i że człowiek się nie rozwija. Dał zadanie
takie zrobić projekt jakiegoś przedsięwzięcia biznesowego typu firma. I to było
na zaliczenie. Zrobiłem taki, dostałem za niego pionę. I pare osób się zgłosiło
że wyjadą za granicę od razu po otrzymaniu dyplomu. Innego kolesia od razu
zgarnął stary do zajazdu leśnego żeby tam pracował w gastronomii jako kelner.
Parę osób zrobiło prawko na tira, inni jeżdżą na budowy w niemczech, paru
pracuje w salonach sprzedaży telefonów, sprzedają ubezpieczenia w punkcie jako
doradca klienta, itd. Tak wygląda rynek pracy w Gorzowie i perspektywy zawodowe
ludzi po studiach. Miasto jest robotnicze i szuka się ludzi do łopaty i ciężko
takich znaleźć bo każdy by chciał do biura. A jak nie ma to siedzi na bezrobociu.

Głupie to i nie wiem ktoś powinien z tym coś zrobić a może dobrze jest tak. Ale
sądze że niedobrze bo człowiek kończy studia i jakiś prywaciarz ma problem co z
takim zrobić bo on potrzebuje robotnika żeby zasuwał a nie jakiegoś ekonomistę
bo na h** mu? Jak on sam wie wszystko a czego nie wie to księgowa wie (roboty ma
po uszy i ani myśli ją odciążyć zatrudniając informatykę czy ekonomistę żeby jej
pomógł poprawić wyniki finansowe firmy),
tak naprawdę to firmy gorzowskie (a jest ich niewiele tych konkretnych firm a
nie sklepów czy punktów sprzedaży kredytów, telefonów i ubezpieczeń albo
zagranicznych oddziałów fabryk-montowni typu tpv, sebn czy bama gdzie ludzie
machają rękami jak roboty), to założył je robotnik który pracował w jakimś
zawodzie np mechanika. I założył warsztat i zatrudnia teraz mechaników a
potrzebuje tylko ich i księową jakąś, sekretarke moze i to wszystko. Na co mu
ekonomista czy jakiś po marketingu. Nie pomyśli że może mu firmę zareklamować,
sprawić ze więcej klientów przyjdzie, więcej zarobi. Albo firma produkcyjna że
zatrudni analityka finansowego (nie człowieka potrafiącego księgować tylko
analityka - odróżniacza co potrafi znaeleźć błedy w istniejącym systemie i umie
je poprawić żeby przedsiębiorstwo miało lepsze wyniki, zatrduniało wiecej ludzi
itp). Nie rozumiem tych firm gorzowskich, ich ograniczania, śmiania się z
magistrów, wmawianie że są niepotrzebni, zaganianie na kasę itd.

Z poczatku można wpaść w kompleksy ale jak się bliżej przyjrzeć i pomyśleć to
właściciele firm prywaciarze w gorzowie są po prostu bezrozumnymi idiotami
ograniczeni ze strachu przed własnym kompleksem. A ludzie po studiach są ok gdy
sobą coś prezentują a nie przechodzili na trójach. Tylko że ci najlepsi i tak za
dobrze nie skończyli. Bo najwięcej zarabiaja ci słabiej uczący się którzy
powyjeżdżali do anglii i pracują tam w fabrykach na produkcji. Mają godziwe
zarobki ale tęsknią za krajem.
@wowo5
A ja Tobie "rzycze" dobrego słownika na mikołaja. Po pierwsze Dell wspiera
linuksa. To pierwszy powód dla którego powinieneś przejść na Linuksa wbudowany w
system słownik. na ircu gg podczas przeglądania stron wykrywa błędy. Po drugie
Linux staje się coraz popularniejszy na laptopach bo wypadku przy pracy czyli
Viście. Tanie kompy w Ameryce z preinstalowanym Ubuntu z E17 rozeszły się w 2
tygodnie, Visty ludzie nie chcą palcem tykać. Kiedyś Linux nie miał szans ze
względu na trudność obsługi tegoż ustrojstwa, natomiast obecnie w wielu rzeczach
bije Windowsa na głowę jak choćby repozytoriami oprogramowania czy choćby
efektami pulpitu.

Ktoś napisał, że powershell jest lepszy od basha. Dobry żart, na Bashu to
zamieść xD. Shell windowsowski na razie raczkuje kopiując kawałkami basha.

@Andi
Redhat i Novell kosztują ciężkie pieniądze wiec nie pisz głupot o tym, że Linux
jest za darmo.

Wypowiadacie się na temat Linuksa, a nie potraficie odróżnić Open Source od
Freeware żal.pl

@unhappy

99,5 procent mężczyzn w Polsce ślini się na widok Dody. A przecież ona jest tak
brzydka i sztuczna, że rzygać się chce.(Proponuje Ci zobaczyć archiwalne
materiały z programu BAR). Ja wiem tylko tyle masę można omamić ogłupić
marketingiem dlatego 99,5(statystyki MSu) używa Windowsa, a co najmniej 20
procent z nich nie zdaje sobie sprawy, że nie potrzebują tego systemu.

@Macho

Zmarnowałem 4 lata przy Windowsie. Dziękuje postoje. formaty od wirów, wieszanie
się, pady systemów, gó..any soft dodawany do systemu na start. Nie będę grzebał
w rejestrze bo ktoś zwalił sprawę lub mu sie nie chciało dobrze napisać systemu.
Ubuntu mam gotowe do pracy po 2 h, a z windą męczyłem się ładnych parę godzin
zanim wszystko co potrzeba było zainstalowane. Obecnie nie wiem co to rejestr,
nie wiem co to defragmentacja i nie wiem co to wirus.

@mileyski

Nie mam czasu grzebać w rejestrze konfigurować antywira i inne anty syfy bo
producent daje mi gniota nie system. Programy które wymieniłeś mało obchodzą
zwykłych userów.

@ blogfiles

Przed chwilą mi się kumpel żalił, że mu laptop nie trybi pod XP bo sterów pod
dźwiękówkę i innych dupereli nie wydali. Wiec nie chciał tak Windowsa bo tu też
nie działa masa rzeczy.

Większość pierdzieli o PSie i innych rzeczach, ale po kiego grzyba ten soft
zwykłemu userowi? Zwykły user ściąga Gimpa i Picasę od Googla i tyle wystarczy.
Przeglada internet w FF i odbiera poctę w Thunderbirdzie. A sterowniki? Mi
działa wszystko bo badziewia nie kupuje. To producent ma się dopasowywać do mnie
nie ja do producenta. I nie wmawiajcie, że użytkownicy Linuksa korzystają z tego
systemu bo jest za free. Windows też jest za "free" i dlatego tyle osób z niego
korzysta, a MS ma zapewniony monopol.
Ja wiem co się dzieje. Poniżej opis sytuacji w Galerii. Może ktoś z
prasy zainteresowałby się tą sytuacją. Moim zdaniem działania
zarządu Vistula Group doprowadzą do likwidacji Galerii Centrum i
powinny stać się przedmiotem zainteresowania prokuratora.
• Galeria Centrum została przejęta przez Vistulę w styczniu
2007, wg informacji dostępnych w mediach Vistula zapłaciła
dotychczasowemu właścicielowi NFI Empik Media Fashion 10mln zł,
ponadto V&W poręczyła spłatę przez Galerię Centrum wszystkich
pożyczek udzielonych jej przez EMF, których łączna kwota wynosiła z
odsetkami ok. 14,9 mln zł.
• Zaciągnięty został kredyt przez Vistula &Wólczanka w Fortis
Bank w wysokości 250mln na zakup akcji W. Kruk (pierwotny termin
spłaty – 31/03/2009, potem kolejne prolongaty 30/06 i 31/07).
Zastawem kredytu miała być Galeria Centrum
• Galeria jest częścią Vistula Group, w skład której wchodzą
również: Vistula, Wólczanka, Kruk
• GC jest w stanie upadłości z możliwością układu (wyrok sądu
w tej sprawie zapadł w dn. 01/07/2009), oznacza to że jest możliwość
ustalenia z wierzycielami formy i warunków spłaty długów. Jeśli nie
uda się dojść do porozumienia z wierzycielami – firma zostanie
postawiona w stan upadłości likwidacyjnej, majątek firmy (czyli de
facto jedynie towar, którym dysponuje) zostanie wyprzedany na
pokrycie zadłużenia, co wystarczy jedynie na spłatę niewielkiej
części zobowiązań GC.
• Firma, żeby przetrwać musi prowadzić działalność komercyjną,
musi kupować towar od dostawców, który będzie sprzedawany w sklepach
sieci. Możliwa jest współpraca z dostawcami na zasadach 100%
przedpłaty za wystawione faktury, lub na krótki termin. Niestety nie
ma pieniędzy na zakup towaru, co stawia pod znakiem zapytania
możliwość uratowania Galerii Centrum
• 28/08/2009 (piątek) złożył rezygnację dotychczasowy prezes
GC Wojciech Radomski, który w trakcie swojej półrocznej działalności
na stanowisku prezesa deklarował wolę uratowania spółki Galeria
Centrum, jego działania były przejrzyste – pracownicy byli
informowani o podejmowanych działaniach. W poniedziałek 31/08/2009
został powołany nowy prezes, Jarosław Lech (okres weekendu
wystarczył na znalezienie nowego prezesa GC?). Nowy prezes ma 33
lata i jest radcą prawnym z Krakowa.
• Działania na szkodę Galerii Centrum prowadzone przez zarząd
Vistula Group w osobie Michała Wójcika – nieodpłatne korzystanie z
powierzchni poszczególnych Galerii oraz z pracowników GC w celu
sprzedaży asortymentu Vistuli, obciążanie Galerii kosztami
zatrudnienia pracowników biurowych pracujących w rzeczywistości dla
Vistuli (marketing, projektanci, księgowość), zaciągnięte kredyty
pod zastaw GC, głębokie przeceny towaru poniżej cen zakupu (50-80%
od cen detalicznych) - pytanie: co się dzieje z uzyskanymi w ten
sposób środkami? wiadomo, że nie są przeznaczone na zakup towaru (co
zresztą i tak byłoby bez sensu wobec wyprzedaży towaru poniżej cen
zakupu)
• Fortis Bank ściąga bezprawnie swoje wierzytelności z konta
Galerii Centrum (do końca sierpnia ponad 7 mln zł) – w świetle prawa
upadłościowego po ogłoszeniu wyroku sądu w sprawie upadłości z
układem wierzytelności powstałe przed 01/07/2009 wchodzą w masę
upadłościową i są przedmiotem postępowania układowego z
wierzycielami. W tej chwili wygląda to tak, że jeden wierzyciel może
ściągać swoje wierzytelności, a pozostali muszą czekać na wyniki
procesu układowego. Pytanie: czy Fortis Bank działa w porozumieniu z
zarządem Vistula Group? Jeśli tak, to porozumienie to godzi w
żywotne interesy Galerii Centrum a także w interesy pozostałych
wierzycieli, 7 mln zł zabrane przez Fortis Bank mogłoby zostać
wykorzystane na zakup towaru, a wypracowane zyski umożliwiałyby
spłatę zadłużenia wg przyszłych ustaleń podjętych w wyniku
postępowania układowego

Komu zależy na całkowitej likwidacji Galerii Centrum? Komu zależy by
nie spłacić zaciągniętych długów? Na jakie cele zostały przeznaczone
zaciągnięte kredyty, co się stało z tymi pieniędzmi? Na jakiej
podstawie zostały udzielone te kredyty (ich wysokość znacznie
przekracza majątek Galerii Centrum, która przecież nie posiada
żadnych nieruchomości – budynki w których znajdują się sklepy są
wynajmowane, podobnie jak powierzchnie w centrach handlowych,
jedynym jej majątkiem jest towar – na koniec sierpnia 2009 ok. 16
mln w cenach zakupu).
Czy ktoś mógłby wyjaśnić co się dzieje w Galerii Centrum? Może uda
się uratować firmę przed likwidacją, jeżeli wyjdą na światło dzienne
tajemnicze machinacje zarządu Vistula Group, które moim zdaniem mają
na celu szybkie spieniężenie majątku Galerii i wyprowadzenie
uzyskanych środków ze szkodą dla pracowników firmy, którym grozi że
w razie upadku Galerii zostaną bez wszelkich świadczeń.
rodacy wracajcie do ojczyzny-trwa akcja werbunkowa
z gazety.pl
Wrocław ściąga polskich pracowników z... Anglii
Michał Kokot, Wrocław 26-04-2006, ostatnia aktualizacja 25-04-2006 23:52

Wrocław chce ściągać do kraju Polaków, którzy za chlebem wyjechali do Anglii
i Irlandii.

Na ulicach Londynu zawisną billboardy namawiające Polaków do osiedlenia się
we Wrocławiu. Planowane są też spotkania z Polakami w kościołach, dyskotekach
i modnych klubach.

Głównym punktem akcji ma być organizowany 10 września festiwal w londyńskiej
dzielnicy Ealing Common, gdzie mieszka ok. 30 tysięcy Polaków. - Damy
ogłoszenia w lokalnej prasie. Szacujemy, że przyjdzie co najmniej 20 tys.
osób - mówi Jerzy Szegidewicz, dyrektor oddziału Polskiej Organizacji
Turystycznej w Londynie, która współpracuje z miastem.

Wrocław zdecydował się na taką akcję, bo z powodu boomu inwestycyjnego w
mieście zaczyna brakować pracowników. Choć bezrobocie nadal przekracza tu 10
proc., to w wielu zawodach jest więcej ofert pracy niż chętnych. Brakuje
specjalistów z branży informatycznej i finansowej oraz cieśli, zbrojarzy,
malarzy i murarzy.

A pracy będzie jeszcze więcej - tylko we Wrocławiu i pod miastem do 2008 roku
wielkie firmy zainwestują blisko 5,5 miliarda złotych. Będą potrzebowały 26
tysięcy pracowników.

Wrocławscy urzędnicy liczą na wykształconych emigrantów, którzy za granicą
nie realizują się zawodowo. - Na przykład na doktoranta, który pracuje "na
zmywaku" - mówi Paweł Panczyj, prezes Agencji Rozwoju Aglomeracji
Wrocławskiej.

Na zmywaku można zarobić ok. 800 funtów tygodniowo, czyli ok. 4500 zł.

Kacper Cecota skończył we Wrocławiu dziennikarstwo i filologię romańską. W
ubiegłym roku wyjechał do Anglii i pracuje jako kelner w restauracjach: -
Gdybym tylko miał ofertę pracy w swoim zawodzie za 2 tysiące złotych, nie
wahałbym się wrócić do Wrocławia. Nie powstrzyma mnie to, że tu mogę zarobić
więcej. Anglicy szukają głównie taniej siły roboczej w zawodach, których sami
nie chcą wykonywać. Jako tłumacz nigdy nie dostanę tu pracy.

Głównymi celami kampanii będą metropolie - Londyn i Dublin, w których mieszka
najwięcej młodych Polaków. Kampania ma trafiać nie tylko do byłych
wrocławian. Miasto będzie zachęcać dobrą pracą i niższymi kosztami utrzymania
niż np. w Poznaniu i Krakowie. Jeżeli ktoś myśli o własnym biznesie,
wrocławscy urzędnicy doradzą mu, jak założyć firmę i zdobyć na nią korzystny
kredyt.

Wrocławskie firmy już teraz ścigają się w ofertach dla specjalistów. W całej
Polsce kuszą ich rosnącymi płacami, możliwością szybkiego awansu i pracy w
zagranicznych filiach. Krzysztof Adamus z Adecco Poland, firmy pośredniczącej
na rynku pracy, szacuje, że za rok, półtora tylko w Warszawie będzie się
zarabiać więcej niż we Wrocławiu. Teraz lepiej jest jeszcze w Katowicach i
Gdańsku.

Legalnie w Wlk. Brytanii pracuje 205 tys. Polaków. Z raportu brytyjskiego
ministerstwa spraw wewnętrznych wynika, że szybko ich przybywa. W drugiej
połowie 2004 r. do legalnej pracy w Anglii wyjechało 51 tys. Polaków, a w
drugiej połowie 2005 r. już 72 tys. Tuż po wejściu do UE pracowaliśmy głównie
w gastronomii. Teraz najwięcej osób pracuje w administracji i marketingu - 63
tys., a w gastronomii - 45 tys.

W Irlandii wg szacunków ambasady pracuje ok. 80 tys. Polaków.

RODACY WRACAJCIE DO SIEBIE, DO OJCZYZNY, DO MATKI, DO POLSKI!
SGH Warszawa
Mam przyjemnosc studiowania na tej uczelni, ale to co sie dzieje w czsie sesji
to nieprzyjemnosc. Zaczyna sie na jakies 2 tygodnie przed egzaminami: zapchane
punkty od ksero, ludzie pozyczajacy od ciebie notatki, nagle przypominaja sobie
o starej przyjazni sprzed 5 semstrow, chociaz "czesc" nikt powiedziec nie
raczyl... Oczywiscie pozyczysz cos jednej osobie, a na egzaminie sie okazuje ze
wszyscy maja twoje notatki, no bo "wiesz, prosili zeby dac im skserowac..."
OK, moze bylem glupi i naiwny, od tego czasu nie daje nikomu notatek. Hehehe
lubie te miny jak im mowie "przykro mi, ale nie daje notatek do kserowania...".

Zbliza sie egzamin. Jesli jest w auli zaraz po poprzednim egzaminie albo
zajeciach, to sceny w drzwiach przypominaja te z Media Markt. Groteska.
Najlepsze sa takie blondynki na szpilkach, jeszcze nie widzialem zeby ktos tak
szybko na 10 cm obcasach zapierniczal po schodach na gore auli i darl
sie "zajete, zajete!!" Niektorzy agenci maja wytrenowany rzut plecakiem,
oczywiscie tam gdzie upadnie plecak tam zajety jest caly rzad (albo i dwa
nastepne). OK, wszystko jedno, tylko po co te szczurki tak sie spiesza ? Czyzby
im dalej od katedry tym latwiej sie skupic na egzaminie? A moze wygodniejsze
lawki? Nic z tego, wszyscy beda ordynarnie sciagac. Zrzynac. Oszukiwac. Krasc.
Dla mnie to sa synonimy. I tak tez jest na calym prawie swiecie tylko nie w
Polsce. Oczywiscie im blizej do rozpoczecia egzamu, tym wieksze luzy na sali,
bo sie okazuje, ze 10 osob zajelo dla tego samego kolegi, a on nie przyszedl na
zerowke.
Ok, siedze. Aula wykladowa na 200 osob, na egzamin przyszlo 120. Oczywiscie
panuje zasada "siadamy co drugi rzad", wiec scisk jest nieprawdopodobny.
Przychodzi pan/pani profesor, oczywiscie sam(a) (nie ma asystentow w tej
szkole???). Robi smutna mine...- prosze panstwa, warunki sa trudne, wiec bede
szczegolnie pilnowac zeby nikt nie sciagal. Jakies panienki kolo mnie nerwowo
upuchaja sciagi pod pulpitem. Za mna jakis kolo cos tlumaczy drugiemu,
oczywiscie wszystko na odwrot ale mowi tonem akademickiego profesora z 50
letnim stazem (glupek czy sabotazysta?).

Zaczyna sie rozdawanie prac. - prosze panstwa, odwracamy kartki, dopiero jak
rozdam ostatnia. Niestety, nie udalo sie. Profesor jest przy trzecim rzedzie a
pierwszy wlasnie zobaczyl jakie sa pytania i goraczkowo je konsultuje. - bardzo
prosze nie rozmawiac! Jasne, wszyscy nagle ucichli... Zaczyna sie pisanie, jest
taki tlok, ze nawet nie chcac zaglada sie drugiej osobie przez ramie na jej
prace. Oczywiscie wszedzie teatralne szepty...Ej, ej, co masz w trzynastym?

Tak przez 50 minut. Przy zbieraniu prac robi sie taki balagan, ze wlasciwie
kazdy moze wejsc, wyjsc, podlozyc gotowca, czy nawet napisac wszystko od nowa
po konsultacjach z kolega albo zerznac z ksiazki.

Zastanawia mnie, jak naukowiec wykladajacy o marketingu, zarzadzaniu,
rozliczeniach miedzynarodowych nie moze sobie poradzic ze zorganizowaniem tak
banalnej rzeczy jaka jest egzamin. Sa dziesiatki sposobow, piszemy na dwie
tury, zrobic wiecej grup, porozsadzac. Nie wierze ze to wynika z niewiedzy. To
zwyczajne lenistwo, bo sa jednak tacy, ktorym sie chce.

A teraz czas na wyniki. Oceny:
4,4,4,4,4,4,4,4+,4,4,4,4+,4,4,4,4,3,4,4,3,3,2,4,4,4,4 etc.
Czlowiek, ktorego na egzaminie widzialem pierwszy raz na przedmiocie dostaje
taka sama ocene jak ja, ktory chodzilem na wszystkie wyklady, przeczytalem
lekture zalecana i co nieco z uzupelniajacej. Podejrzewam, ze przy sprawdzaniu
profesor zaklada, ze i tak wszyscy sciagali, wiec nie ma co stawiac piatek.
Przepchnac holote dalej, niech juz tych mord wiecej nie ogladam.

Oczywiscie nie jest tak na wszystkich przedmiotach, ale odnosi sie to do ok.
65%. Zaraz pewnie ktos mi powie, w czym problem, jak chcesz to nie sciagaj, a
od innych wara. Otoz nie moj kochany. Na SGH mamy fajne stypendia naukowe,
przyznawane wg sredniej rankingowej (tzn. liczy sie ocena na tle grupy).
Tlumacze to argumentem finansowym, bo nie przypuszczam zeby ktos z nich
rozumial co to jest satysfakcja z nauki, szacunek do wykladowcy etc. Przez
takich zzynaczy dostaje nizsze stypendium albo nie dostaje go wogole, bo
wyprzedza mnie szczury ze sciagawkami pochowanymi w roznych otworach
fizjologicznych.

Gardze wami. Jedyne co mi pozostaje to dyskretnie utrudniac wam zadanie (oj,
mam swoje sposoby <demoniczny smiech>) i wierzyc ze kiedys sie zwyczajnie
przejedziecie!

Sciaganie to kradziez.
A wszystkie reformy proponuje zaczac od siebie, kochani studenci.
Gość portalu: DaDa napisał(a):

> caerme napisał(a):

> Po co w takim razie isc do kogos innego po nauki, jesli samemu wie sie lepiej?

nie oznacza to ze nie chce znac podastw, tylko jesli z iologii dajmy na to musze
znac te slynne rozne formy postaci komorek, z fizyki mase wzorow raczej mi
zbednych itd. a z historii ktora kocham dokladne straty w jakies tam bitwie a nie
zrozumienie jej przyczyn to uznaje ze jest to wiedza zbedna. nalezy ona wg mnie
do tej grupy ktorej powinienem umiec szukac. mam problem do rozwiazania: mam
podstawy w rodzaju "co sie z czym je" i "umiejetnosc szukania szczegolow" i wtedy
poradze sobie, ale na boga - nie dokladna budowe wszystkiego co jest w nastu
przedmiotach! z historii z pewna pomoca nauczycielki z podstwowoki - ktorej do
dzis jestem wdzieczy - umiem to. gorzej czy lepiej ale umiem!

> I tu zgoda. Ale ja nie o tym pisalam. Zauwaz, ze te 155 osob nie potrafilo
> ocenic, jakiej jakosci jest ta wiedza, ktora znalezli. Wiekszosc z nich
zreszta
> umialaby pewnie to zrobic, gdyby byla wdrozona do samodzielnego umyslowego
> wysilku. Ale nie przyszlo im do glowy zweryfikowac tej wiedzy. Mieli jakas dziw
> ne
> zupelnie zaufanie do otrzymanej (kupionej?) sciagi. Bylo to zadanie domowe dosy
> c
> proste, dla osob studiujacych ten przedmiot (obieralny zreszta).

bo nikt ich tego nie uczyl. nikt. za samodzielne myslenie w wielu miejscach
uczniowie sa tepieni w ten czy inny sposob - bo burza zbudowalna lepiej czy
gorzej budowle nauczyciela co i ja.
a co do jakosci to swiadczy o jednej z dowch rzeczy: albo program jest do
wyrzucenia bo napisany conajmniej niejasno itd, albo ci ktorzy sie tam znalezli
dokonali wyboru negatywnego w rodzaju: tu nic nie umiem, tej podpadlem a z tego
jestem noga. co przeklada sie najczesciej na w tym czuje sie niezle a wtym
nienajgorzej, co nie jest wcale rownoznaczne ze zrozumieniem tematu /
przedmiotu / tematyki

155 studentow
> uznalo, ze zamiast poszukac informacji w podrecznikach, zbiorach zadan czy w
> koncu na konsultacjach u prowadzacego, poszuka jej na sciadze. A wiec z
> umiejetnosci wyszukiwania informacji - pala. I jesli ktos mi mowi, ze sciaga, b
> o
> nie chce sobie zasmiecac glowy zbednymi szczegolami, a w razie czego to on sobi
> e
> poradzi z wyszukiwaniem informacji - ja mu nie uwierze.

to mozna latwo sprawdzic wziac delikwenta na konsulatacje i zadac pytania na
zrozumienie przyczyc te,matu itd zadac pytanie : co ty o tym myslisz i dlaczego:
najlatwiejsze i najtrudniejsze pytanie na swiecie. jesli gosc przedstaw2i spojny
obraz z danymi "rzedu wielkosci" to on umie szukac danych, jesli bedzie podawal
to wyczytane z podrecznika to nic nie umie.
a co do zdolnosci wyszukiwania. ja np pomijajac tereny gdzie sie czulem super
pewnie to powtarzalem [poza jednym czy woma wyjatkami] poglady prowadzacego po
kilku ciezkich alzuzjach i odpowiedziach na moje -i nie tylko watlpiwosci - "tego
nie bylo w zalozeniach" wraz z wyrazna zloscia proawadzacego. to po co po takich
dosiwacdczeniach myslec? jesli wyklady z roku poprzedniego sa "tocka w toczke
podobne" to po co robic wlasne mozna dac 10 groszy moze 20 i miec sciage...

Sciaga, bo nie potrafi
> inaczej. Wiekszosc nawet nie potrafi sciagac inteligentnie, ale o tym pisalam j
> uz
> poprzednio.

zgadzam sie z tym, ja roznie robilem jak mialem jakies pojecie w temacie to
mialem wypisane pubnkty jak nie jechalem po "mysli uczacego" bo dostalem pare
razy za szukanie dziury w calym. wiec scigabnie odbywa sie czesto metoda "slowo w
slowo wyklad" nawet bez zmiany szyjku i budowy zdania.
>
> Jeszcze raz pytam, po co isc na nauki do innych?

pytanie: czym sie rozni 19 definicji marketingu rozbudowanych po 10 linijek
naprawde rozniacych sie przeinkiem w wymienienu cech? dla mnie niczym dla
wykladowcy wszystkim... to po co sie mordowac z tym wyklady te same wiec.. co
bylo rozne sam oracowalem i pewne podsuyumowanie wykresow tez...

>
> I o tym wlasnie pisalam. Nawet nie probowales. Moze gdybys sprobowal, to stalob
> y
> sie to mniej niejasne i zagmatwane?

przychodzi wykladowca ktoray wszystkim mowi : ludzie o mnie mowia ze jestem
ch..em i maja racje jestem ch..em! to jak go traktowac? jak traktowac osobe ktora
w lo mowi o wypracowaniu na dany szczegolowy temay: ja wiem ze ty i tak tego nie
bedziesz umial bo tyle szczegolow dales [wiedzialem gdzie szukac szczegolow!] po
kilku zdziwieniach wykladowcy ze to np pod wzgledem dajmy na to wojskowym jest
niemozliwe i solennym opieprzeniu mnie, czy wypowiedziach typu : tego nie bylo w
zalozeniach "watpliowosci itd" ito stwierdzilem ze ptrzy pewnym tie wykladowycy
sie nie wychylac co jest wazne zapamietac reszte zapomniec - i pomocowo sciagnac,
jesli tepota kompletna nie robic wlasnej jesli zmiania wykl;ady - wlasna.

> Pozdrawiam. DaDa

i wzajmnie taka mila pania adversarz
ps. co sz. p. wyklada?
polecam art.z GW

Mąż mnie nigdy nie uderzył

ZOBACZ TAKŻE

• Nie mów na mnie idiotka (06-06-06, 01:00)

Magdalena Grzebałkowska 06-06-2006 , ostatnia aktualizacja 02-06-2006 19:56

Załatwiałam się przy otwartych drzwiach do łazienki. "Masz jakieś tajemnice
przede mną?" - pytał, gdy chciałam się zamknąć

Skontaktowały nas kobiety z forum internetowego Przemoc w Rodzinie. Mąż
Marioli głodził ją i synka. Na ich oczach jadł obfite obiady. Im nie wolno
było nic tknąć z lodówki. Żądał, żeby się sami utrzymywali, ale nie pozwalał
Marioli iść do pracy.

Kontrolował jej życie. Dzwonił z pracy co dwie godziny, żeby sprawdzić, czy
nie wyszła z domu.

- Dlaczego nie podkradała pani mężowi jedzenia dla syna? Nie zgłosiła sprawy
na policję? Nikomu nic nie powiedziała? Co na to wasze rodziny? - nie
rozumiałam.

Wciskała głowę między chude ramiona. Tłumaczyła się cicho, jękliwie. Że mąż
ma znajomości na policji. Że nie umie kraść z jego lodówki, zresztą już
podbiera mu cukier do herbaty dla dziecka. Że jej matka jest chora, a
teściowa jej nie lubi.

Wkurzała mnie swoją dziecinną bezradnością. Raz chciała odejść od męża, a
potem przy nim zostać, bo w końcu jej nie bije. Szukała taniego mieszkania, a
jak znalazła, odrzuciła ofertę, bo miało brudne ściany. Szła do sądu podać
męża o alimenty, ale zawracała spod drzwi. W każdej ofercie pomocy szukała
dziury. Była jak pies z przetrąconą łapą, który skamle o pomoc i jednocześnie
ucieka.

- Klasyczna ofiara przemocy psychicznej - powiedział Krzysztof Sarzała, szef
Centrum Interwencji Kryzysowej w Gdańsku. - Jej historia jest nudna i
męcząca. Ludzie uważają, że nie powinna narzekać, skoro mąż jej nie bije,
albo natychmiast odejść od niego.

Zaczęłam szukać innych ofiar molestowania psychicznego. Nie było to łatwe,
kampanie społeczne nauczyły już nas, że złem jest bicie. Ale przemoc
psychiczna? Wymysły!

Usuwałam mu z drogi przeszkody

Karolina, lat 36. Mężatka od 11 lat, syn. Mieszka na wsi, na granicy z dużym
miastem, w południowej Polsce. Studiuje marketing i zarządzanie. Zaocznie.
Wcześniej skończyła kurs księgowych. Jeszcze wcześniej wieczorowe liceum. Na
początku była krawcową po zawodówce. Mąż jest tylko po samochodowej
zawodówce. Potrafi samodzielnie złożyć i rozłożyć każde auto.

- Widziałam kiedyś żółwia na wystawie zwierząt morskich w Gdyni. Był wielki i
tkwił w małym szklanym domku. Nawet nie mógł się obrócić. Tylko walił łebkiem
o ściankę. Ze mną było tak samo. Po każdej awanturze miotałam się jak ten
żółw w akwarium.

A wie pani, że myślałam o sobie, że jestem wariatką? Nawet poszłam do
psychologa. Dwa lata temu. No bo miałam niby normalny dom, pracującego męża,
grzeczne dziecko, a czułam wściekłość i bezsilność. Psycholog nie chciał mnie
jako pacjentki. Powiedział, że nie zajmuje się sprawami z zazdrosnymi mężami
w tle.

Ale rok później te awantury się nasiliły. Mąż zaczął na mnie pluć, popychać,
niszczył moje rzeczy. Śmiesznie brzmi, prawda?

A jak śmiesznie wygląda, gdy dorosły facet zbiera ślinę i spluwa na swoją
żonę, która próbuje się przed nim zamknąć w łazience. A można było boki
zrywać ze sceny, jak starałam się nie słuchać jego gadania. Wzięłam ołówki,
siadłam w kącie i zaczęłam rysować. Udawałam, że go nie ma. Że jest malutki i
zaraz zniknie. Wyrwał mi pudełko z ołówkami i, wrzeszcząc, próbował złamać.
Ale tylko pogiął, bo było z metalu.

- I pani jeszcze z nim jest? - dziwię się.

- Odeszłabym - mówi. - Ale rok temu wykupiliśmy mieszkanie. Teraz jest też
moje. Zrobiliśmy remont łazienki. Na ścianach namalowałam szlaczki w
muszelki. Nie umiem tego zostawić, iść na poniewierkę. Cały czas wierzę, że
mąż się zmieni. Może inaczej by było, gdyby podniósł na mnie rękę.

Poznaliśmy się 16 lat temu. Ja miałam 19 lat, on 23. Był męski, dobrze
zbudowany, milczący, miał białego "malucha", kręcone włosy i cel w życiu -
lepsze auto. Zakochałam się. On też. Kiedy przyszła teściowa dowiedziała się,
że choruję na cukrzycę, kazała mu zerwać ze mną: "Co, kalekę se na łeb
bierzesz? A kto cię obsłuży?". I zerwał. Ale potem błagał, żebym wróciła,
kwiaty nosił.

Moje koleżanki przedrzeźniał, że są "Ach! Och!". Nie polubił mojego szwagra,
o kolegów był zazdrosny. Ucięłam z nimi kontakty. Planowałam z nim życie,
więc usuwałam z drogi to, co się mojemu przyszłemu mężowi nie podobało. On
miał tylko jednego kolegę, ale nigdy mi go nie przedstawił.

Wpadliśmy po pięciu latach. Wesele huczne, wymarzony diadem na głowie, jego
beżowy garnitur wciąż wisi w szafie. Zamieszkaliśmy w mieszkaniu po jego
wujku, w naszej wsi. Chciałam być jak jego matka. Idealna kura domowa, która
pierze, sprząta gotuje, szykuje rano skarpetki mężowi, a wieczorem mu je
ściąga. Pełna obsługa, jakby miała manekin obok siebie.

- Pozwoli mi pani spotkać się z mężem? - pytam.

- Oj, nie. Przykro mi, ale nie. Gdyby on wiedział, że rozmawiam z panią,
wściekłby się, może by mnie pobił nawet? Nie chcę ryzykować. Ja panią bardzo
proszę, żeby pani nawet nie pisała, co to za większe miasto, koło którego
mieszkaliśmy. Obiecuje pani?

ŹRÓDŁO:

1 | 2 | 3 | 4 | następna strona »

Wydrukuj Wyślij znajomym Podyskutuj na forum

Wasze opinie (194) + DODAJ swoją opinię
Tajemnicą poliszynela jest, że właśnie z owych grup powstała konkurencyjna
wobec MZR Liga Muzułmańska, która jest ich legalnym przedstawicielstwem.

Narastający radykalizm części muzułmanów, w tym neofitów, skłonił władze MZR do
działania. Receptą na zarysowujący się rozłam miało być powołanie muftiego,
najwyższego znawcy prawa islamskiego, mającego prawo wydawania fatw, który
pojednałby wszystkich muzułmanów. Został nim w marcu ubiegłym roku Tatar Tomasz
Miśkiewicz, ledwie 26-letni imam meczetu w Białymstoku, wykształcony w Arabii
Saudyjskiej, znany ze swojego radykalizmu religijnego. Właśnie to - zdaniem
działaczy MZR, którzy go wybrali - miało skłonić radykałów do kompromisu.

Miśkiewicza trudno uznać za zwolennika starej tatarskiej wersji islamu,
niektórzy zarzucają mu nawet skłonności wahabickie. [Wahabityzm jest doktryną
religijną sformułowaną w XVIII wieku przez Muhamada Al-Wahabiego, obecnie
pozostaje obowiązującą wykładnią islamu w Arabii Saudyjskiej. Głosi potrzebę
powrotu do źródeł koranicznych i odrzucenia wszystkich naleciałości
zniekształcających islam na przestrzeni wieków jego rozwoju, w tym kult
świętych miejsc i mężów czy Mahometa. Wahabityzm inspiruje główne muzułmańskie
ugrupowania zbrojne w Czeczenii, Azji Środkowej, Kaszmirze - przyp. red.].
Mufti nabrał ich podczas studiów teologicznych w Arabii Saudyjskiej, gdzie
pobierał wysokie stypendium, z którego korzystali też jego rodzice. To właśnie
jego związki z Arabią budzą najwięcej wątpliwości. Choć Miśkiewicz nie
przyznaje się do wahabizmu, zdaniem jego tatarskich adwersarzy, mówi jak
wahabici. Tak jak oni neguje tradycje rozwoju islamu, który ma różne oblicza. W
wywiadzie dla Tygodnika Powszechnego (nr 6/2005) podkreślał, że islam jest
jeden, może się różnić wyłącznie otoczką kulturową.

Powołanie muftiego nie polepszyło sytuacji, a wręcz ją pogorszyło. Jego
autorytet, mimo pewnych zastrzeżeń, uznaje tylko MZR, natomiast nie akceptuje
go Liga Muzułmańska, tocząca spór z MZR o władzę i pieniądze, płynące do
polskich muzułmanów z Arabii Saudyjskiej i innych krajów arabskich. Imam
Abdelwahab Bouali, Arab z pochodzenia, szara eminencja Ligi Muzułmańskiej,
dyrektor Centrum Islamu w Białymstoku, kwestionuje przywództwo Miśkiewicza,
zarzucając mu, że nie reprezentuje wszystkich muzułmanów w Polsce, a tylko
Muzułmański Związek Religijny w RP.

Na konflikcie między legalnie działającymi organizacjami zyskują nieformalne
grupy o skrajnym charakterze. Właśnie przed nimi ostrzega mufti Miśkiewicz na
łamach prasy. Ma do nich pretensje, że propagują islam w zbyt radykalnej
wersji, niemożliwej do przyjęcia w Polsce i że są zbyt agresywne.

"Nawracanie" w Internecie

Ekstremiści prowadzą ożywiony marketing religijny, nawołują do oczyszczenia
islamu, werbują i szkolą młodych radykałów. Działalność wielu takich wspólnot
jest finansowana z zewnątrz, głównie przez fundacje z Arabii Saudyjskiej.
Radykałowie stawiają przede wszystkim na wychowanie młodego pokolenia w duchu
fundamentalistycznym.

Metody werbunku nowych członków przejęli od sekt. Organizują na przykład
pogadanki na uniwersytetach, choćby pod hasłem "Kim jest Jezus i co o nim
napisano w Koranie", na których pod płaszczykiem otwartej debaty propagują
swoją ideologię. Na oficjalnej stronie Związku Muzułmanów Polskich można
znaleźć link do witryny, na której Osama bin Laden jest przedstawiany jako
bojownik o prawa muzułmanów, nie ma zaś ani słowa o jego działalności
terrorystycznej. Inny link prowadzi do strony, na której po podaniu swoich
danych i kliknięciu: "akceptuj" pod tekstem muzułmańskiego wyznania wiary można
zostać przyjętym w poczet wyznawców Allaha.

W ocenie Tomasza Miśkiewicza, ten sposób przejścia na islam rozmija się z
obowiązującym prawem muzułmańskim. - Bracia, którzy prowadzą tę stronę
internetową, przesadzili - twierdzi. - Nakłaniałem ich, by ją zlikwidowali, ale
mnie nie posłuchali.

W myśl szarijatu, wyznanie wiary powinno być wypowiedziane w odpowiednim
miejscu (najlepiej w meczecie), formie (ustnie) i we właściwy sposób (w
obecności świadków, przed którymi stoi się twarzą w twarz). Czy osoby, które
przyjmują islam poprzez Internet, są w ogóle muzułmanami? - Nie mnie oceniać,
kto nim jest, na wszelki wypadek doradzam im (a zgłasza się ich sporo), aby
przyszły do meczetu i powtórzyły wyznanie przed imamem - wyjaśnia Miśkiewicz.

Mniej wyrozumiały jest profesor Selim Chazbijewicz. Uważa, że taką stronę
powinno się bezwzględnie zamknąć, gdyż może to być początek szerszej fali
powstawania podobnych witryn prowadzonych przez niebezpieczne organizacje
fundamentalistyczne, które za pośrednictwem sieci mogą werbować wiernych. W MZR
obowiązują twarde zasady przyjmowania do wspólnoty: zgłębienie wiary i egzamin
z wiedzy o islamie, przysięga na Koran w obecności świadków i wyznanie wiary.
Nowy muzułmanin musi przysiąc, że nie weźmie alkoholu do ust i nie będzie jadł
potraw rytualnie nieczystych (głównie wieprzowiny).

Darczyńca z Arabii Saudyjskiej

Miśkiewicz ściąga potrzebne fundusze dla polskich muzułmanów z zagranicy. Na
przykład sponsorzy z Arabii Saudyjskiej finansują pielgrzymki do Mekki. (Do tej
pory pokryli koszty 9 pielgrzymek, w których uczestniczyło blisko 100
muzułmanów.) Za pieniądze z Arabii ma powstać szkoła koraniczna w Białymstoku,
wyremontowane zostaną też stare meczety. Mufti chce także postawić meczet w
Warszawie. Idealnym miejscem jest działka przy ulicy Filtrowej, która przed
wojną należała do Muzułmańskiego Związku Religijnego. - Co prawda teren
odebrano nam w 1993 roku i obecnie znajduje się na nim park, ale staramy się o
jego odzyskanie. Przygotowaliśmy projekt architektoniczny, wysłaliśmy pismo do
gminy Centrum z prośbą o zwrot ziemi - wyjaśnia.

W rozmowie tuż przed wyborem na muftiego Miśkiewicz zdradził swoje dalekosiężne
plany. Do 2010 roku miałoby powstać w Polsce około 8

>